„Potrzeba bliskości z drugim człowiekiem walczyła z moją
nieufnością wobec ludzi. Jak wybrać? Każda z dróg niesie ból…”
W
pośpiechu przywitała się z Eriką, żeby zaraz się z nią pożegnać. Nie miały
czasu porozmawiać, lecz Martinie rzuciło się w oczy, że koleżanka zachowuje się
nieco inaczej niż zwykle. Jakby unikała jej wzroku.
Nie miała czasu o tym myśleć, bo gdy
wyszła na zalany słońcem parking, rozpromieniła się na widok czekającego na nią
Maksa. Jednak to nie było wszystko, bo ze znajomego jej samochodu wysiadł
Andreas. Przywitała się, a oni obaj gorliwie odpowiedzieli, mierząc się
wzrokiem.
–
Nie wiedziałem, że się umówiłaś – powiedział Max.
–
Nie umówiłam się – zaprzeczyła, patrząc na skoczka, który speszył się, czując
zapewne, że głupio postąpił. Ona uważała inaczej, lecz nie chciała tego od razu
ujawniać, dlatego zwróciła się do przyjaciela.
–
Przyjechałeś specjalnie?
–
Nie, ja… Postanowiłem, że poczekam na ciebie. Ale to nic. Możemy zobaczyć się
później – kręcił coś. Martina jednak nie wiedziała, o co mogło chodzić.
Przecież nie był zazdrosny o tego drugiego.
–
Chciałabym się z tobą zobaczyć, zanim wyjedziesz. – Wciąż jej na nim zależało.
Do tego Andreas chyba chciał się tłumaczyć, ale Max zaraz go powstrzymał.
–
Widzimy się później u ciebie – rzucił do dziewczyny, wsiadł na motocykl,
żegnając towarzystwo, i ruszył może bardziej impulsywnie niż zazwyczaj.
Martina stała w miejscu nieco
zakłopotana, czekając na jakąkolwiek reakcję chłopaka. Zaczęli się tłumaczyć
jednocześnie, co wprawiło ich w jeszcze większe zdenerwowanie. Dziewczyna
spojrzała na Andreasa, który wyglądał tak niewinnie i wręcz rozbrajająco i to
sprawiło, że wybuchła śmiechem. Po chwili śmiali się oboje, uwalniając się z
niepotrzebnego napięcia.
–
Miło mi cię znów widzieć – powiedziała ze śmiechem, podchodząc do niego.
–
Mnie ciebie też – odpowiedział.
Dziewczyna miała ogromną ochotę go
przytulić i cmoknąć w policzek za to, że był tak chłopięco szczery. Zupełnie
inny, niż o wiele od niego starszy Max. Zastanawiała się, czy Andreas wie o
tym, że jest od niego starsza.
Teraz już wiem, dlaczego tak
wypytywałeś mnie, o której kończę pracę. – Splotła ręce na piersi. – Od
początku planowałeś się tutaj pojawić. A co z twoimi kumplami? – spytała.
–
Pojechali do swoich domów, co bardzo mnie cieszy. Miałem ich dość, bo przez
cały czas próbowali mnie ośmieszyć, jednocześnie bawiąc się moim kosztem –
wyjaśnił naburmuszony.
–
Ten nieśmiały blondynek też? – spytała z niedowierzaniem.
–
Karl? Wystarczyło, że popierał Wanka.
–
Nie przesadzasz trochę? – Dla niej tych dwóch było świetnym towarzystwem, w
którym nigdy nie można się było nudzić.
–
Nie. Znam ich lepiej niż ty. Wierz mi, przebywanie z nimi zbyt długo może
trwale uszkodzić psychikę, ale mimo to są spoko. – Chyba rozumiała, o czym
mówił, bo rzeczywiście przebywanie z kimś przez długi czas, czego on na pewno
doświadczył, mogło prowadzić do zmęczenia sobą nawzajem. Do tego jeszcze
musieli między sobą rywalizować w czasie zawodów, a mimo to byli kumplami. To
musiało być niezmiernie trudne.
–
Zrobiłeś mi niespodziankę, przyjeżdżając tutaj – powiedziała, zaciskając
nerwowo ręce. Nie wiedziała, co się z nią dzieje, bo jeszcze nigdy w życiu nie
przydarzyło się jej coś takiego. No, może dawno temu, gdy umiała się
zakochiwać. Teraz bała się tego uczucia, ale też nie umiała, ot tak, się go
pozbyć.
–
Mam nadzieję, że to miła niespodzianka. – Wyszczerzył zęby w uśmiechu.
–
Raczej tak. Chyba, że zjawiłeś się tutaj z zamiarem uprowadzenia mnie.
–
W gruncie rzeczy liczyłem na to, że nie będę musiał stosować drastycznych
środków. Ale kto wie… Właściwie powinienem odwieźć cię do domu, ale nabrałem
ochoty, żeby porwać cię na przejażdżkę albo spacer? Możesz sama wybrać.
–
Ja mam decydować? Myślałem, że porywacz narzuca ofierze swoją wolę? – Spojrzała
na niego z udawaną litością. – Marny z ciebie porywacz. Ale nie martw się, jako
ofiara też jestem do niczego. – Mrugnęła do niego. – Właśnie mam zamiar bez
przymusu wsiąść do twojego samochodu i dać się uprowadzić. – Wzruszyła
ramionami, otwierając drzwi i sadowiąc się na miejscu pasażera. Nie ociągając
się, wsiadł zaraz po niej i ruszyli.
Czuła na sobie jego wzrok, gdy co
jakiś czas spoglądał w jej kierunku, ale nie dała się sprowokować. Teraz
zachowywała się, jakby była ofiarą, która czuje wstręt wobec swojego oprawcy. Twardo
patrzyła przed siebie z kamienną twarzą. Nie miała pojęcia, o co go zapytać, bo
wiedziała, że pewnie odda pytanie. Zastanawiała się przez chwilę, gdzie ma
zamiar ją zabrać i próbowała nie myśleć o jego bliskości. Bezmyślnie patrzyła
na rozciągającą się przed nimi drogę, byle tylko nie widzieć jego dużych dłoni
na kierownicy i umięśnionych ramion. Świeciło słońce, więc założył ciemne
okulary i w końcu skupił się na jeździe. Prowadził dość szybko, ale pewnie,
dlatego prędko zostawili w tyle miasteczko, a przed nimi rozciągały się
podgórskie łąki.
–
Wydaje mi się, że wystarczy już tej jazdy. – Andreas przerwał milczenie,
zjeżdżając na pobocze w pobliżu skrętu na polną drogę. – Dalej pójdziemy
piechotą.
–
A co znajduje się na końcu naszej wędrówki? – spytała, gdy wysiedli i Andreas
skierował się na drogę biegnącą pośród łąk.
–
Nie wiem – odpowiedział beztrosko. – A co? Czy nie możemy po prostu iść przed
siebie? Może odkryjemy wspólnie wyjątkowe miejsce. – Uśmiechnął się przyjaźnie.
Niestety nie mogła widzieć jego oczu, gdyż nadal skrywał je pod ciemnymi
okularami.
–
Nie mam nic przeciwko, ale myślałam… Nieważne. – Ruszyła za nim. Spodobała się
jej ta odpowiedź, bo była przekonana, że ma dokładnie określony cel, a on po
prostu działał pod wpływem impulsu.
Szli równym krokiem blisko siebie,
ale zachowywali bezpieczną odległość, by przypadkiem nie zetknąć się ramionami.
Przynajmniej tak odczuwała to Martina, która, mimo obecności Andreasa, starała
się iść powoli i napawać się pięknym widokiem. Cieszyło ją więc, że chłopak
starał się robić jak najmniejsze kroki, dopasowując się do jej tempa.
–
Masz rodzeństwo? – spytał nagle po chwili milczenia.
–
Nie. Aż tak to widać? Sugerujesz, że zachowuję się jak rozpieszczona
jedynaczka? – odparła szybko i może zbyt ostro. Zaraz pożałowała swojego
wybuchu.
–
Niczego nie sugerowałem – zmieszał się. – Chcę się czegoś o tobie dowiedzieć i
nie bardzo wiem od czego zacząć, dlatego wypaliłem z tym pytaniem o rodzeństwo.
– Rozłożył bezradnie ręce. – Równie dobrze mogłem zacząć od pytania w stylu:
jacy są twoi rodzice, przyjaciele, czy masz jakieś zwierzątko…
–
Po co chcesz to wszystko wiedzieć? – wtrąciła się.
–
To proste pytanie. Chcę cię lepiej poznać. Myślałem, że moje pytania też są
proste – odparł troszkę zdezorientowany.
Martina potarła skroń, myśląc, jakby
tu wybrnąć z tej sytuacji. Jaka była głupia, dając się wciągnąć w to wszystko,
przecież Andreas nie był Maksem. Chciał ją lepiej poznać, co wcale nie powinno
jej dziwić. To normalne, że dwoje ludzi próbuje się czegoś o sobie dowiedzieć
na początku znajomości. A on pytał przecież o takie błahostki.
–
Wiesz, jeśli nie chcesz o czymś mi mówić, to nie musisz tego robić. Sama możesz
zapytać mnie o co tylko zechcesz. To chyba dobry układ – dodał Andreas, sprawiając,
że poczuła się jeszcze gorzej.
–
Dobrze. A więc nie mam rodzeństwa i już dawno się do tego przyzwyczaiłam, ale
to wcale nie znaczy, że nie chciałabym mieć. Bycie jedynaczką nie jest takie
cudowne – odpowiedziała na wcześniej zadane pytanie.
–
Ja za to jestem najmłodszy, najbardziej rozpieszczony, zarówno przez rodziców
jak i przez starsze siostry. Jakoś nie żałuję, że nie mam brata, bo siostry są
w porządku. Wiele można się od nich nauczyć o dziewczynach. – Uśmiechnął się
szeroko.
–
Naprawdę wiesz tak dużo o dziewczynach? – spytała, powątpiewając w jego wiedzę.
–
Nie bardzo miałem okazję to sprawdzić.
–
To znaczy? – drążyła temat, chcąc wpędzić go w zakłopotanie.
–
To znaczy, że rzadko mam okazję przebywać w towarzystwie dziewczyn. Wszystko
ogranicza się do przelotnych znajomości. Obowiązki mi na to nie pozwalają –
odparł, nie dając się zbić z tropu. – Co nie znaczy, że nie chciałbym
spróbować… – zamilkł nagle. – Ty na pewno masz doświadczenie z facetami –
wypalił w końcu.
–
Nieprawda. Nie mam żadnego doświadczenia – oburzyła się. Skąd w ogóle przyszło
mu to do głowy? Czy wyglądała na taką, której faceci padają do stóp? Bo na
pewno się tak nie zachowywała. – Chyba, że te niemiłe też się liczą – dodała
ironicznie.
–
A Max? Mówiłaś, że to tylko przyjaciel, jednak wcześniej był twoim chłopakiem –
mówił, patrząc przed siebie.
–
Max był przy mnie, gdy go potrzebowałam i mam nadzieję, że nadal tak będzie.
Ale zastanawia mnie, co masz na myśli, mówiąc TYLKO przyjaciel. Teoretycznie
byliśmy parą, a tym samym także przyjaciółmi. Dla mnie przyjaźń to bardzo wiele
– wzburzyła się, nie wiedząc jak wyrazić słowami to, co myślała. – Ja i Max…
Czasem zastanawiałam się, jakim cudem byliśmy ze sobą, bo to, co nas łączyło,
na pewno nie było tym, co zapewne sobie wyobrażasz. Dlatego wierz mi – nie mam
doświadczenia z facetami. To chyba widać – skończyła, głośno wzdychając.
–
Uh… Nie wiem, co mam powiedzieć. Przyjaźń to dużo, zgadzam się z tobą. To
podstawa dla czegoś… więcej – westchnął. – Znowu wszystko jest nie tak, jakbym
chciał. Cały czas gadam głupoty i wiem, że dużo ryzykuję, ale korci mnie, żeby
spytać o te… niemiłe doświadczenia – przystanął, odwracając się do niej.
–
Wiedziałam, że się nie powstrzymasz – powiedziała, kręcąc zrezygnowana głową i
spuszczając wzrok.
Odeszła kilka kroków i przykucnęła w
cieniu starego drzewa, opierając się o jego pień. Twarz ukryła w dłoniach, lecz
słyszała jak podszedł do niej i jak strzeliły mu kolana, gdy kucał naprzeciwko.
Nie wytrzymała i odkryła twarz, spoglądając prosto w jego oczy, gdyż okulary
założył na głowę. Natychmiast zapomniała, co chciała powiedzieć, a na pewno
było to coś nieprzyjemnego.
– Ktoś cię skrzywdził? – spytał
cicho.
–
To zależy, jak się na to spojrzy. Jednak miałam wtedy czternaście lat i
pragnęłam bliskości drugiego człowieka. Był ktoś… Odważyłam się powiedzieć mu,
co do niego czuję i to był mój największy błąd. Gdybym tego nie zrobiła,
żyłabym w nieświadomości, że ludzie mogą być tacy… Ale zrobiłam to, a on miał
gdzieś to, kim jestem, co czuję. Nic go nie obchodziło. Kazał mi spadać i
szukać innego naiwniaka, który poleci na głupią blondynkę. Dla mnie to był
cios! Boże! Nie chciałam wiele. Potrzebowałam choćby jednego uśmiechu, ale
nawet tego nikt nie był w stanie mi dać… – wyrzuciła z siebie z coraz bardziej
bijącym sercem. – A ty? Czego tak się na mnie uparłeś? Gapisz się na mnie,
śledzisz, zaglądasz w moje prywatne rzeczy… – zaatakowała go, wpadając w coraz
większą niewytłumaczalną złość.
–
Jakiego koloru masz oczy? – spytał, patrząc się na nią z lekko otwartymi
ustami.
–
Co?! – oburzyła się. – Nawet nie słuchasz co do ciebie mówię! – krzyknęła,
próbując wstać, ale skutecznie przytrzymał ją, chwytając za nadgarstki.
–
Słucham cię. To dla mnie bardzo ważne, że mówisz mi to wszystko. Wiem, że to
niełatwe. Ale twoje oczy… Niby niebieskie, ale te żółte iskierki sprawiają, że
wydają się zielone. To interesujące – tłumaczył. – Rozumiem, że mi nie ufasz,
bo niby dlaczego miałoby być inaczej, ale może ja też zasługuję na szansę? – Zamrugał
oczami, lekko przekrzywiając głowę.
–
Przepraszam za ten wybuch. Zazwyczaj się tak nie zachowuję. – Zacisnęła usta, wstydząc
się przed samą sobą. Co w nią wstąpiło?
–
Przynajmniej byłaś szczera.
Uwolnił jej ręce i zajął miejsce
obok dziewczyny, sprawdzając wcześniej, czy może usiąść na trawie.
–
Siadaj, bo ścierpną ci nogi od tego kucania. – Trącił ją kolanem.
Posłusznie klapnęła, wyciągając nogi
i poprawiając sukienkę. Uśmiechnęła się do siebie, widząc jego długie nogi obok
swoich, ale nie skomentowała. Nie chciała zakłócać ciszy, która zapadła między
nimi. Jednak Andreas chyba zauważył to samo, gdyż zetknął swoją nogą z jej.
Poczuła dreszcz i ledwo powstrzymała się przed zwiększeniem dystansu. Dodatkowo,
po chwili na jej udzie znalazła się dłoń chłopaka wewnętrzną stroną skierowana
ku górze i jakby zastygła w oczekiwaniu na jej reakcję. Powoli odwróciła twarz,
chcąc spojrzeć na niego, ale on tylko kiwnął zachęcająco głową.
Wahała się, ale nie dlatego, że nie
chciała go dotykać, lecz może właśnie dlatego, że tego chciała. Pragnęła bliskości,
tylko bała się konsekwencji. Mogła się przecież zakochać, o ile to już się nie
działo, mógł ją zranić, zostawić, albo to ona mogła przynieść mu ból. Ale co da
ucieczka? Jeśli nie zrobi w końcu jakiegoś kroku, będzie żałować, że nawet nie
spróbowała mu zaufać i nadal nie osiągnie niczego. Ostatecznie więc uniosła
swoją prawą dłoń i lekko położyła na jego, gdyż Andreas cierpliwie czekał. Jego
ręka była taka duża i silna w porównaniu z jej i chyba nawet kolor skóry miała
trochę ciemniejszy. Za to jaka była ciepła…
Martina
przymknęła powieki i oparła głowę o pień drzewa. Czas mijał, co z łatwością
dało się zauważyć po wędrówce słońca, które coraz bardziej ogrzewało ich ciała
wcześniej ukryte w cieniu.
–
Słyszałaś? – spytał Wellinger nieco zaniepokojony.
–
Nie… – Nie wiedziała nawet, co miała słyszeć.
Zerwał się na równe nogi i zaklął.
–
Chyba mamy kłopoty – powiedział, przywołując ją ruchem ręki. – Spójrz!
Rzeczywiście to, co zobaczyła nie
napawało optymizmem, bo chyba pół nieba zakrywały ogromne czarne chmury, z
których nie tak daleko padał już deszcz, o czym świadczyła tworząca się właśnie
tęcza.
–
Piękna tęcza – powiedziała i od razu skuliła się oślepiona błyskiem. Za chwilę
dał się słyszeć grzmot. Burza się zbliżała.
–
Tęcza to dobry znak – powiedział. – Niestety – chyba jedyny. Zostaje nam tylko
zamknąć oczy, przytulić się i udawać, że nas tu nie ma – dodał.
–
Chyba oszalałeś?! – krzyknęła przerażona. – Jak mogliśmy nie zauważyć, co się
dzieje? – spytała.
–
Nie wiem, ale nie zwariowałem, nie martw się, dlatego uciekamy! – krzyknął,
chwytając ją za rękę i razem rzucili się do biegu.
Martina starała się utrzymać jego
tempo, które i tak zapewne ograniczył, by jej nie zamęczyć. Grzmoty odzywały
się coraz bliżej, ale oni też byli coraz bliżej samochodu, dlatego się nie
poddawali.
–
Już naprawdę niedaleko! – dodawał jej otuchy i w końcu zobaczyli samochód, ale
nagle z nieba zaczęły lecieć pierwsze duże krople deszczu.
W ostatniej chwili znaleźli się w
suchym i bezpiecznym wnętrzu, gdy rozpętała się prawdziwa ulewa.
–
Uf! Ale mieliśmy szczęście. – Andreas otarł pot z czoła i poprawił fryzurę. –
O! I nawet nie zgubiłem okularów. – Uśmiechnął się, wciąż dysząc z wysiłku.
Martina zerknęła w lusterko i
przeraziła się własnego odbicia. Próbowała opanować rozwichrzone włosy, ale
wysiłek na nic się nie zdał. Do tego jej twarz płonęła. Przyłożyła dłonie do
palących policzków.
Andreas wyciągnął ze schowka butelkę
wody i podał jej. Pod nogi spadły jego dokumenty. Podniosła je i po ugaszeniu
pragnienia zaczęła je przeglądać. Wśród dokumentów samochodowych, dowodu i
prawa jazdy znalazła kilka zdjęć: rodzinnych, kolegów z drużyny oraz jego
własnych.
–
Cóż za samouwielbienie – skomentowała.
–
Rozdaje je ładnym fankom. – Puścił do niej oczko. – Jeśli chcesz, możesz wziąć
jedno i schować pod poduszką.
–
A żebyś wiedział, że wezmę.
–
To dobrze, bo szybko się nie zobaczymy. Zaczynamy przygotowania do sezonu
letniego, co wiąże się z wyjazdem. Potem czekają mnie konkursy… Nie wiem, kiedy
znów się spotkamy, ale postaram się, żeby to było jak najszybciej.
–
Rozumiem. Chcesz w ogóle znów się ze mną spotkać? – zdziwiła się. – Nie masz
mnie jeszcze dość?
–
Ciebie dość? Nigdy! – Teatralnym gestem chwycił się za serce.
–
Wygłupiasz się. – Skrzywiła usta.
–
A co mam robić? Jesteśmy uwięzieni w samochodzie pośród pól, z dala od
cywilizacji i jedyne, co widzimy, to błyskawice i ściana deszczu. – Spojrzał na
zdjęcie, które trzymała w dłoniach. – Daj je na chwilę.
Znalazł długopis i naskrobał na
odwrocie coś, co wyglądało na numer telefonu i wtedy zwrócił zdjęcie.
–
Teraz ty napisz mi swój numer, tylko znajdę jakąś kartkę. – Wręczył jej
długopis, przeszukując wszystkie zakamarki. – Oczywiście! Niczego nie ma –
zdenerwował się. – W takim razie napisz tutaj. – Wskazał swoją rękę.
–
A może na czole? – zażartowała. – Lepiej daj tę drugą. Będzie wygodniej.
Przechylił się w stronę dziewczyny i
położył rękę na kolanach.
–
Tylko tak, żebym się odczytał – szepnął jej do ucha.
Wzdrygnęła się, ale sama nie była
pewna czy na dźwięk grzmotu, czy pod wpływem jego oddechu drażniącego ją po
szyi.
–
To głupie – zaśmiał się. – Lepiej podyktuj mi ten numer, a ja wpiszę go do
telefonu.
–
Po co był ten cały cyrk? – spytała, rozkładając ręce.
–
Specjalnie. – Wzruszył ramionami.
–
Nie wiedziałam, że z ciebie taki dowcipniś.
–
Lubię się czasem powygłupiać.
–
Myślałam, że z ciebie jest taki nieśmiały chłopczyk.
–
Wszystkiego we mnie po trochu – wyjaśnił. – A ty jaka jesteś?
–
Trudno określić. Czasem nawet sama tego nie wiem – odparła.
Burza przetaczała się nad nimi, bo
deszcz wzmógł się jeszcze bardziej i dudnił o karoserię, a błyskawice
przecinały niebo jedna po drugiej. Nie wspominając o grzmotach.
–
Boisz się? – spytał Andreas.
–
Trochę… Niech to się wreszcie skończy. – Objęła się ramionami.
–
Damy radę. W takim razie powiedz mi, czego boisz się najbardziej, skoro burzy
tylko trochę?
–
Ciężko jest odpowiedzieć na to pytanie – powiedziała szczerze. – A ty masz
konkretną odpowiedź? – zwróciła się do Andreasa.
–
Kiedyś bardzo bałem się ciemności i zawsze musiałem zasypiać przy zapalonym
świetle. Ale teraz to wydaje mi się głupstwem. Teraz najbardziej boję się, że
nigdy nie uda mi się zbudować domu… To znaczy, że nie znajdę tej drugiej osoby,
która chciałaby tak jak ja założyć rodzinę i już zawsze być ze mną. Boję się,
że zostanę sam w dużym pustym domu i zawsze będę się budził sam. Rodzina jest
dla mnie bardzo ważna i tym bardziej rozumiem, że bez tego nie będę umiał żyć. Pocieszam
się, że jeszcze mam czas. Nie potrafię zrezygnować ze skoków, które jednak
pochłaniają całe moje życie – odpowiedział bardzo wyczerpująco.
Martina odetchnęła. Szczerość za
szczerość. Nie mogła go zbyć.
–
Był czas, kiedy tak bardzo bałam się żyć. Bałam się każdego dnia, dlatego
myślałam o śmierci. Wątpiłam w to, że w życiu może spotkać mnie jeszcze coś
dobrego, bo niby co? Nie miałam przyjaciół, szkoła była koszmarem, a dom… na
pewno nie azylem. Teraz pogodziłam się ze swoim losem, ale nadal się boję.
Najgorzej jest nocą, gdy nachodzą mnie straszne myśli i niechciane wspomnienia,
bo tylko takie mam. Dlatego rysuję… Kładę się spać dopiero, gdy jestem bardzo
zmęczona i mam pewność, że od razu zasnę. – Przełknęła ślinę z niemałą
trudnością. Dostrzegła we wnętrzu swoich dłoni ślady po paznokciach. Bała się
podnieść wzroku, bo w oczach miała łzy, które w każdej chwili mogły popłynąć.
Andreas objął ją trochę niezdarnie, ale od razu poczuła się lepiej. W dodatku
burza przeszła.
–
Powinniśmy chyba jechać – dodała.
–
Zaraz – rzucił. – Dziękuję, że mi to powiedziałaś. – Ujął ją za podbródek,
unosząc głowę do góry. Dostrzegła, że w jego oczach też zaszkliły się łzy. –
Płacz, jeśli tego potrzebujesz – powiedział.
–
Nie, nie będę. – Przetarła oczy. – Już w
porządku.
–
Jedźmy. Pewnie masz mnie już dość – skwitował Andreas.
–
Było całkiem miło. Przynajmniej z twojej strony, bo moje zachowanie
pozostawiało wiele do życzenia – wyznała ze skruchą.
–
Przynajmniej trochę się poznaliśmy.
–
Trochę?! Z całą pewnością mogę powiedzieć, że nie ma na świecie drugiej osoby,
która wiedziałaby o mnie tyle co ty.
–
Czuję się wyróżniony – odparł z dumą.
–
Nie powinieneś. Ta wiedza to nic dobrego.
Przed domem Martiny zgasił silnik i
przechylił się w jej stronę.
–
Czy mogę liczyć na to, że gdy wrócę, to nie będziesz zachowywać się, jakbyśmy
się nie znali? – spytał niepewnie.
–
Na pewno tak nie będzie. Jeśli wrócisz, to wiesz, gdzie mnie szukać. – Uśmiechnęła
się, kładąc rękę na klamce.
–
Czekaj. – Przeraził się.
–
Niestety nie zaproszę cię do środka.
–
Nie oczekiwałem tego. Chciałem się tylko pożegnać.
Chwycił ją za rękę, zbliżając się do
niej niebezpiecznie. Próbowała się odsunąć, ale nie miała gdzie. Była jak w
potrzasku. Poczuła jego zapach i w gruncie rzeczy miała ochotę objąć go za
szyję.
–
Czy mogę…? – szepnął, oblizując wargi.
Oddychała szybko, próbując uciec
wzrokiem od jego oczu, ust, lecz na darmo. Chciała, żeby ją pocałował, tak
bardzo, że aż boleśnie. On natomiast chwycił w dłoń kosmyk jej włosów i założył
za ucho, odsłaniając twarz. Gładził kciukiem zarumieniony policzek, co
doprowadzało ją do szału. Złapała go za dłoń, by w końcu przestał. Wtedy złożył
na ustach Martiny delikatny pocałunek, coś bardziej jak muśnięcie warg, ale
poczuła to całą sobą. Jego usta były takie delikatne i ciepłe. Przymknęła
powieki, rozkoszując się tym subtelnym doznaniem. Gdy Andreas odsuwał się od
niej, owionął ją jego gorący oddech.
Zamrugała oczami, jakby obudziła się
ze snu. Teraz musieli się już rozstać.
–
Do zobaczenia – westchnęła.
Leniwie wypuścił jej dłoń i skinął
tylko głową na pożegnanie. Gdy szła w stronę domu, odwróciła się jeszcze,
machając ostatni raz.
W domu bezskutecznie czekała na
wizytę Maksa, który się nie zjawił. Może to i dobrze, bo nie chciała się z
nikim widzieć. Trochę się o niego martwiła, więc dzwoniła, ale nie odbierał. Po
jakimś czasie przysłał wiadomość, że porozmawiają, gdy zadzwoni kiedyś tam.
Mając w rękach komórkę, wpisała numer Wellingera, a podarowane zdjęcie
przypięła na tablicy.
Po szybkiej kolacji i kąpieli
położyła się na łóżku, ale sen nie przychodził. Przy zgaszonym świetle podeszła
do okna i otworzyła je na całą szerokość, oddychając świeżym powietrzem. Chmury
już dawno rozgonił wiatr i na niebie pojawiały się pierwsze gwiazdy. Martina
dotknęła palcami ust, wspominając uroczy pocałunek Andreasa. Uśmiechnęła się na
to wspomnienie, ale to inne uczucie nie dawało jej spokoju. Mianowicie lęk
przed przyszłością, która niosła tyle niepewności. I do tego tęsknota… Przecież
nawet nie wiedziała, kiedy go znów zobaczy.
Kompletnie nie rozumiem dziwnego zachowania Maksa. Z jednej strony mam wrażenie, że mają się ku sobie z Eriką, tylko nie chcą z jakiegoś powodu, aby Martina się o tym dowiedziała. Z drugiej jednak jego reakcje na znajomość Martiny z Andreasem są bardzo zastanawiające. Zwłaszcza, że wygląda to tak, jakby wciąż był zazdrosny o swoją byłą dziewczynę. Liczę, że wkrótce się to wyjaśni. Martina w końcu uważa go za swojego przyjaciela i niezwykle ważną osobę w jej życiu, której potrzebuje.
OdpowiedzUsuńMartina i Andreas coraz lepiej się poznają i dowiadują o sobie coraz to nowszych rzeczy. Dziewczyna zaufała mu na tyle, że była w stanie podzielić się częścią swojej bolesnej przeszłości, która sprawiła, że teraz jest tak bardzo nieufna w stosunku do innych osób. To ogromny postęp, biorąc pod uwagę, jak długo skrywała wszystko, choćby przed Maksem. Z Andreasem bardzo szybko nawiązała jednak więź, a przede wszystkim pozwoliła do siebie zbliżyć. W jedno popołudnie dokonał tego, co nie udało się nikomu przed nim. Obydwojgu zaczyna na sobie zależeć, a ten pocałunek był tego doskonałym dowodem. Niestety na jakiś czas będą musieli się rozstać. Mam tylko nadzieję, że gdy ponownie się spotkają, nadal będą chcieli kontynuować swoją relację i poradzą sobie jakoś z tęsknotą.
Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. 😊