środa, 19 lutego 2020

#9


„Czy istnieją reguły, jak należy postępować w związku? A nawet jeśli tak, to co? Czy od tego powinienem uzależniać powiedzenie tych najważniejszych słów?”

            Andreasowi wyjazdy na konkursy sprawiały przyjemność, ponieważ dzięki temu podróżował po świecie, poznawał nowe miejsca i zdobywał doświadczenia. Ostatnio jednak zaczynała go przytłaczać rosnąca sława i powiększająca się rzesza fanów. Fanów? Czy wśród tych wyciągających ku niemu ręce postaci były osoby płci męskiej? Nawet jeśli tak, to zostały odepchnięte na bok przez piszczące dziewczęta.
            To zainteresowanie było całkiem miłe, ale też i uciążliwe. Zwłaszcza że nie wiedział, czy fanki bardziej cenią jego umiejętności, czy może raczej urodę, choć obu tych rzeczy nie był pewien. Nad formą stale musiał dużo pracować, a uroda… Czy był przystojny? Nigdy nie uważał się za niewiadomo kogo i zdecydowanie wolałby posiadać fanów swoich skoków, a nie na przykład blond włosów, czy niebieskich oczu.
            Patrzył na te dziewczyny, wśród których sporo było naprawdę bardzo ładnych. Widział w ich oczach uwielbienie i sympatię, dlatego z chęcią chciałby mieć czas, żeby z każdą zamienić kilka słów. Nie chciał traktować ich jak bezładną masę, bo przecież każda z nich była inna, miała swoją własną historię, w którą gdzieś tam wpisały się skoki narciarskie. Tylko jak to zrobić? Ich zbyt dużo, on miał zbyt mało czasu – zawsze ktoś musiał być poszkodowany. W dodatku niektóre z nich… Szaleństwo. Czuł się przytłoczony, dlatego nie mógł temu podołać, co udawało mu się choćby jeszcze rok wcześniej. Ach, ta sława.
            Z zazdrością obserwował Gregora Schlierenzauera, który z niegasnącym zapałem i uśmiechem na twarzy brylował między wniebowziętymi dziewczętami. Chciałby się tego nauczyć, bo wiedział, że kibice to nieodłączna część świata, w którym, jak miał nadzieję, będzie się kiedyś liczył. Może uda mu się to już wkrótce, bo czuł się silniejszym niż zwykle. Oczywiście kumple żartowali sobie, że to miłość tak go uskrzydlała. Może było w tym ziarenko prawdy, lecz on sam nie miał zamiaru łączyć skoków z życiem uczuciowym, chciał się od tego odciąć, jak profesjonalista. Jednak wbrew temu wszystkiemu z tyłu głowy cały czas myślał o dziewczynie i o tym, że wkrótce znowu się zobaczą.
            Tym razem zdradził Martinie, kiedy wraca i nawet umówili się już na spotkanie. W drodze powrotnej przeglądał zdjęcia na aparacie zrobione przed wyjazdem i szczerzył się sam do siebie jak głupi, co zostało uwiecznione przez towarzyszy podróży i głośno skomentowane, co nie uszło uwadze trenera i skończyło się lekcją na temat związków i ostrzeżeniem przed wplątaniem się w aferę w czasie trwania sezonu. I niech tylko wpłynie to na skoki, a nie obędzie się bez konsekwencji.
– Tak jest, trenerze! – zasalutował i choć sam się wygłupiał, zdawał sobie sprawę z tego, że trener nie żartuje. Jednak Andreas nie chciał wywoływać skandali ze sobą w roli głównej, ale uważał, że ma prawo do miłości. Nawet skoczek narciarski może się zakochać…
            Przez kilkanaście następnych godzin żył tylko jednym – spotkaniem  z Martiną, które pozytywnie go nastrajało, ale też i stresowało. To, że była jego pierwszą dziewczyną wcale nie pomagało, bo wszystko to było dla niego nowe. Nie chciał wyjść na ciamajdę ani na nachalnego typa, a do tego Martina nie była jak inne dziewczyny.
            Gdy w końcu nadszedł ten długo oczekiwany moment, Andreas udał się na miejsce spotkania i gdy ujrzał dziewczynę siedzącą przy stoliku, wszystkie natrętne myśli ulotniły się z jego głowy. Pozostał tylko jej obraz, który miał przed oczami. Uśmiechnęła się na jego widok i powoli zaczęła podnosić się z miejsca. Andreas z trudem zmusił się, by do niej nie podbiec i nie zamknąć jej natychmiast w objęciach.
            Podszedł powoli i witając się, cmoknął ją tylko w policzek. Wydała mu się wyższa, więc gdy siadała obrzucił dziewczynę wzrokiem i rzeczywiście zauważył, że do obcisłych spodni założyła buty na koturnie.
            Martina wybrała dla niego przepyszny kawałek ciasta, ale gdy jadł nie mógł  powstrzymać się od ukradkowych spojrzeń na twarz dziewczyny, na jej delikatne usta oraz na policzki ocienione długimi, ciemnymi rzęsami.
– Czemu tak mi się przyglądasz? – spytała, podnosząc nagle wzrok.
– Ja? – speszył się.
– Nie wykręcaj się, bo przecież cały czas czuję na sobie twój uporczywy wzrok.
– A co jeśli odpowiem, że lubię na ciebie patrzeć? – Uniósł brwi w oczekiwaniu na odpowiedź.
– Wtedy ja powiem, że trochę mnie to krępuje. No nie patrz tak na mnie tymi swoimi oczami. – Zasłoniła twarz dłońmi, patrząc przez palce.
– Co ty chcesz od moich oczu? Od tego je mam, żebym mógł patrzeć – obruszył się, wyciągając ręce w kierunku ukrytej twarzy dziewczyny.
– Już dobrze, niech ci będzie. – Uśmiechnęła się, podnosząc ręce w obronnym geście. – Poddaję się.
            Później rozmawiali jeszcze o różnych mało znaczących sprawach, lecz Andreas chciwie słuchał każdego słowa padającego z ust dziewczyny. Obserwował jej gesty, mimikę twarzy i pragnął, by takie beztroskie chwile trwały w nieskończoność.
            Gdy odwiózł dziewczynę do domu, kazała mu zaparkować samochód i zgasić silnik.
– Nie miałbyś ochoty na krótki spacer ze mną? Póki jeszcze słońce zupełnie nie zaszło – spytała, patrząc mu prosto w oczy.
– Oczywiście, że tak – odpowiedział mile zaskoczony tą propozycją. Zawsze to dodatkowy czas spędzony we dwoje.
            Wysiedli i ruszyli wolnym krokiem przed siebie, mijając dom Martiny. Szli obok siebie, prawie stykając się ramionami, co doprowadzało Andreasa do szału. Więc gdy w końcu ich dłonie otarły się o siebie, chwycił rękę dziewczyny i splótł ich palce razem.
– To tutaj. – Martina zatrzymała się.
            Przed nimi rozciągał się górski krajobraz, za którym powoli kładło się spać słońce, ostatnimi promieniami chwytając się dnia. Dookoła panowała niczym niezmącona cisza, gdyż znajdowali się z dala od zabudowań.
– Kiedyś lubiłam tu przychodzić, gdy było mi ciężko i potrzebowałam w ciszy przemyśleć pewne sprawy. Patrzyłam zawsze na to zachodzące słońce z naiwną nadzieją, że może  jutro przyjdzie nowy, lepszy dzień. Potrzebowałam takich złudzeń – mówiła, patrząc przed siebie, a w gasnącym świetle dnia na jej policzku zalśniła pojedyncza łza.
            Andreas przygarnął ją do siebie i mocno przytulił. Gładził ją uspokajająco po plecach, a ona objęła go w pasie i skryła twarz w jego ramieniu. Przed oczami miał obraz bezradnej, skrzywdzonej dziewczynki odtrąconej przez cały świat. W myślach już dawno wyobraził sobie, z czym musiała się zmagać w przeszłości i co dotykało ją nadal. Czy wyobrażenia odpowiadały rzeczywistości? Akurat w tej kwestii bardzo chciałby się mylić, lecz wolałby usłyszeć całą prawdę z ust dziewczyny.
– Teraz nie lubię zachodów słońca. Za bardzo przypominają mi o tym, że kolejne dni mijają jeden po drugim, nie przynosząc niczego, ani zmian, ani ulgi.
– Czy dowiem się kiedyś dlaczego tak jest, dlaczego tak właśnie czujesz? – Odsunął ją od siebie, by móc spojrzeć jej w twarz.
– Myślę, że i bez tego już dużo wiesz.
– Powiedz mi lepiej, czy te dni, które spędziliśmy razem, nie były dobre? – Ujął jej podbródek.
– Były dobre, są… Ale ile niepewności przynoszą… Skąd możemy wiedzieć, co będzie jutro? Co jeśli skrzywdzę cię tak bardzo, że zniszczę całe twoje życie?
– A czy chcesz mnie skrzywdzić?
– Nie mam takiego zamiaru.
– Sama widzisz… Ja też nie chciałbym cię skrzywdzić. Przynajmniej świadomie, ale w życiu tak już jest, że nie wszystko idzie po naszej myśli. To jednak nie oznacza, że mamy z niego rezygnować. Może czasem warto przestać myśleć i zrobić to, na co ma się ochotę. – Tymi słowami wywołał nikły uśmiech na jej ustach.
– Myślisz, że powinnam teraz to zrobić? – Objęła go za szyję.
– Jeśli tego właśnie chcesz..? – Przyciągnął ją bliżej. – Bo ja tak.
            Po raz pierwszy to ona go pocałowała. Dodatkowo przyjemnie było czuć jej drobne palce w swoich włosach. Zaskoczyła go tym, że w końcu odważyła się zrobić coś takiego. Myślał, że nigdy się na to nie zdobędzie. Widocznie się mylił i razem udało im się osiągnąć postęp.
            Andreas pochylał się, żeby mogli stykać się czołami. Spoglądał w jej oczy i czuł się dobrze, jakby w końcu znalazł swoje miejsce na ziemi. Przy niej.
– Jak się teraz czujesz? – spytał.
– Jestem szczęśliwa? – wyznała z lekką niepewnością.
– To jest nas dwoje. Przyznaj mi rację, że odczarowaliśmy to miejsce i już nie powinno ci się źle kojarzyć.
– Chyba muszę się z tym zgodzić – przyznała.
            Na niebie zalśniły już pierwsze gwiazdy i coraz bardziej się ściemniało, dlatego zdecydowali się na powrót.
– Kiedy jutro będę mógł do ciebie wpaść?
– Mam popołudniową zmianę, bo do Eriki chyba przyjeżdża Max.
– Może ciebie też odwiedzi?
– Nie oczekuję tego. Wolę, żeby poświęcił całą uwagę Erice. Ona tego potrzebuje.
– Ale nadal jesteście przyjaciółmi? – spytał.
– Oczywiście. Między nami nic się nie zmieniło – zapewniła.
– Może wybralibyśmy się kiedyś wszyscy razem, chociażby do kina? Chyba żebyś ty albo ktoś miał coś przeciwko…
– Dlaczego? To niegłupi pomysł.
– Trzymam cię za słowo. Wkrótce musimy się umówić.
            Gdy Andreas wrócił do domu, było już późno i wszyscy domownicy spali, na co wskazywały ciemne okna. Nie chciał nikogo budzić, ale bezskutecznie szukał przy sobie klucza. Musiał wcale nie zabrać go ze sobą.
            Wyciągnął telefon i zadzwonił do siostry. Wkrótce w oknie jej pokoju zapaliło się światło. Była zaspana i wściekła, gdy otworzyła mu drzwi.
– Czy nie byłbyś łaskaw zabierać ze sobą klucza, gdy masz zamiar tak późno wracać? – warknęła.
– Zapomniałem. Nie złość się – próbował ją uspokoić.
– Trzeba było obudzić rodziców.
– Siostrzyczko, ja wiem, że tylko na tobie mogę polegać… – Otoczył ją ramieniem.
– Tak? To powiedz mi, gdzie byłeś. Dopiero wróciłeś z zawodów, a już wybyłeś gdzieś na cały dzień. Co się z tobą dzieje? – Odepchnęła go od siebie.
– Ze mną? Może coś się dzieje…, ale czy wyglądam, jakby to było coś złego? – Cały czas nie mógł przestać się uśmiechać.
– To ta sama, dla której chciałeś nauczyć się tańczyć? – Szturchnęła go łokciem w żebra.
– Ta sama – odparł, poważniejąc.
– Kiedy ją poznamy? Już nie mogę się doczekać – powiedziała, zacierając ręce. Nie była już zła, ale za to całkowicie się rozbudziła.
– Kiedyś na pewno. Przyjdzie na to czas.
– Och, cieszę się, że mój młodszy braciszek w końcu się zakochał. – Potargała mu fryzurę. – Zaczynałam się obawiać, że ty może wolisz chłopców… – zawiesiła głos.
– O czym ty mówisz?! – prawie krzyknął. – Ja gejem?!
– Cii… Obudzisz rodziców. – Trzepnęła go w głowę.
– Au! To bolało. – Pchnął ją lekko.
– Przestań, bo wszystko wygadam mamie i nigdy więcej nie wstanę otworzyć ci drzwi w środku nocy – zastrzegła.
– Środek nocy? Czy ty czasem nie przesadzasz? – Spojrzał na godzinę. Dochodziła północ.
– Jutro też znikniesz na cały dzień? – spytała, zanim weszła do swojego pokoju.
– Zniknę, ale nie na cały dzień. Idę spać, bo jutro mam zamiar wcześniej wstać.
– Dobranoc. Niech ci się przyśni ta twoja…
– Martina – dodał, odchodząc.
            Następnego dnia niestety nie pamiętał, co mu się śniło. Wstał i krokiem lunatyka udał się do łazienki, ale musiał zaczekać aż się zwolni. Po kilku minutach wyszła z niej Julia. Andreas spojrzał na nią, mrużąc jedno oko.
– Wszystko w porządku? – spytał, patrząc na jej zapuchnięte oczy. Dziewczyna unikała jego wzroku.
– Źle spałam – odparła ochrypłym głosem i pociągnęła nosem. – Ciekawe przez kogo?! – W jej głosie wyczuł nutkę irytacji, dlatego nic już więcej nie mówił. – A ty chyba nadal śpisz. – Spojrzała na niego z litością i poszła do siebie.
            Co się stało z Julią? Czyżby nadal rozpaczała po rozstaniu ze swoim ostatnim chłopakiem? Wczoraj przecież nie wydawała się być smutna. Andreas nie wiedział, jak mógłby jej pomóc. Może by tak zapytać Martinę o radę? To chyba nie był taki zły pomysł.
            Po zjedzeniu śniadania szykował się do wyjścia, co bacznie obserwowała mama, ale nie odzywała się ani słowem. Odpowiedziała tylko na krótkie pożegnanie, które rzucił przed wyjściem.
            Padał deszcz, można nawet powiedzieć, że ulewny. Było szaro i ponuro. Zatrzymawszy się przed domem Martiny, truchcikiem podbiegł do drzwi i nacisnął dzwonek. Raz, drugi…
            W końcu drzwi się otworzyły i ujrzał zaspaną dziewczynę ubraną w piżamę.
– Cześć. – Otworzyła szeroko oczy na jego widok.
– Cześć – zmieszał się. – Obudziłem cię?
– Tak jakby. Ale to nic nie szkodzi, już dawno powinnam wstać. Wejdź! – Przepuściła go i z powrotem zamknęła drzwi na klucz.
– Pierwszy raz jestem u ciebie… – powiedział, rozglądając się po przytulnych wnętrzach.
– Jadłeś już śniadanie? – spytała.
– Tak, tak – odparł szybko.
– Ale napijesz się czegoś?
– Z tobą, zawsze.
– Chodź! – Zaprowadziła go do kuchni, gdzie nastawiła wodę w czajniku. – Masz tu wszystko. – Pokazała mu herbatę i kubki. – Zalej jak się zagotuje. Ja muszę ogarnąć pokój i siebie, żebyś się tak nie gapił. Tak wyglądam rano.
– Ładnie – wyszczerzył zęby.
– Jasne…
            Gdy wyszła, rozejrzał się po kuchni, ale nigdzie nie dostrzegł rodzinnych zdjęć ani niczego takiego. Poczekał więc cierpliwie na zagotowanie się wody, by zalać wrzątkiem herbatę, której zapach wypełnił całe pomieszczenie. Usiadł przy stole, ale nie musiał długo czekać na Martinę, która wróciła ubrana w dżinsy i dresową bluzę, lekko wymalowana i uczesana.
– Na pewno nie jesteś głodny? – spytała. – Nie chcę jeść sama, gdy ty będziesz siedział i się patrzył.
– Przykro mi, ale nie mogę się obżerać. Obowiązuje mnie dieta. – Rozłożył bezradnie ręce.
– Jesteś jakiś zamyślony – zauważyła, przygotowując sobie śniadanie.
– Masz rację. Pewna myśl nie daje mi spokoju. – Oparł podbródek na dłoni.
– Coś cię martwi? – Usiadła naprzeciwko niego.
– Wczoraj, gdy wróciłem do domu, rozmawiałem z moją siostrą. Była trochę wkurzona, że ją obudziłem, ale nic nie wskazywało na to, że jest smutna. Śmiała się nawet ze mnie, że w końcu się zakochałem. Dziś natomiast wstała jakaś przybita i wyglądała, jakby całą noc płakała. Trochę się o nią martwię. Myślisz, że jest zazdrosna? – spytał.
– O co? O ciebie? – zdziwiła się.
– Wiesz, ona miała chłopaka, ale odkąd się z nim rozstała, zupełnie się zmieniła. Nie wychodzi z domu, ma zmienne nastroje…
– Może jeszcze nie otrząsnęła się po rozstaniu… Potrzebuje czasu.
– Niepotrzebnie mówiłem jej o moim szczęściu.
– Dlaczego? Jest twoją siostrą i na pewno cieszy się razem z tobą. – Dziewczyna próbowała ukryć rumieniec wywołany jego słowami o szczęściu.
– Ale jak mogę jej pomóc?
– Nie wiem. Nie naciskaj i nie zmuszaj jej do zwierzeń. Możesz na przykład zabrać ją gdzieś, by nie była ciągle sama i trochę się rozerwała. Gdy będzie chciała, na pewno sama się przed tobą otworzy – doradziła.
– Ja wiem, że jestem tylko głupiutkim młodszym bratem, ale powinna wiedzieć, że zawsze może na mnie polegać.
– Ona na pewno o tym wie – zapewniła, kładąc rękę na zaciśniętej w pięść dłoni chłopaka. Rozluźnił uścisk i chwycił jej rękę.
– Chodź! Zabiorę cię do swojego królestwa. – Pociągnęła go za sobą. Posłusznie wstał od stołu, zabierając swój kubek z herbatą.
– Czekaj! Zaraz wyleję… – Gorąca jeszcze herbata wylała się na jego spodnie.
– Ty niezdaro! – Wzięła od niego kubek i pewnie ruszyła w górę po schodach. Andreas szedł za nią, powstrzymując się przed mamrotaniem cisnących się na usta przekleństw. Lecz gdy tak szedł, spoglądał na nogi dziewczyny, na łydki, uda i w końcu na pupę. Miał ochotę uszczypnąć ją w pośladek, ale w porę przypomniał sobie, że niosła dwa kubki gorącej herbaty, choć ręka bardzo go świerzbiła.
– Możesz otworzyć drzwi?
– O, oczywiście! – Wrócił do rzeczywistości.
            Przepuścił dziewczynę w drzwiach, a potem sam wszedł, rozglądając się z zainteresowaniem po pokoju. Na łóżku zauważył pluszaka.
– Śpisz z misiem? – Porwał maskotkę w objęcia. – Słodziutki.
– Nie śmiej się. Sam pewnie też śpisz z maskotką. – Nie śmiała się z  jego wygłupów.
– Skąd wiedziałaś? Jakoś nie umiem się rozstać z moim misiem-pysiem.
            Martina pokręciła głową z niedowierzaniem.
– No co? Wygłupiam się tylko. Ale z misiem śpię naprawdę – spoważniał.
– Nie uważam, że to coś krępującego. Mój pluszak zna wszystkie moje sekrety i nie umiem tak po prostu go wyrzucić.
– Szkoda, że on nie umie mówić, bo pewnie zdradziłby mi jakąś twoją tajemnicę – westchnął.
– Nie zdradziłby. Jest wobec mnie lojalny. Oddaj go, robisz mu krzywdę.
            Posłusznie posadził maskotkę na łóżku.
– Fajnie byłoby być na jego miejscu… – Usiadł na skraju łóżka. Spojrzał na swoje oblane spodnie, ale na szczęście już prawie wysychały. – O! – zauważył rysunki Martiny na tablicy. – Powiesiłaś mnie obok Maksa. To znaczy moje zdjęcie obok jego… portretu? – Wstał i podszedł do ściany, żeby się lepiej przyjrzeć.
– Tylko mi nie mów, że jesteś zazdrosny. – Splotła ręce na piersi.
– Nie, nie jestem. Masz prawo mieć przyjaciela. – Podszedł do niej i otoczył ją ramieniem. – Co będziemy robić? – przekrzywił głowę, czekając na propozycję.
– Nie wiem, co mogłabym ci zaproponować. Na pewno musimy tu zostać. Nie mam ochoty wychodzić  w taką pogodę.
– Widzę laptop. Może obejrzymy jakiś film?
– Niech będzie. Ty wybierasz.
– Naprawdę? Mogę?
            Kiwnęła twierdząco głową.
– To brzmi podejrzanie i pewnie zabijesz mnie, gdy wybiorę coś nie w twoim typie. Założę się, że masz ochotę na komedię romantyczną. – Pstryknął palcami, wyrażając pewność, że trafił w dziesiątkę.
– Yy… Miałam nadzieję, że wybierzesz coś innego.
– Da się zrobić.
            Ostatecznie obejrzeli obojgu znany horror, ale i tak dobrze się bawili. Przynajmniej Andreas, który mógł leżeć na łóżku Martiny z dziewczyną opierającą głowę na jego piersi. Głaskał ją po ramieniu i w ogóle bardziej skupiał się  na niej samej niż na filmie.
            Gdy na ekranie pojawiły się napisy, odstawił laptop na bok, ale nie pozwolił dziewczynie się odsunąć. Przekręcił się na bok i wspierając się na jednym ramieniu, w drugiej ręce trzymał dłoń dziewczyny. Jej twarz była tak blisko, że mógł widzieć każdy jej szczegół, każdą drobną zmarszczę wokół ust, w kącikach oczu i na czole. Musnął wargami te miejsca. Dłużej zatrzymał się na ustach.
            Całował ją coraz zachłanniej, przyciągając bliżej siebie. Ramię trochę mu cierpło, dlatego położył się na plecach, ciągnąc dziewczynę za sobą tak, że leżała mu na piersi. Odgarniał jej długie włosy, które opadały mu na twarz.
            W całym ciele czuł nasilające się gorąco, ale nie mógł przestać. Wsunął dłonie pod jej ubranie i gładził ciepłą skórę. Czuł pod palcami wypukłości żeber, aż zawędrował na wysokość zapięcia od stanika. Znowu przekręcił się tak, że dziewczyna leżała pod nim. Zszedł ustami niżej, całując szyję i okolice obojczyków. Pod wpływem dotyku jej dłoni, które wędrowały po jego plecach, karku i głowie, miał dreszcze.
– Przestań! – Usłyszał cichy, nieśmiały szept dziewczyny i natychmiast się odsunął. – Przygniatasz mnie – powiedziała, patrząc na niego niepewnie.
            Uniósł się na ramionach, ale nie chciał się oddalać od niej nawet na centymetr. Wyglądała ślicznie, taka zarumieniona, z błyszczącymi oczami. Odchrząknął, ale nic nie powiedział. Bał się, że posunął się za daleko, popełniając jakiś nietakt. Nie miał pojęcia o związkach. Może istniały jakieś określone reguły, jak należy postępować, jak się zachowywać? Ale czy to miało znaczenie? Czuł przepełniającą go miłość do Martiny, o ile w ogóle wiedział, co to jest miłość, ale chciał jej to powiedzieć. Żeby wiedziała. Czy jakieś bzdurne reguły mają go ograniczać? Czy to za wcześnie, nie w takich okolicznościach…
– Kocham cię – powiedział ledwo słyszalnym głosem. Jednak wiedział, że go zrozumiała, bo prawie zachłysnęła się wdychanym powietrzem. Patrzyła na niego, mrugając oczami. Pogłaskała go delikatnie po policzku, ale nic nie powiedziała. Nie spodziewał się, że odpowie mu tym samo i wcale tego nie oczekiwał. Czuł przecież, że też go kocha. Nie musiała mu tego mówić, jeśli nie była jeszcze na to gotowa. Ważne, że wiedziała.
            Andreas wstał i podał jej rękę.
– Chyba musisz się zbierać do pracy. Odwiozę cię.
– O! Faktycznie! – Uderzyła się dłonią w czoło, patrząc na zegarek. – Muszę się przebrać. – Wyjęła z szafy jakieś ubrania i wybiegła do łazienki.
            Wellinger cierpliwie czekał na jej powrót.
– Jeszcze minutka! – rzuciła i zabrała z podłogi laptop, wyłączając go. Spakowała torebkę i chwyciła puste kubki po herbacie. – Możemy iść.
            Ruszył za nią bez słowa. Patrzył jak ubierała buty, stał przy niej, gdy zamykała drzwi do domu, biegł za nią w stronę samochodu. Nic nie mówił.
            Jechali w milczeniu. Na miejscu nawet nie zgasił silnika.
– Przyjechać potem po ciebie? – zapytał.
– Nie, mama o mnie zadba – zapewniła.
– Czyżbyś się z nią pogodziła?
– Powiedzmy, że jesteśmy na neutralnej stopie.
– Dobrze. Więc… do zobaczenia.
            Już miała wysiąść, gdy na powrót zagłębiła się w fotel. Chwyciła go za rękę, nie patrząc w jego kierunku. Czekał…
– Ja ciebie też – szepnęła mu cichutko wprost do ucha. Owionął go zapach jej perfum i czuł bolesny ucisk w żołądku, który wcale nie był nieprzyjemny. Zdecydowanie przyciągnął ją do siebie i mocno pocałował w usta.

1 komentarz:

  1. Nic dziwnego, że dla Andreasa sława niekiedy bywa przytłaczająca. Nieustanne zainteresowanie niemal każdym aspektem życia ze strony innych osób na pewno staje się bardzo męczące. Dobrze, że przyznajmniej podczas przerw w zawodach, chłopak ma okazję zaznać odrobiny normalności w towarzyatwie swojej rodziny, a przede wszystkim Martiny, która jest mu jedną z najbliższych osób. Obydwoje uwielbiają spędzać ze sobą czas. Wspólne momenty sprawiają im mnóstwo radości. W dodatku Martina dzięki Andreasowi powoli zaczyna odzyskiwać optymizm i wiarę w to, że jeszcze może być szczęśliwa.
    Zachowanie siostry Andreasa faktycznie jest dość zastanawiające. Oby faktycznie to było tylko niewyspanie, a nie jakieś dużo poważniejsze problemy.
    Andreas odważył się wyznać Martinie swoje uczucia, a w nagrodę dziewczyna odwdzięczyła się mu tym samym. Mam nadzieję, że ich związek nadal będzie tak dobrze się rozwijał, jak do tej pory.
    Czekam na kolejny rozdział. 😊

    OdpowiedzUsuń