„Tym jednym prostym gestem pozwoliła mi uwierzyć, że stałem się dla niej kimś ważnym.”
Andreas zmęczony, niewyspany i z pewnym niepokojem wracał do domu. Znowu zaczęło się typowe życie w „rozjazdach”, co dla nich – skoczków – było kwestią przyzwyczajenia. Dla Wellingera ważne jednak było to, żeby gdzieś pomiędzy konkursami a treningami znaleźć choć jeden dzień, który można swobodnie spędzić w domu – miejscu, gdzie mógł odciąć się na chwilę od wszystkiego i spędzić czas pośród bliskich mu osób dających mu tak ogromne wsparcie.
Obecnie była jeszcze jedna osoba, do której chciał wracać. Tak bardzo pragnął ją zobaczyć, dotknąć i sprawić, żeby się uśmiechnęła. Ale czy ona ucieszy się na jego widok?
Takie właśnie sprawy zaprzątały mu ostatnio myśli i nie mógł się od nich uwolnić. Od ich ostatniej rozmowy, która skończyła się dość niespodziewanie, nie słyszał jej głosu. Wolał jednak nie ryzykować, że znowu coś pójdzie nie po jego myśli, dlatego też wysyłał jej krótkie wiadomości. Odpisywała i to dawało mu nadzieję.
W domu znalazł się bardzo późno, dlatego od razu położył się do łóżka, lecz mimo zmęczenia, nie mógł zasnąć. A wszystko to, ponieważ zastanawiał się, w jaki sposób mógłby zrobić Martinie niespodziankę, gdyż nie poinformował jej wcześniej, że w ogóle uda mu się z nią spotkać przed kolejnym wyjazdem. Oczywiście w końcu zasnął, nim jakikolwiek pomysł zrodził się w jego głowie.
Następnego dnia mama przygotowała mu obiad, gdyż na śniadanie niestety było już za późno – tak długo spał. Jednak zamiast jeść, robił sobie w myślach wyrzuty, że bez sensu zmarnował pół pięknego dnia. Próbował samodzielnie dojść do tego, kiedyż to Martina może mieć wolne: rano czy popołudniu? Ostatecznie wysłał jej wiadomość, starając się czegoś dowiedzieć, niczego przy tym nie zdradzając.
– Nie będziesz jadł? – spytała mama, ale jej głos ledwo docierał do jego uszów. – Może odłożyłbyś wreszcie ten telefon? Nie wiem, co się z tobą dzieje, ale tak było jeszcze zanim wyjechałeś, więc...?
Podniósł wzrok i jakby dopiero teraz dotarła do niego jej obecność.
– Nic mi nie jest – zapewnił mamę. – I nic takiego się nie dzieje. – Zabrał się za jedzenie.
– Nie jestem tego pewna… W każdym razie to nie ma nic wspólnego ze skokami. – Posłała mu uważne spojrzenie i aż skurczył się w sobie. Wiedział, że przed mamą nic się nie ukryje, a może nawet Julia już coś wypaplała? Nie, to niemożliwe, bo sama pewnie niewiele wiedziała.
– Nie rozumiem, o co ci chodzi. – Pokręcił głową, udając zdziwienie. – A! Właśnie! Po południu będę musiał wyjść.
– Czy dobrze zrobię, jeśli nie zapytam dokąd? – Spojrzała wymownie na syna, mrużąc oczy i krzyżując ręce na piersi.
– To jest dobra myśl, mamo – roześmiał się. – Nie martw się, wszystkiego dowiesz się w swoim czasie. Wiesz, że cię kocham i… gdybym miał problem, byłabyś pierwszą osobą, która by się o tym dowiedziała – powiedział, wstając od stołu i pocałował mamę w policzek. – Dziękuję za pyszny obiad.
W międzyczasie dowiedział się, że Martina będzie po pracy w domu, więc postanowił, że po prostu ją odwiedzi. Wcześniej jednak musiał się przygotować, dlatego najpierw wziął prysznic, a potem zastanawiał się, w co by się ubrać. Było tak upalnie, że nie pozostało mu nic innego, jak założyć koszulkę, krótkie spodnie i sportowe buty. Wypachnił się jeszcze dodatkowo i ułożył włosy, a gdy przy tym spoglądał na swoje odbicie w lustrze, nagle parsknął śmiechem. Wyobraził sobie bowiem miny kolegów, gdyby widzieli go w tym momencie.
– Zwariowałem! – powiedział, patrząc wprost w swoje lustrzane odbicie. – Ale co tam! – Machnął ręką.
Po chwili biegł już do swojego samochodu, ściskając w dłoni aparat, ponieważ miał ambitny plan, żeby namówić Martinę do zrobienia jej choćby jednego zdjęcia.
Jadąc w kierunku domu dziewczyny, wstąpił po drodze po kwiaty, ale za bardzo nie wiedział co wybrać. Czerwoną różę? Pewnie byłaby najodpowiedniejsza, lecz bał się, że może to za wcześnie i że Martina może to dość nerwowo odebrać. W końcu zdecydował się na nieduży bukiecik złożony z drobnych różowych kwiateczków. Przed wyjściem posłał sprzedawczyni miły uśmiech, ale ona odpowiedziała mu niewyraźnym grymasem twarzy a jej oczy pozostały smutne. Oczy… Niektóre jej ruchy… Ta kobieta kogoś mu przypominała, lecz był tak zniecierpliwiony przed spotkaniem z dziewczyną, że nie zaprzątał sobie tym głowy.
Upłynęła może chwila, a on już wysiadał z samochodu przed domem Martiny. Od razu dostrzegł dziewczynę siedzącą na ławce w cieniu z książką w rękach. Wyprostowała się na jego widok, ale nie ruszyła się z miejsca, więc sam postanowił podejść do niej.
– Ty… Tutaj? – Spoglądała na niego zaskoczona i wstała, odkładając książkę na bok.
– Ja. Tutaj. Wszystko się zgadza. – Uśmiechnął się, choć sam był niemniej zmieszany. Podszedł do niej i delikatnie ją uścisnął, pochylając się nieco. Czuł, że robi to bardzo niezgrabnie i było mu tak głupio, że gdyby nie odwzajemniła tego gestu, pewnie zapadł by się pod ziemię. Jednak ona to zrobiła i nie liczyło się nic oprócz jej bliskości.
– To dla ciebie. – Wręczył jej kwiatki.
– Dziękuję. – Zarumieniła się i spuściła wzrok. – Nie spodziewałam się ciebie dziś zobaczyć. W ogóle nie wiedziałam, czy… Cieszę się, że przyjechałeś. – Nerwowo poprawiała włosy.
– Musiałem przyjechać, żeby cię znów zobaczyć – wydusił z siebie. – Mogę się przyłączyć? – Wskazał na ławkę, na której wcześniej siedziała.
– O… jasne. Proszę bardzo.
Usiedli, zachowując pewien dystans. Andreas podziwiał jej szczupłe opalone nogi, gdyż ubrana była w króciutkie szorty i luźną koszulkę, która odsłaniała ramię i czarne ramiączko od stanika. Włosy natomiast miała niedbale zaplątane na czubku głowy. Odwrócił wzrok zakłopotany, bo przecież nie mógł się tak gapić.
– Przepraszam, że więcej nie dzwoniłem. Wolałem jednak nie narażać cię znowu na podobne przeżycia. Chłopaki czasami bywają okropni, a ja najczęściej robię za kozła ofiarnego – wyjaśnił.
– A, tamto! Wiesz, to było nawet zabawne, gdy próbowałeś zaprzeczyć słowom Wanka – zaśmiała się.
– Zabawne? Nie rozumiem. – Udawał obrażonego, ale z marnym skutkiem i w końcu też się zaśmiał. – Wiem, jestem beznadziejny.
– Wcale tak nie uważam – zaprzeczyła.
– Naprawdę? – ożywił się. – Więc jaki jestem?
– Hm… Niech pomyślę. Na pewno bardzo zabawny, miły, radosny i czasem bardzo… uroczy.
– Tak uważasz? – Zdziwiły go jej słowa. – Też jesteś urocza. – Spojrzał prosto na nią. Chyba po raz pierwszy nie uciekała spojrzeniem. Chciał ją pocałować i automatycznie oblizał wargi. Już miał zdobyć się na odwagę, by to zrobić, gdy na podjazd wjechał samochód.
Odsunął się od dziewczyny, ale nie zdziwił się aż tak bardzo, gdy ujrzał sprzedawczynię z kwiaciarni, bo od razu skojarzył, że to podobieństwo, o którym myślał, się zgadzało. To była matka Martiny. Te same oczy… Podobnie smutne.
– Dzień dobry – przywitała się.
– Dzień dobry ponownie – odpowiedział.
– To twój nowy chłopak? – zwróciła się do córki.
– Można tak powiedzieć – odparła.
– Nie wiedziałam, że nastąpiła jakaś zmiana w twoim życiu, ale skąd miałabym wiedzieć? O niczym mi przecież nie mówisz… – W jej głosie słychać było smutek. Andreas przypatrywał się tej scenie, stojąc z boku i nie bardzo wiedząc, jak ma to rozumieć.
– A czy pytałaś? – odparła Martina.
– Nawet nie zauważyłam, że rozstałaś się z tym… Maksem, a tu proszę! Już ktoś następny.
– Próbujesz mi coś zarzucić? Może powiedz to wprost, a nie domyślaj się i nie udawaj, że nic cię nie obchodzi – podniosła głos.
Pani Lorenz podniosła dumnie głowę i skierowała się ku wejściu do domu.
– Nic nie powiesz? – drążyła Martina. – Kłóć się ze mną, jak robiłaś to z tatą, lecz nie licz na to, że będę siedziała cicho. Mam dość tego milczenia!
– Nie uda ci się, gdy nie przestaniesz o tym myśleć – powiedziała do córki po namyśle. Andreas nic już z tego nie rozumiał i wiedział, że pewnie tak szybko się nie dowie.
– Mam tak po prostu zapomnieć? Przykro mi – nie umiem! – Głos jej niebezpiecznie zadrżał. Matka natomiast zignorowała te słowa i zostawiła ich stojących obok siebie.
– Andreas, zabierz mnie stąd – zwróciła się do chłopaka.
Wsiedli do samochodu.
– Dokąd mam jechać?
– Nie wiem. Daleko stąd. – Zapadła się w fotel na miejscu pasażera.
Andreas nic nie mówił, choć tak bardzo chciał zrozumieć to wszystko, dowiedzieć się czegoś. Czekał jednak, aż dziewczyna sama zechce coś powiedzieć, gdyż liczył, że w końcu się przełamie. W tym czasie próbował wymyślić, gdzie by tu zabrać Martinę z dala od ludzi w jakieś spokojne miejsce. Chętnie zaprosiłby ją do siebie do domu, ale nie chciał jej dodatkowo denerwować podobną propozycją, dlatego pojechał tam, gdzie zobaczył ją pierwszy raz.
Na miejscu Martina bez wahania wysiadła z auta i ruszyła przed siebie tak, że Andreas musiał za nią biec. Gdy usiadła na trybunach, patrząc w kierunku skoczni, usiadł obok niej.
– Przepraszam cię za to, że musiałeś być świadkiem tej głupiej sytuacji. Nie powinnam była się unosić, ale nie mogłam się opanować – mówiąc to, patrzyła prosto przed siebie.
– Mówiąc szczerze, nic z tego nie zrozumiałem. – Rozłożył bezradnie ręce.
– Ważne, że my dwie rozumiałyśmy. Tobie nie jest to do niczego potrzebne.
– Przykro mi, ale nie mogę się z tobą zgodzić. To dotyczy ciebie, więc teraz także i mnie. Ostatecznie sama powiedziałaś, że jestem „twoim nowym chłopakiem”. – Delikatnie dotknął palcami jej dłoni, ale ona szybko się odsunęła.
– To prawda, tak powiedziałam. Tylko czy ja na to zasługuję? Wyobrażam sobie, jak bardzo straciłam w twoich oczach przez ten wybuch. Nie wspominając o moich wcześniejszych beznadziejnych zachowaniach. Chcę, żebyś wiedział, że to nie świadczy o moim braku szacunku do mojej matki. Po prostu jest coś, co nas skutecznie dzieli: mnie i rodziców.
– Twoja matka mówiła, że musisz przestać o tym myśleć, żeby ci się udało… coś. Nie wiem co.
– Czy ty też naprawdę uważasz, że spychanie czegoś na dalszy plan pomoże rozwiązać problem? – Spojrzała na niego pytająco.
– Więc wyrzuć z siebie to, co cię boli. Wiesz, wcale tak źle nie oceniam tego, że naskoczyłaś dziś na swoją mamę. Czasem tak trzeba, żeby potem dojść do zgody. Lepsze to niż milczące boczenie się na siebie. W mojej rodzinie to działa.
– Moja rodzina jest inna. Jest jeszcze tyle rzeczy, których o mnie nie wiesz. Czy naprawdę chcesz się w to wplątać? – Spojrzała znów na niego tymi swoimi smutnymi oczami.
– Nie można czegoś tak od razu spisać na straty. Daj nam szansę. Będziemy mieć czas, żeby wszystkiego się o sobie dowiedzieć i wcale nie musimy się spieszyć. Co ty na to? – Tym razem on spojrzał na nią pytająco i z nadzieją. Patrzyła na niego, ale nic nie odpowiadała, dlatego wyciągnął rękę, oczekując, że poda mu swoją. Serce waliło mu coraz mocniej w piersi, co stawało się niemal bolesne. Co jeśli go odrzuci? Nie potrafił sobie tego wyobrazić.
Po pewnym czasie, który dla Andreasa był jak wieczność, wsunęła swoją rękę w jego dużą szczupłą dłoń.
– Myślałeś, że tego nie zrobię? – Uśmiechnęła się.
– Zacząłem się tego obawiać – przyznał.
– Spróbować zawsze można. – Splotła swoje palce z jego. Andreas odetchnął z ulgą i w końcu mógł się trochę rozluźnić.
– Spójrz na niebo. – Wskazał ręką chmury, które od jakiegoś czasu zaczęły się zbierać, lecz jeszcze nie zakrywały słońca. – Czyżby znowu miła nas dopaść burza? Może to stanie się naszą tradycją? – Przekrzywił głowę, zastanawiając się.
– Może nie będzie padało tak jak ostatnio.
– Musimy wykorzystać ostatnie chwile ze słońcem i mam nawet pewien pomysł, ale musisz chwilę tu na mnie zaczekać. Zostawiłem coś w samochodzie. – Andreas chciał zabrać Martinę na szczyt skoczni i wykorzystać to, by zrobić kilka zdjęć.
– Poczekam, biegnij.
– I będziesz tu, gdy wrócę? – chciał się upewnić. – Nie znikniesz? – żartował.
– Nigdzie się nie wybieram, naprawdę – zapewniła go rozbawiona.
Wrócił w ekspresowym tempie i korzystając z nieuwagi Martiny, zrobił jej zdjęcie.
– Hej! Co ty robisz? – oburzyła się.
– Ja? Nic. – Uniósł ręce w obronnym geście. – Chodź, idziemy tam. – Wskazał na szczyt skoczni.
– Naprawdę?
– Nie dziw się tak, tylko się pospiesz. Musimy zdążyć, zanim chmury całkiem przysłonią niebo, bo wtedy widok nie będzie już taki urzekający.
Trochę czasu zajęło im wejście na samą górę, ale udało im się zdążyć, bo słońce wciąż oświetlało tę część nieba, którą mogli podziwiać z wysokości.
– Pięknie tu… – Martina się rozmarzyła.
– To prawda. – Andreas zaczął uwieczniać ten moment i widoki.
– Czy ja wyraziłam na to zgodę? – spytała dziewczyna, gdy spostrzegła zwrócony w swoją stronę obiektyw.
– Nie bądź taka. Ty masz moje zdjęcie, a zresztą cały Internet jest nimi zaśmiecony. Mi też się coś należy.
– To chociaż pokaż jak wyszłam. Widzisz? Tu wyglądam jak potwór – skasuj to! – Próbowała dorwać się do jego aparatu.
– Zostaw, nie znasz się. Mnie się podoba. – Uniósł rękę z aparatem do góry tak, by nie mogła dosięgnąć.
– Myślisz, że masz przewagę, bo jesteś wyższy?
– A nie jest tak? – zmrużył oczy. – Powiedz mi, ile masz lat? – spytał.
– Dwadzieścia.
– Tak myślałem.
– Nie przeszkadza ci to? – Uniosła głowę, by móc mu spojrzeć w oczy. Andreas zszedł kilka stopni w dół, by zrównać się z nią wzrostem.
– Nie. Tak samo jak twój wzrost – przyznał szczerze. Dlaczego miałoby mu to przeszkadzać? Uczucie nie miałoby sensu, gdyby liczyły się takie szczegóły.
Odpowiedziała mu uśmiechem.
– To miłe. A przy okazji, jestem pod wrażeniem odwagi wszystkich skoczków. Nawet nie wyobrażam sobie, jaki widok musi być z największych skoczni na świecie. Podziwiam cię, ale od teraz będę się bała, że gdybyś tak upadł…
– Czyżbyś się o mnie bała? Niestety nie mogę ci obiecać, że nic mi się nie stanie. Taki już urok tego sportu, że upadki i kontuzje się zdarzają – powiedział bez owijania w bawełnę, gdyż taka była prawda i każdy zawodnik miał tego pełną świadomość.
Usiedli na kamiennych schodkach, obserwując, jak niebo ciemnieje od burzowych chmur. Zerwał się wiatr i w oddali odezwał się groźny pomruk grzmotu.
– Chyba nie ominie nas burza – powiedział, przysuwając się do dziewczyny. – Nie jest ci zimno? – spytał z troską, ale zaprzeczyła. Mimo to objął ją ramieniem.
– Kiedy wyjeżdżasz? – spytała.
– Jutro rano. Niestety nie uda mi się z tobą zobaczyć przed samym wyjazdem. – Zaczął wyplątywać z włosów dziewczyny gumkę, żeby je rozpuścić. – Nie smuć się. Wrócę za tydzień, a nawet szybciej. Zobaczysz, nawet nie zauważysz.
Uniosła ręce, żeby pomóc mu z rozplątywaniem włosów i wtedy ich dłonie się spotkały. Nie pierwszy przecież raz, ale Andreas poczuł, jakby pomiędzy nimi przepłynęła silna energia. Był pewien, że dziewczyna poczuła to samo.
W końcu jej włosy, choć nieco splątane, opadły luźno na plecy, a Andreas zbliżył twarz, by poczuć ich zapach. Przymknął powieki, marząc, by mieć Martinę bliżej siebie.
Otworzył oczy, gdy pierwsza kropla deszczu spadła mu na głowę. Zawstydził się, gdyż znalazł się z dziewczyną prawie twarzą w twarz. Musiała mu się przyglądać od pewnego czasu, ale na jej ustach widniał uśmiech. A oczy… Czyżby też odrobinę się uśmiechały?
Ujął jej podbródek, patrząc cały czas prosto w oczy.
– Ale ty jesteś piękna – wychrypiał, nie mogąc pozbyć się uciążliwej suchości w ustach. Pocałować ją czy nie? Czemu tak bardzo się denerwował?
Martina uniosła dłoń, by poprawić mu opadające na czoło włosy. Potem niby przypadkiem przesunęła czubkami palców po jego twarzy. Zniecierpliwiony chwycił tę szczupłą dłoń i przyciągnął do siebie.. Z głośno bijącym sercem zbliżył swoją twarz do jej tak, że dzieliły ich milimetry. Kątem oka dostrzegł przecinającą niebo błyskawicę i wtedy to przymknął powieki. Potem wszystko potoczyło się samo. Delikatnie zetknął usta z jej ciepłymi wargami. Nie protestowała, dlatego też przywarł do niej mocniej. Sunął dłonią wzdłuż ramienia dziewczyny i, gdy już miał zanurzyć palce w splątanych włosach, nagle się odsunęła. Zauważył, że kącik jej ust lekko się unosiły a oczy nabrały blasku.
– Pora na nas. – Wskazała na niebo.
– Masz rację. Odwiozę cię do domu. – Podał jej rękę i tak trzymając się, dotarli do samochodu.
– Nie chcę tam wracać… – powiedziała cichutko.
– Powinnaś to zmienić. Zawsze powinno się chcieć wracać do domu, do rodziny. – Dla niego to naprawdę było coś ważnego.
– Gdyby to było takie łatwe.
– Tym większą będziesz miała satysfakcję, gdy uda ci się osiągnąć sukces. Zaryzykuj i pierwsza zrób krok w ich stronę.
– Kiedyś zbiorę się w sobie i zrobię to.
Przed jej domem wysiadł za nią. Stali naprzeciwko siebie ze spuszczonymi głowami.
– Do zobaczenia – powiedziała dziewczyna, kierując się ku domowi. Andreas patrzył na jej zgrabną figurę, rozwiewane przez wiatr włosy i na to, jak zatrzymała się w pół kroku i bez wahania podbiegła do niego z powrotem, zatrzymując się w odległości kilku centymetrów. Wyczuł jej oczekiwanie, więc otworzył ramiona, a ona wpadła w nie, lgnąc do niego całym ciałem.
– Dziękuję – powiedziała, wspinając się na palce i próbując dodać sobie w ten sposób odrobinę wzrostu.
To przyjemne ciepło, które biło od niej, od jej ciała… Tak, tu było jej miejsce – w jego ramionach. Szkoda, że zaraz będzie musiał ją wypuścić. Nawet nie przypuszczał, że z taką lekkością przyjdzie mu unieść ją. Objęła go za szyję, gdy obracał się wkoło.
– To ja powinienem ci dziękować – dodał.
– Powodzenia i uważaj na siebie. A ja pamiętam, że nadal jestem ci winna ciastko, które obiecałam za znalezienie zeszytu. Także następnym razem ja cię gdzieś zabiorę.
Roześmiał się beztrosko. Był szczęśliwy.
Wracając do domu, miał w głowie tylko jedną myśl… że jej też zależało. Był dla kogoś kimś ważnym. Dla niej. Ten jeden gest, ten spontaniczny uścisk powiedział mu więcej niż słowa.
W domu zastał mamę siedzącą przed telewizorem. Ułożył się obok niej na kanapie, opierając głowę na jej ramieniu.
– Co się stało, synku? – spytała zaskoczona.
– Nic. Jestem szczęśliwy, mamo. – Nie mógł powstrzymać cisnącego się na usta uśmiechu.
Nic dziwnego, że Andreas miał lekkie wątpliwości przed ponownym spotkaniem z Martiną. W końcu wciąż znają się dość krótko, a ich relacja jest oparta na dość kruchych fundamentach. Zwłaszcza że ciągła odległość jaka ich dzieli na pewno nie pomaga. Andreas nie miał się jednak czego obawiać, ponieważ Martina przywitała go ze sporym entuzjazmem. Tęskniąc tak samo mocno jak on. Dzięki niespodziance chłopaka mieli okazję spędzić ze sobą miłe popołudnie, które mocno ich do siebie zbliżyło. Dzięki czemu postanowili dać sobie też szansę na coś większego od zwykłej przyjaźni. Życie Martiny powoli zaczyna nabierać barw. Na co w pełni zasługuje. Jedynie relacje z rodziną nadal są niezwykle trudne i napięte. Żadna ze stron nie chce odpuścić, a tłumienie w sobie przeszłości niczego nie ułatwia. Mama Martiny nie potrafi otworzyć się przed córką i przyznać do swoich błędów. Dziewczyna natomiast czuje do niej ogromny żal i nie potrafi wybaczyć przykrego dzieciństwa. Przed nimi naprawdę długa droga do choćby poprawnych stosunków. Andreas ma jednak rację trzeba próbować. Mimo że jego relacje rodzinne stoją na przeciwnym biegunie niż Martiny. Stara się jej za pomóc znaleźć jakiś kompromis. Oby z jego wsparciem dziewczynie udało się w końcu zaznać upragnionego spokoju.
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.