„Podjęłam pierwszą samodzielną decyzję w swoim życiu i nagle
wszystko się zmieniło. Ale czy nie tak właśnie jest, że każdy kiedyś musi wziąć
los we własne ręce i sam ponosić wszelkie tego konsekwencje?”
Ściemniało
się, gdy Martina ubrana w sportowy strój i ze słuchawkami w uszach ruszyła na
wieczorne bieganie. Nie robiła tego tylko dla swojego ciała, ale też dla ducha.
Mniej bezczynności – mniej bzdurnego rozmyślania. Wsłuchiwała się w muzykę,
kontrolując każdy ruch ciała i oddech. Już po jakimś kwadransie poczuła pot
spływający po plecach, ale nie czuła zmęczenia.
Przemierzała
opustoszałe ulice oświetlone wątłym światłem latarni. W ułożonych rzędami,
niczym klocki, domach paliły się światła i czasem nawet dostrzegała zarysy
postaci i całych rodzin... Przyspieszyła, żeby nie zauważać tych wszystkich
szczegółów, a gdy wracała próbowała nie myśleć o tym, czy ktoś na nią czekał.
Nie.
Nikt na nią nie czekał. Wszystkie światła były zgaszone, a rodzice chyba już
zwyczajnie spali, choć godzina nie była jeszcze zbyt późna. Przygotowała sobie
kąpiel i wypiła dużo wody, uzupełniając płyny, lecz zanim weszła do wanny
rozdzwoniła się jej komórka.
–
Tak? – odebrała, nie patrząc kto dzwoni.
–
Cześć. Mam nadzieję, że cię nie obudziłem – odezwał się Max.
–
Skądże. Właśnie wróciłam z biegów – oznajmiła.
–
Co? Wiedziałem, że nie lubisz wcześnie chodzić spać, ale czy ty czasem nie
przesadzasz? Nie powinnaś biegać sama po nocy – zdenerwował się.
–
A czy jest ktoś, kto mógłby mi towarzyszyć? – spytała nieco ironicznie.
–
Może ten twój nowy adorator? – zaśmiał się, zapewne przypominając sobie
sytuację, w której sam brał udział.
–
Niestety wyjechał – odpowiedziała, starając się nie zdradzić żadnych uczuć.
–
Aha... Mam nie zadawać pytań?
–
Nie masz o co pytać. – Pokręciła głową, choć nie mógł tego widzieć.
–
Ale polubiłaś go, co nie? – Wychwyciła w jego głosie ton, który wskazywał na
to, że chciał się z nią droczyć.
–
Może?
–
Ale się boisz – dodał szybko.
–
Proszę, nie rozmawiajmy o tym, bo nie potrzebuję jeszcze bardziej się dołować.
Już mi wystarczy – westchnęła.
–
Przepraszam, że wtedy nie przyjechałem. Nie byłem pewien, czy chciałabyś się
jeszcze ze mną widzieć. – Zmienił temat.
–
Nie ma sprawy. Wiesz, chyba za bardzo przyzwyczaiłam się do twojej obecności –
wyznała. – Muszę odnaleźć się w nowej sytuacji, ale tak nagle wszystko zaczęło
się zmieniać… – zamyśliła się.
–
Też to zauważyłem. A jak układa ci się z rodzicami?
–
Nijak – odburknęła, dając mu do zrozumienia, że wkracza na niebezpieczny teren.
–
OK. W takim razie zdradzę ci, że… poznałem kogoś. Właściwie to zauważyłem…
pewną dziewczynę, ale nie sądzę, żeby ona chciała wchodzić w jakikolwiek
związek. A już zwłaszcza ze mną. Zresztą ja sam nie wiem, czy powinienem w
ogóle próbować. – Wyraził swoje wątpliwości.
–
To wspaniale, że się zakochałeś. Jesteś cudownym facetem, a ta dziewczyna nawet
nie wie, jaką jest szczęściarą. – Martina szczerze się ucieszyła.
–
E tam, od razu zakochałem… – Chyba nieco się zmieszał.
–
Zdradź mi coś o tej dziewczynie – zainteresowała się.
–
Wolałbym jeszcze nic nie mówić. Za wcześnie na to – urwał temat.
Chwilę później skończyli rozmowę i
Martina wreszcie mogła zażyć kąpieli. Czuła miłe uczucie zmęczenia w mięśniach,
do czego dołączyła myśl o tym, że jest na świecie ktoś, kto o niej myśli.
Chociaż czasami.
A Andreas? Czy o niej myślał, tak
jak ona o nim? Jak do tej pory się nie odezwał, a ona zwyczajnie nie miała
odwagi, by zrobić to pierwsza.
Nazajutrz, wracając z pracy,
postanowiła wstąpić do mamy. Nie było wiele czasu do zamknięcia kwiaciarni,
dlatego została do końca.
–
Jak ci minął dzień? – spytała mamę.
–
Dobrze. Normalnie – odpowiedziała lakonicznie, na co Martina tylko skinęła
głową.
–
A co u ciebie? – spytała mama chyba bardziej z grzeczności niż z
zainteresowania. A może dziewczyna się myliła? Może zbyt surowo oceniała
rodziców?
–
Też dobrze. Jeśli się lubi to, co się robi, to chyba nie może być aż tak źle –
odparła.
–
Zamierzasz na stałe pracować jako kelnerka?
–
Uważam, że to nic złego. Wcale by mi to nie przeszkadzało, co nie znaczy, że
nie mam ambicji. – No cóż, nie dziwiła się mamie, że zadała takie pytanie.
–
Kiedyś wspominałaś o studiach… Jeśli chodzi o pieniądze, to wiedz, że zawsze
możesz na nas liczyć.
–
Wiem. Cały czas o tym myślę, bo terminy składania podań na uczelnie dobiegają
końca, a ja wciąż się waham. Bo czego tak naprawdę chciałabym się uczyć i co
potem robić w życiu? Ciężko wybrać coś jednego, konkretnego, ale nie martw się
– coś wymyślę. – Chyba nie za bardzo zadowoliła tym mamę, ale żaden dobry
wykręt nie przyszedł jej do głowy.
–
To może, skoro tak bardzo nie chcesz iść na studia, to może nauczysz się
układać bukiety, żeby kiedyś objąć po mnie kwiaciarnię? – jakby od niechcenia
rzuciła mama.
To wcale nie była taka głupia myśl,
bo w sumie mogłaby zrobić jakiś kurs i miałaby konkretny zawód. A przecież
wiedziała, że mogłaby to polubić.
–
W czym to jest lepsze od bycia kelnerką? – odpowiedziała jednak.
–
Nie miałam zamiaru niczego tutaj porównywać – odparła ze spokojem mama. Czy ona
teraz już nigdy się nie denerwowała? – Czy będziesz w niedzielę po południu w
domu? – dodała.
–
Tak, dlaczego pytasz?
–
Przyjeżdża wujek Hans.
Szykowało się spotkanie rodzinne,
które wcale Martiny nie ucieszyło. Jakby jeszcze tego było jej trzeba do
szczęścia.
Pomogła mamie zamknąć kwiaciarnię i
w prawie całkowitym milczeniu wróciły do domu.
Jeszcze w tym tygodniu Martina
wybrała się w podróż autobusem do Monachium i zapisała się na kurs florystyki.
Miał on się odbywać w weekendy dwa razy w miesiącu. Było to bardzo korzystne
rozwiązanie, przynajmniej w jej osobistym osądzie, gdyż nie będzie musiała rezygnować
z pracy, czy wyjeżdżać na dłuższy czas z domu. Zwłaszcza, gdy niedawno wróciła.
W drodze powrotnej, patrząc na
przesuwające się za szybą monotonne, choć tak zmienne obrazy, myślała o
zmianach, które ostatnio nastąpiły w jej życiu. Przez dość spory okres czasu
wszystko było takie samo: szkoła, praca, mieszkanie cioci, Max… A teraz?
Przez większość życia nie miał
wpływu na to, co się działo z nią i wokół niej. To inni podejmowali decyzje za
nią, a ona się im podporządkowywała. To ciocia zdecydowała, że wyjedzie, ciocia
pomagała w znalezieniu pracy. Właściwie po raz pierwszy i bez niczyjej pomocy
czy zachęty podjęła decyzję o powrocie do domu i to nagle wywołało lawinę
zmian. Przyszło pewnego rodzaju rozstanie z Maksem, wyjawienie prawdy o swojej
przeszłości, poznanie Andreasa i to powolne otwieranie się przed nim. A dziś
zrobiła kolejny krok. Żadnego z nich nie żałowała, a nawet jeśli miałaby się
zawieść, to co? W końcu i na nią przyszedł czas, kiedy musiała wziąć los we
własne ręce i ponosić konsekwencje swoich decyzji. Ale czy nie tak właśnie ma
być? To jej życie i ma prawo przeżyć je po swojemu, łącznie z popełnianiem
błędów.
Szkoda, że to tylko w myślach
wszystko jest takie łatwe, a gdy przychodzi w rzeczywistości zmierzyć się z
problemem czy podjąć konkretne kroki, pojawia się wahanie. Ta głupia myśl o
tym, co będzie dalej, a później wypominanie sobie, co by było gdyby…
Rozmyślanie. Sporo czasu poświęcała
ostatnio tej czynności, z której nic nie wynikało. Dni mijały i nagle już była
niedziela i wizja rodzinnego spotkania zawisła nad nią niczym ogromna burzowa
chmura. Nie wiadomo dokładnie, czy to jej negatywne nastawienie, czy jakaś siła
wyższa sprawiła, że obawy z minuty na minutę stawały się rzeczywistością.
Już od momentu powitania rodziny wujka
Hansa wyłapywała dziwne spojrzenia rzucane w jej kierunku. Przy stole było
jeszcze gorzej, choć mało kto się do niej odzywał, a ona sama nie miała zamiaru
się wtrącać. Siedziała wśród nich, czując się jak zwierzę w klatce. Albo i
gorzej. W ich oczach widziała oskarżenie, może lekką drwinę… Na pozór wszystko
jednak wyglądało pięknie i towarzystwo dobrze się bawiło.
Martina nie wytrzymała i,
korzystając z tego, że chwilowo zupełnie ją ignorowali, wstała od stołu i
wyszła z domu, trzaskając drzwiami, od czego zwyczajnie nie mogła się
powstrzymać. Nie obchodziło jej w tym momencie to, co sobie pomyślą, co będą
gadać. Ważne, że już jej tam nie było, ale co teraz? Gdzie miała się podziać,
dokąd pójść?
Miała ochotę tupać nogami, walić
pięściami w ścianę i krzyczeć, lecz tego nie zrobiła. Zacisnęła tylko dłonie w
pięści i ruszyła przed siebie, czując na sobie łagodzący złość dotyk ciepłych
promieni słonecznych. Ostatnich już tego dnia, bo za chwilę miały skryć się za
statycznymi górami.
Nogi same poniosły ją na cmentarz
przed grób babci, gdzie nie spędziła zbyt dużo czasu. Patrzyła na wyryte w
kamieniu litery i cyfry, które dla wielu przechodzących nic nie znaczyły, a dla
niej były czymś bardzo ważnym. Patrzyła na tak dobrze znaną twarz uśmiechającą
się ze zdjęcia. Na płycie grobowca stały sztuczne dekoracje i nie paliło się
ani jedno światełko. Pomyślała, że to musi się zmienić, bo nie można tak szybko
zapomnieć, tak łatwo wymazać z pamięci znany, kochany obraz wspólnie spędzonych
chwil. Pamięć. Chociaż tyle powinno zostać. Sama w przyszłości też chciałaby,
żeby ktoś o niej pamiętał. Tylko czy po śmierci będzie miał kto o niej
pamiętać? Czy ktoś zostawi na grobie choć jedno symboliczne światełko?
Samotna strużka spłynęła po policzku
dziewczyny, bo nie mogła płakać, choć pod powiekami czuła gromadzące się łzy,
czekające, by wypłynąć strumieniem. Pokręciła zrezygnowana głową, dochodząc do
wniosku, że nie pora, by rozmawiać ze zmarłymi. Dość tego wszystkiego!
Biegła, widząc świat jak przez mgłę,
aż, nie wiedzieć czemu, znalazła się przed samotnym domkiem Eriki. Chęć
przebywania z drugim człowiekiem podświadomie zwyciężyła. To nic, że jej
koleżanki nie było jeszcze w domu, gdyż wkrótce powinna wrócić z pracy. Martina
usiadła na schodkach i próbowała uspokoić oddech, skupiając się na zapadającym zmierzchu.
Niestety przyspieszony puls zwrócił jej uwagę na nabrzmiałe żyły na dłoniach.
Spojrzała na nadgarstki, gdzie pod cienką skórą wyraźnie było widać rysujące
się fioletowe, a może raczej niebieskie, linie. Przewody doprowadzające życie
do każdej cząstki ciała.
Ile razy to robiła? Ile razy
patrzyła na te miejsca, myśląc, że jednym zdecydowanym ruchem mogłaby dać
ujście życiu? Pozwolić mu odejść w lepsze miejsce, w lepszy wymiar i uwolnić
ciało, uwolnić siebie… Nie umiała tego zrobić.
Tak rozmyślającą na schodach Martinę
zastała Erika.
–
Co ty tu robisz? – Wyglądała na bardzo zaskoczoną. Martina otworzyła usta, żeby
coś powiedzieć, ale gdy ich oczy się spotkały, zawiązała się między nimi
milcząca nić porozumienia.
Erika podeszła i zwyczajnie ją
objęła, siadając obok. Martina w końcu zaczęła płakać, a jej bezgłośny potok
łez przerywał od czasu do czasu niepowstrzymany szloch.
–
Wejdźmy do środka – stanowczo powiedziała Erika, podając jej chusteczkę do
otarcia twarzy. Odpowiedziała skinieniem głowy.
Erika posadziła ją na kanapie w
pokoju i sama usiadła obok, patrząc na nią wyczekująco.
–
Co mam ci powiedzieć? – spytała, podciągając kolana pod brodę. – Nie chcą mnie
tam. Nienawidzą mnie. Nie należę już do ich rodziny… – wyznała z żalem, patrząc
przed siebie.
–
Musisz opowiedzieć mi wszystko od początku – zaproponowała Erika, dotykając
lekko ramienia koleżanki.
–
Naprawdę chcesz wiedzieć wszystko? – zdziwiła się Martina.
–
Tak. Dlaczego nie?
–
Wiesz, że początek sięga moich narodzin?
–
Mamy czas. Opowiadaj. – Usadowiła się wygodniej.
–
Dobrze, ale potem ty zdradzisz mi, dlaczego mieszkasz sama.
Erika się zmieszała, ale po namyśle
zgodziła się na taką propozycję, dlatego Martina zaczęła opowiadać.
–
Nie wiem, czy moi rodzice byli kiedykolwiek szczęśliwi, ale może odnalazłabym w
pamięci jakieś lepsze momenty. Wszystko to dlatego, że mój ojciec pił, odkąd
się urodziłam, a i wcześniej pewnie też. Nie wiem nawet, czy byłam chcianym
dzieckiem, gdyż moi rodzice nigdy więcej
nie zdecydowali się na kolejne. Odkąd pamiętam, bardzo bolało mnie to, że
jestem sama. Tata bardzo często wracał do domu późno i musiałam słuchać, jak
mama go atakuje, a on coś jej tam odbąkuje. Budziłam się w nocy i cicho
płakałam… – zamilkła na chwilę. – Moczyłam się, czym denerwowałam mamę. Było
źle, choć nigdy nie dali mi do zrozumienia, że mnie nie kochają. Z wiekiem
znosiłam to wszystko coraz gorzej i były momenty, gdy nienawidziłam ojca, że
pił i biernie wysłuchiwał narzekań mamy. Nienawidziłam mamy, że wrzeszczała i
wszczynała awantury. Nienawidziłam tej niepewności i oczekiwania na to, co się
wydarzy i jak skończy się dzień. W szkole też nie było mi łatwo, bo wszyscy
znali moją sytuację i trzymali się ode mnie z daleka. Ja też nie kwapiłam się
do zawierania z kimkolwiek bliższej zażyłości. Chciałam zniknąć z powierzchni
ziemi, rozpłynąć się w powietrzu. Dopiero babcia, która była ze mną od
początku, wysłała mnie do cioci do Monachium, gdzie spędziłam ostatnie cztery
lata i poznałam Maksa. Po co wróciłam? Nie wiem, jak sobie to w ogóle
wyobrażałam… Traktują mnie, jakby się mnie bali, ale wiem, że mają do mnie żal.
Nie rozmawiają ze mną tak, jakbym tego chciała. Nie wiem… Chyba myślałam, że
uda nam się stworzyć idealną rodzinę… – Martina ukryła twarz w dłoniach, ale
nie płakała. Poczuła, że Erika otoczyła ją ramieniem.
–
Ja też nie mogę dogadać się z rodzicami, dlatego mieszkam tu sama. Sama, odkąd
moja ciocia umarła… – zaczęła Erika. – Może nie okazałam się dobrą córką, gdy
rodzice zapewne chcieli dla mnie dobrze, ale nie mogłam się im podporządkować.
Wcześniej byłam szczęśliwa, zakochana na zabój w przystojnym mężczyźnie. W tak
zwanej dobrej partii. Po zdaniu matury miałam wyjść za niego za mąż. Wszystko
było już zaplanowane: data ustalona, suknia kupiona, zaproszenia wypisane…
Przez przypadek dowiedziałam się, że mój
przyszły mąż nie był wobec mnie uczciwy. Zwyczajnie zdradzał mnie tuż przed
ślubem. Nie mogłam tego zignorować i wbrew rodzicom nie zgodziłam się na ślub.
Może popełniłam błąd, ale nie mogłabym żyć pod jednym dachem i tworzyć rodziny
człowiekiem, który tak mocno mnie zranił.
Martina podziwiała Erikę za to, z
jakim spokojem o tym mówiła.
–
Poznając cię, nawet przez myśl by mi nie przeszło, że masz za sobą taką
przeszłość. Chociaż… – Martina zamyśliła się.
Nagle zadzwonił telefon Eriki.
–
Nie bardzo mogę teraz rozmawiać – powiedziała po odebraniu. – Jest u mnie… Mam
gościa. – Wyglądała na speszoną. – Nie sądzisz, że powinniśmy… – Usłyszała
jeszcze Martina, zanim Erika wyszła z pokoju.
–
Ciekawe – powiedziała do siebie. Po czym zauważyła plik czystych kartek.
Zabrała jedną i po chwili udało się jej też znaleźć długopis. Zabrała się za
rysowanie przywiązanej do krzesła postaci, wokół której siedzieli ludzie ze
zwierzęco wykrzywionymi twarzami. Rysowała szybko, zdecydowanymi ruchami.
Gdy wróciła Erika, była zszokowana
umiejętnościami przyjaciółki, widząc jej nieco schematyczny rysunek.
Martina podniosła wzrok znad kartki
i spojrzała Erice w oczy. Dostrzegła jej wahanie, jakby chciała jej o czymś
powiedzieć. Czekała, choć spodziewała się tylko jednego wyznania, które, wbrew
obawom przyjaciółki, wcale by jej nie zmartwiło.
–
Powiedz to wreszcie – pospieszyła ją. – Nie bój się. – Ujęła jej dłoń, dodając
otuchy.
–
Dzwonił Max. Twój Max – wyznała.
–
Wiedziałam! – Uśmiechnęła się. – Jeden szczegół – to nie jest „mój” Max. Coś mi
się wydaje, że wkrótce będzie twój.
–
Daj spokój. – Zarumieniła się.
–
Wspaniały z niego człowiek, wierz mi.
–
Wiem, dlatego nie zasługuję na niego. – Erika spuściła wzrok.
–
O czym ty mówisz? – Martina się oburzyła. – Kto, jeśli nie ty? Sprawiłaś, że
się tobą zainteresował. To nie przypadek. I nie myśl czasem, że Max skacze z
kwiatka na kwiatek. O nie! Nie wiem, czy on w ogóle kogokolwiek już kochał. Myślę,
że ty będziesz pierwsza. – Uśmiechnęła się do zmieszanej dziewczyny. –
Gratuluję.
Martina została na noc u Eriki. Było
już późno, a ona wciąż próbowała zasnąć, gdy zadzwonił jej telefon. Chwyciła go
wystraszona i o mało co na powrót nie wypuściła, gdy na wyświetlaczu zobaczyła
TO imię. Odebrała jednak szybko, żeby natarczywy dźwięk nie zbudził śpiącej w
sąsiednim pokoju Eriki.
–
Nie obudziłem cię, prawda? Pomyślałem, że skoro tak nie lubisz wieczorów, to
umilę ci jakoś ten czas. Proszę, nie gniewaj się na mnie. – Usłyszała głos
Andreasa.
–
Ojej! Nie wiem, co mam powiedzieć – wyznała zaskoczona słowami, którymi ją
zarzucił.
–
Przepraszam za ten słowotok.
–
Nic nie szkodzi. Więc nie obudziłeś mnie i… bardzo się cieszę, że zadzwoniłeś –
przyznała się. – Musisz tylko chwilę poczekać, aż wyjdę na zewnątrz – szepnęła
do słuchawki.
–
A to dlaczego? – spytał.
–
Nie jestem u siebie – odparła, wychodząc przed dom i cichutko sadowiąc się na
schodkach. Noc była przyjemnie ciepła, a niebo rozświetlały miliony gwiazd i
okrągły księżyc. – Już mogę gadać.
–
Dobrze, wiec opowiedz mi, co się stało.
–
Nic takiego. Powiedzmy, że miałam drobne nieporozumienie z rodzicami. Ale to
nic takiego. Po prostu musiałam z kimś porozmawiać, dlatego poszłam do Eriki –
wyjaśniła.
–
Mogłaś zadzwonić do mnie.
–
Hm… Myślałam o tym, ale bałam się?
–
Czego? Chyba nie mnie? – Udawał się być oburzony.
–
Nie mówmy o tym. Opowiedz co u ciebie – zmieniła temat.
–
Codziennie ćwiczymy. Całkiem nieźle mi idzie, dlatego jestem pozytywnie
nastawiony do zbliżającego się sezonu.
–
Na pewno będziesz świetny. Wiesz, trochę zorientowałam się, o co chodzi w tym
sporcie i jak to wszystko wygląda – poinformowała go.
–
Cieszę się. Czyżbym pozyskał kolejną fankę tego sportu?
–
Może…?
–
A co robiłaś od czasu naszego ostatniego spotkania?
–
Byłam w Monachium i zapisałam się na kurs, żeby móc pracować w kwiaciarni mojej
mamy.
–
Nie wolałabyś robić czegoś innego? Na przykład rysować, malować, czy coś
takiego? Jesteś w tym naprawdę dobra.
–
Nie znasz się – zbyła go.
–
Może masz rację, ale mam oczy i widzę, że twoje rysunki mają duszę. Decyzja
jednak należy do ciebie.
–
Myślę, że Max zakochał się w Erice – powiedziała.
–
Nie jesteś zazdrosna, że tak szybko znalazł sobie nowy obiekt zainteresowania?
–
Co? Żartujesz sobie? – oburzyła się. – Cieszę się.
–
A ja będę się cieszył, gdy w końcu znowu się z tobą zobaczę.
Martina odchrząknęła, ale nie bardzo
wiedziała, co by tu odpowiedzieć.
Zrobiło się jej ciepło na sercu od tych słów.
–
Kiedy to będzie? – spytała z nadzieją, że dowie się czegoś konkretnego.
–
Może już niedługo?
–
Czyli nie wiadomo kiedy – podsumowała.
–
O nie! Słyszę zbliżające się głosy. To nie wróży niczego dobrego.
Martina usłyszała jakiś hałas i
kilka męskich głosów przekrzykujących się nawzajem. W końcu ktoś wyrwał
Andreasowi telefon z ręki.
–
Hej, maleńka! – Usłyszała głos Wanka. – Nawet sobie nie wyobrażasz, co my tu
mamy z naszym małym Andim. Nawet przez sen wypowiada twoje imię – nawijał
starszy Andreas.
–
Oddaj ten telefon, durniu! I nie gadaj głupot! – Usłyszała głos Wellingera.
–
Ja gadam głupoty? Martina, słyszysz mnie? To wszystko jest prawdą! – krzyczał
tak, że aż musiała odsunąć telefon od ucha. Do tego nie wiedziała, co ma
powiedzieć. Na szczęście połączenie zostało przerwane.
Siedziała przez chwilę
zdezorientowana, a potem zwyczajnie wróciła do łóżka. Zanim jednak zasnęła,
dostała wiadomość od Andreasa, w której przepraszał za tę dziwną sytuację i za swoich zwariowanych kumpli. Odpisała mu
tylko, że nic się nie stało i że porozmawiają, gdy się zobaczą. Miała cichą
nadzieję, że nastąpi to naprawdę w niedługim czasie.
Dobrze, że Max w końcu odważył się opowiedzieć Martinie o swoich powolutku rodzących się uczuciach do Eriki. Przynajmniej później nie powstaną z tego powodu żadne nieporozumienia, a przy okazji upewnił się, że Martina nie ma nic przeciwko temu, a co więcej trzyma za nich kciuki.
OdpowiedzUsuńRelacje dziewczyny z rodzicami nadal pozostawiają wiele do życzenia. Rozumiem, że każdemu ciężko odnaleźć się w nowej sytuacji, ale mogliby wykazać trochę więcej inicjatywy w nawiązaniu ponownej więzi z córka. Zwłaszcza że to przez nich wszystko potoczyło się w taki sposób. Tymczasem zamiast tego zapraszają rodzinę, która z niewiadomego powodu ma jakieś nieme pretensje do Martiny, która nie jest niczemu winna. Ogromnie zawiodłam się na jej rodzicach, którzy powinni na to jakoś zareagować i wziąć w końcu odpowiedzialność za swoje postępowanie z przeszłości. Dobrze, że Martina przynajmniej u Eriki znalazła trochę wsparcia. Dziewczyny szczerze ze sobą porozmawiały. Dowiedziały sporo o swojej przeszłości, co na pewno wzmocni ich przyjaźń.
Pomysł Martiny z zapisem na kurs florystyki jest naprawdę dobry. Zgadzam się jednak z Andreasem, że ma ona ogromny talent do rysowania i powinna w tej dziedzinie dalej się rozwijać. Przede wszystkim, ze to jest właśnie to, co naprawdę kocha robić.
Andreas nie może się doczekać ponownego spotkania z Martiną. Co zauważyli już wszyscy dookoła z jego otoczenia. Mam nadzieję, że niedługo to nastąpi.
Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. 😊
Bardzo dziękuję Ci za komentarze i za to, że jesteś. Chcę, żebyś wiedziała, że każde słowo i opinia są dla mnie bardzo ważne.
UsuńNie mogę nic zdradzić, co stanie się w życiu bohaterów, bo jaki to miałoby sens;) W każdym razie, wiele przed nimi.
Zaś jeśli chodzi o relację Martiny z rodzicami to nie dziwię się, że odczuwasz ich zachowanie jako niesprawiedliwe wobec córki. O to chodziło. Jednak nie można zapominać, że widzimy całą sytuację oczami Martiny i w jej uczucia mamy wgląd. A może gdybyśmy spojrzeli na wszystko z perspektywy rodziców? Córka odcięła się od nich, będąc nastolatką, a wróciła już jako dorosła młoda kobieta. Zarówno więc Martina jak i jej rodzice stoją przed ogromnym wyzwaniem, jeśli chcą zbudować normalne, zdrowe rodzinne relacje. Celowo użyłam słowa "zbudować", a nie "odbudować".
Nowy rozdział pewnie pojawi się w weekend :)