wtorek, 3 marca 2020

#11


„Dlaczego niektórych spotyka w życiu tyle złego? I dlaczego ci, w których powinno się mieć oparcie, krzywdzą najbardziej?”

            Andreas obudził się z potwornym bólem głowy i suchością w ustach. Nie wiedział, czy wydarzenia minionej nocy były tylko dziwnym snem, czy jawą. Tak wiele by dał w tym momencie, żeby prawdą okazało się to pierwsze. Nie musiał jednak czekać zbyt długo, żeby złudzenia rozwiały się niczym poranna mgła. Wystarczyło, że wyszedł z pokoju, a od razu natknął się na Julię.
– Ty jeszcze tutaj? Nie sądzisz, że powinieneś być teraz z Martiną? – spytała.
– Przecież chciała być sama… – wybąkał z wysiłkiem.
– Chyba już wystarczająco długo była sama. A ty nadal nie wytrzeźwiałeś. – Pokiwała bezradnie głową. – Weź się ogarnij, bo kiepsko wyglądasz. Daję ci dziesięć minut, a potem cię do niej podwiozę. – Popchnęła go w kierunku łazienki.
– Miałaś rację… Nigdy nie lubiłaś Sandry… – mruczał pod nosem. – Co ty tak w ogóle troszczysz się o mnie i o Martinę? – spytał jeszcze, patrząc na siostrę podejrzliwie.
– Może ja po prostu chcę, żeby wam się udało? Żebyście byli szczęśliwi? – zmieszała się, ale szybko znalazła wytłumaczenie. – Pospiesz się, bo zaraz mi się odechce.
            Do Andreasa niewiele docierało i nawet gdy stał przed drzwiami domu Martiny, nie mógł pozbierać myśli. W głowie wciąż czuł tępy ból, lecz powoli wracał do rzeczywistości. Zwłaszcza że pukał, dzwonił do drzwi i nikt nie otwierał. To sprawiało, że zaczął się denerwować i odwrócił się za siebie, napotykając zmartwiony wzrok siostry, która jeszcze nie zdążyła odjechać. Wybrał numer Martiny, ale nie odbierała, dlatego spróbował nacisnąć klamkę drzwi, które, o dziwo, ustąpiły. Z jednej strony poczuł ogromną ulgę, ale zaraz się przeraził, myśląc, co może zastać w środku.
            Wszedł bardzo cicho i prawie bezszelestnie zamknął za sobą drzwi. Przystanął w ciemnym korytarzyku, nie wiedząc, gdzie najpierw się udać. Już miał wykrzyknąć imię dziewczyny, gdy powstrzymał go jakiś szelest.
– Zawiodłam cię. – Zza ściany dobiegł go głos Martiny, ale jakiś zmieniony. Nie wiedział, co ma teraz zrobić. Czyżby Martina miała gościa? Ale nawet jeśli, to dlaczego nie przyszła otworzyć drzwi?
– Zrobiłaś dla mnie tak wiele. Uwolniłaś mnie, dając mi drugie życie, nowe życie. A ja? Zniszczyłam wszystko, wracając i licząc na… Na co? Na co ja w ogóle liczyłam?! – Andreas słuchał, jak Martina ledwo wydobywa z siebie głos przerywany niepowstrzymanym napadem szlochu. Czuł się potwornie ze świadomością, że podsłuchuje, ale jednocześnie chciałby natychmiast znaleźć się przy niej i mocno ją przytulić. Mimo to powoli zbliżał się do pomieszczenia, skąd dochodził głos.
            W końcu stanął w progu i wtedy dopiero serce zaczęło mu się krajać. Martina siedziała przy stole, właściwie to ledwo trzymała się w pozycji pionowej. W rękach ściskała zdjęcie, do którego mówiła, a tuż przy niej stały dwie puste butelki po winie i kieliszek do połowy pełny czerwonej cieczy.
– Wszystko zniszczyłam swoim powrotem! Twoja śmierć poszła na marne…
            Wellinger poruszył się, co bardzo wystraszyło dziewczynę. Łokciem strąciła szklaną butelkę, która roztrzaskała się na kuchennych płytkach. Nie zważając na to, podbiegł do niej w końcu, a Martina próbując stanąć na nogach, osunęła się wprost w jego ramiona. Przykucnął, sadzając ją sobie na kolanach i zamknął w uścisku jej wątłe i jakże bezwładne w chwili obecnej ciało. Poczuł jak z siłą uczepiła się palcami jego koszulki.
– Dobrze, że jesteś – wybełkotała.
– Już dobrze… – Gładził ją po plecach. – Musisz się położyć i odpocząć.
            Kiwnęła potakująco głową, chwytając go za szyję.
            Ostrożnie wniósł ją na górę i położył na łóżku w jej pokoju. Lecz Martina nie chciała leżeć. Usiadła i chwyciła go za ramię.
– Nie zostawiaj mnie! – wyznała łamiącym się głosem.
            Objął ją ramieniem i wyjął chusteczkę, żeby otrzeć jej twarz z łez i czarnych smug rozmazanego tuszu do rzęs. Delikatnie oczyścił okolice oczu dziewczyny z resztek makijażu.
            Trudno było mu oglądać ją w takim stanie, gdyż wyglądała jak kupka nieszczęścia z twarzą opuchniętą od płaczu i w podwiniętej sukience, której ramię opadało, odsłaniając zbyt wiele.
– Nie patrz tak na mnie… – szepnęła. – Tak bardzo cię za wszystko przepraszam.
– Nie masz za co… – przyznał szczerze. To raczej on mógł się czuć winnym, gdyż jego znajoma doprowadziła do tej sytuacji. – Ja się na ciebie nie gniewam.
– Pierwszy raz wypiłam dziś alkohol. Nie powinnam była tego robić.
– Oj, moja maleńka… Od jednego upicia się nie wpadniesz w uzależnienie. – Uniósł jej podbródek, próbując zmusić, żeby spojrzała na niego, lecz jej wzrok był zbyt rozbiegany.
– Spójrz! – W ręce nadal trzymała zdjęcie. – To moja babcia, która była jedyną osobą na świecie rozumiejącą, przez co przeszłam… Ona przechodziła to ze mną… Chciała mnie uwolnić, lecz zawaliłam… – Wargi niebezpiecznie jej drgały, ale chyba nie miała już siły płakać i oczy też nie były w stanie ronić kolejnych łez.
– Twoja babcia zawsze będzie przy tobie, dopóki ty będziesz nosić w sercu pamięć o niej. Zresztą teraz masz Maksa, Erikę i… mnie. Gdybyś tylko zechciała we mnie uwierzyć i choć odrobinę mi zaufać… – Starał się mówić łagodnie i delikatnie. Dobierał słowa z uwagą, żeby jej nie spłoszyć, bo choć była pijana, zdawała się być w zupełności świadoma tego, co mówi i tego, co się wokół niej dzieje.
– Wszystko ci opowiem. Dokładnie tak, jak było i jak to przeżywałam. Tym razem ci to obiecuję.
– Trzymam cię za słowo. – Spróbował się uśmiechnąć i w odpowiedzi dostał niewyraźny, lecz znaczący grymas twarzy.
– Chcesz się położyć? – spytał po chwili.
            Kiwnęła potakująco głową i zaczęła bezradnie niszczyć resztki upięcia na głowie. Zaproponował pomoc, ale najpierw zaczął od butów. Przerzucił sobie przez kolano jej nogi i przez dłuższy moment mocował się z zapięciem. Potem dopiero powoli zabrał się za wyciąganie wsuwek podtrzymujących fryzurę.
– Wygodniej by ci było, gdybyś się przebrała – zauważył. Na jej prośbę wyjął z szafy dresy.
– Mógłbyś mi pomóc? – spytała niepewnie, zmagając się z obcisłą sukienką i zamkiem na plecach.
– Oczywiście. – Pomógł jej zdjąć sukienkę. Zatrzymał chwilę wzrok na ciele dziewczyny odzianym tylko w ciemną bieliznę, lecz zaraz przepędził z głowy głupie myśli, których sam się zawstydził, patrząc, jak Martina kurczy się pod jego spojrzeniem. Podał jej strój na przebranie.
– Nie zostawiaj mnie samej, proszę. – W jej głosie dała się słyszeć panika.
– Zostanę.
            Położył się obok niej, tuląc ją. Po miarowym, spokojnym oddechu rozpoznał, że zasnęła.
            Wtedy wstał posprzątać bałagan w kuchni. Podczas tej czynności coś go natchnęło, żeby zadzwonić do Eriki i poinformować ją, że Martina nie będzie w stanie przyjść do pracy.
            Następne dni były w gruncie rzeczy normalne, choć czuł się dziwnie. Jakby był obserwowany, sprawdzany… Nawet przez Martinę…
            Jakże się zdziwił, gdy w sobotni wieczór wrócił do domu i zastał go… pustym? Coś było nie tak, ale co?
            Zajrzał do kuchni, potem do pokoju rodziców, ale nikogo tam nie zastał.
– Mamo?! Julia?! – zawołał. Czekał na jakikolwiek dźwięk, szmer… Chyba nikogo naprawdę nie było w domu, ale dlaczego drzwi zostawili otwarte?
            Dookoła czuł dziwne napięcie, jakby atmosferę wyczekiwania. Aż sam wstrzymał oddech, nadsłuchując, lecz w uszach dzwoniła mu tylko cisza. Wzruszył ramionami i ostatecznie zajrzał jeszcze do salonu.
            Zaledwie uchylił drzwi, a od razu zobaczył zebranych tam ludzi ustawionych wokół ogromnego tortu, na którym mama zapalała właśnie ostatnią, zapewne dziewiętnastą świeczkę. W tym momencie rozległ się chóralny okrzyk z życzeniami dla niego. Nie mógł uwierzyć, że zrobili mu taką niespodziankę. Jednym zdecydowanym podmuchem zgasił wszystkie świeczki, życząc sobie jak najwięcej takich wspaniałych chwil. Potem jego oczy napotkały spojrzenie Martiny, która też przyszła. Uściskał ją, a później pozostałych: rodziców i siostry. Nawet najstarsza z rodzeństwa, Tanja, zaszczyciła go dziś swoją obecnością. Był pod wrażeniem, ale wiedział też, komu powinien zawdzięczać obecność Martiny. Tylko Julia była w stanie namówić, czy przekonać ją, do pojawienia się w ich domu i zapoznania z rodzicami.
            Martinie chyba nawet to wszystko się spodobało, bo uśmiechała się i bez skrępowania rozmawiała z jego mamą. Puścił oczko do Julii, która udała, że nie wie, o co chodzi.
            Gdy posiedzieli wszyscy razem i zjedli po dużym kawałku tortu, każdy miał coś jeszcze do zrobienia i musiał iść do swoich spraw.
– Ja też zostawiam was samych. – Julia szturchnęła Wellingera. – To nie koniec niespodzianek, kochaniutki – szepnęła mu do ucha i potargała jego misternie ułożoną fryzurę.
– Ej! Co robisz? – obruszył się. – I w ogóle co to ma być?! – dodał zdezorientowany, gdy siostra posłała znaczące spojrzenie Martinie i mrugnęła okiem z rozbawieniem.
– Nie zwracaj na nią uwagi. – Martina machnęła ręką.
– Zrobiłaś mi bardzo miłą niespodziankę. – Zbliżył się do dziewczyny i ujął jej dłonie. Stali, patrząc sobie w oczy. – Nie przypuszczałem, że zdecydujesz się wziąć udział w takim naszym małym rodzinnym spotkaniu. – Cmoknął ją w usta.
– Kiedyś pewnie bym tego nie zrobiła, ale przy tobie się zmieniam… – Zrobiła krok w jego kierunku.
– Dobrze, że już zostaliśmy sami… – Odgarnął jej włosy, odsłaniając ucho. – Bardzo mi się dziś podobasz – szepnął i pocałował ją w szyję.
            Niestety, musiał się od niej odsunąć, bo ktoś im przeszkodził.
– Przepraszam. – Mama chrząknęła, wchodząc do pokoju. – Przyszłam posprzątać. Myślałam, że już nikogo tutaj nie ma.
– My już wychodzimy. Zabiorę Martinę do siebie – powiedział.
– Miłego wieczoru.
– Dziękujemy, mamo.
            Zaprowadził dziewczynę do swojego przestronnego pokoju, ale mimo tego, że zapadał zmierzch, nie zaświecił światła. Coś przykuło jego uwagę.
– A to co? – Za oknem dostrzegł blask. Coś paliło się na balkonie?
– To… taka moja… niespodzianka – wyznała Martina trochę zdenerwowana. – Z okazji urodzin i w ramach podziękowania za wszystko.
            Wyszli na balkon, gdzie stał mały stolik, na którym paliły się świece. Były przygotowane dwa krzesła, był też tort i zapakowany prezent.
– Ty to wszystko przygotowałaś? – spytał mocno zaskoczony, bo czegoś takiego na pewno się nie spodziewał.
– Z małą pomocą twojej siostry, bo niby kto wpuściłby mnie do twojego pokoju. Chodź. – Pociągnęła go za rękę. – Zdmuchnij tę symboliczną świeczkę, tylko wcześniej pomyśl życzenie – upomniała go.
            Spojrzał na dziewczynę zachwycony, myśląc o tym, że nie rozumie jak mógł wcześniej żyć bez niej. Była cudownym dopełnieniem i, nawet wprowadzając zamęt, sprawiała, że naprawdę żył. Życzył więc sobie, żeby wreszcie mu zaufała i otworzyła się przed nim i żeby nigdy nie zabrakło jej w jego życiu.
            Zamknął oczy i zdmuchnął mały płomyk, a jego życzenie uleciało wraz z dymem w ciemność nocy. Martina wyjęła talerzyki i ukroiła im po kawałku tortu, a gdy usiedli przy stoliku, podsunęła mu nieduży pakunek.
– Otwórz – poleciła.
– O rany! – westchnął, gdy uporał się z opakowaniem. – To jest śliczne. Dziękuję. – Naprawdę spodobała mu się ramka, którą mu podarowała, a szczególnie rysunek ich obojga przytulonych do siebie. Choć oczywiście zrobiła to tak, żeby nie rysować swojej twarzy.
– Wiem, że to głupota, ale nie miałam pojęcia, co mogłabym ci podarować – tłumaczyła się.
– Ej, czym ty się przejmujesz? Ja sam nie byłbym w stanie wymyślić lepszego prezentu. Jestem zachwycony, tylko gdzie jest twoja twarz? Zawsze musisz ją ukrywać…
– Myślisz, że tak łatwo narysować samą siebie? Po prostu nie potrafię tego zrobić.
– W porządku. I tak mi się podoba. – Spojrzał na resztkę ciasta na swoim talerzyku. – Chyba będziesz musiała pomóc mi to zjeść, bo już nie dam rady wepchnąć w siebie ani odrobiny. Zresztą i tak za dużo dziś zjadłem tych słodkości. – Wyciągnął w jej kierunku łyżeczkę z tortem.
– Przestań. Ja też już nie mogę. – Odwróciła twarz.
– Ty jesteś szczupła, więc nie zaszkodzi, jeśli trochę przytyjesz. – Próbował wetknąć jej łyżeczkę do ust, brudząc jej przy okazji policzek.
– Zobacz, co na… – Gdy otworzyła usta, żeby to powiedzieć, wreszcie mu się to udało. – …robiłeś. – Przełknęła kawałek ciasta. Potem wyjęła lusterko i chusteczkę, żeby wyczyścić twarz. – Wariat!
– Przygotuj się tym razem, bo jeszcze trochę mi zostało. – Wskazał na swój talerz.
– Nie wygłupiaj się. – Spojrzała na niego poważnie. – Chciałam z tobą porozmawiać. Wiesz przecież, co ci obiecałam, dlatego nie chcę już więcej zwlekać.
            Wtedy opowiedziała mu wszystko o sobie od czasu, gdy była jeszcze małym dzieckiem i nie mogła zasnąć w nocy przez krzyki matki i gdy się moczyła. Dowiedział się, jak często była świadkiem strasznego stanu ojca, a jedyną osobą, u której szukała schronienia, była jej babcia. Potem wspomniała o problemach w szkole, o poniżaniu, wyśmiewaniu i o Sandrze, która codziennie dopełniała czarę goryczy. Wyznała wszystko o swojej chęci poddania się i porzucenia tego pełnego bólu i niezrozumienia życia, lecz nie była w stanie się na to zdobyć. Opowiedziała o wypadku, który zdecydował, że jej babcia powiedziała „dość” i wysłała ją do cioci, gdzie mieszkała i żyła przez ostatnie cztery lata i poznała Maksa.
– Wiedziałam, że ojciec przestał pić, ale nie zdawałam sobie sprawy, ze aż tak oboje z matką się zmienili. Nie wiem już nawet czy na lepsze. Wróciłam, bo łudziłam się, że może nam się uda zacząć wszystko od początku, ale to nie jest takie proste. Nawet na siebie nie patrzymy… – Spuściła wzrok. Ujął ją za dłoń, by dodać otuchy. – Ciebie zobaczyłam pierwszy raz trzeciego dnia po powrocie tutaj. Zobaczyłam twoje oczy i bardzo się zdziwiłam, że oczy w ogóle mogą mieć tak intensywny kolor i dlatego się uśmiechnęłam… Wtedy ty też się uśmiechnąłeś… – Po jej policzku stoczyła się pojedyncza łza, choć przecież uśmiechała się do swoich świeżych jeszcze wspomnień.
– Chodź do mnie – poprosił, ale cały czas nie wypuszczał jej ręki.
            Posadził ją sobie na kolanach.
– Od tego momentu nie minęło wcale tak dużo czasu, a przecież tyle wydarzyło się w moim życiu. Szkoda tylko, że w domu wciąż to samo… Taka dziwna niechęć, cisza i wiszące  w powietrzu wzajemne oskarżenia – westchnęła głęboko, boleśnie.
            Pogłaskał ją po policzku i scałował kolejną łzę.
– Przytul mnie – poprosiła, obejmując go za szyję.
– Oczywiście, kochanie. – Objął ją, tuląc mocno do siebie tak, że czuł jak mocno bije jej serce. Nie umiał sobie wyobrazić, że tyle przykrości spotkało ją w życiu i że musiała sobie ze wszystkim radzić sama. Sam wychowywał się i dorastał w atmosferze ciepła i miłości, więc ciężko było mu zrozumieć, że najbliżsi mogą być przyczyną smutku i cierpienia. Przecież to oni powinni być dla każdego największym oparciem w ciągu całego życia.
– Zobaczysz, że jeszcze wszystko się ułoży – powiedział. – Może powinniście się tak porządnie pokłócić i wyrzucić wszystko, co wam leży na sercu. Wtedy wam ulży. – Nie wiedział jak ma ja pocieszyć. Bał się trochę, że powie coś głupiego i tylko pogorszy sprawę, ale mimo to gadał.
– Nie umiem z nimi rozmawiać, a co dopiero się kłócić – powiedziała, odsuwając się od niego. – Zresztą to by tylko pogorszyło sprawę. – Bawiła się guzikiem od jego koszuli.
– My w domu często się kłócimy, choć wcale nie żyjemy ze sobą źle.
            Nic nie odpowiedziała, a on głaskał ją po ramieniu, patrząc jak ślicznie wyglądała w świetle świec.
– Nie zimno ci? – spytał, gdy poczuł pod palcami, że ma gęsią skórkę.
– Nie. – Uśmiechnęła się. – To twój dotyk. – Zarumieniła się, jakby zawstydziła się własnych słów.
            Odchrząknął.
– Dziękuję, że się przede mną otworzyłaś. Wiem, że dużo cię to kosztowało – powiedział.
– Lepiej się czujesz, wiedząc to wszystko?
– Czyżbym wyczuwał nutkę ironii? Hm… Wcale nie czuję się lepiej, bo teraz naprawdę wiem jak ci ciężko. Wcześniej miałem nadzieję, że moje przypuszczenia nie są prawdą. Ale za to ty powinnaś czuć się lepiej, bo nie musisz już nic przede mną ukrywać. Jednego tylko nie rozumiem… Dlaczego nie chciałaś mi o tym powiedzieć? Bałaś się, że cię odrzucę tak jak inni? – spytał.
– Nie wiem… Chyba tak… Chciałam po prostu, żebyś traktował mnie jak normalną dziewczynę. – Zasmuciła się.
– Ale ja nie chcę i nie potrzebuję normalnej dziewczyny. Chcę ciebie. – Spojrzał jej w oczy. – Rozumiesz? Tylko ciebie potrzebuję.
– No właśnie… Czasem nie rozumiem.
– To może inaczej… Kocham cię.
– I to wiele wyjaśnia. Rozum traci przy tym na znaczeniu – roześmiała się. – Ja też cię kocham, Andi.
– Wiem, wiem! – ożywił się i uśmiechnął. Ten wieczór coraz bardziej mu się podobał i nie chciał dopuszczać do siebie myśli, że za jakiś czas będzie musiał się skończyć. Musiał wykorzystać każdą chwilę, ale wciąż tylko myślał i myślał…
– No na co czekasz? – spytała Martina. – Wpatrujesz się tak we mnie i wpatrujesz…
            Nie wiedział, czy chciała powiedzieć coś jeszcze, ale jeśli tak, to jej na to nie pozwolił. Przywarł wargami do jej ust. Dziewczyna miała rację, zadając mu to pytanie. Na co czekał? Kiedy znów będą spędzać ze sobą tyle czasu? Wkrótce znowu wyjedzie…
            Wziął ją na ręce i wniósł do środka, a potem położył na swoim łóżku. Nie zapalał światła, dlatego znaleźli się w prawie zupełnych ciemnościach.
            Całował ją delikatnie i zachłannie – na zmianę, ale z coraz bardziej rosnącym podnieceniem. Drżącymi palcami mocował się z małymi guziczkami u bluzki Martiny, którą jak na złość zapięła pod samą szyję. Spróbował więc z drugiej strony i wyszarpnął bluzkę ze spodni zdecydowanym ruchem. Guzik po guziku zmierzał w górę. Muskał wargami brzuch i szedł wyżej, aż do szyi. Powyżej swojej głowy słyszał przyspieszony oddech Martiny i czuł dotyk jej drobnych rąk. Miał mętlik w głowie i nie panował nad swoim ciałem. Było mu głupio, że dziewczyna zapewne wyczuwała, jak bardzo jest podniecony, ale nie potrafił odsunąć jej od siebie. Wręcz przeciwnie – chciał być coraz bliżej i bliżej.
            Jęknęła, gdy przygniótł ją całym swoim ciężarem, więc szybko przetoczył się na plecy, ciągnąc ją za sobą.
            Gdy Martina usiadła mu  na biodrach, zabrała się za rozpinanie jego koszuli i szło jej to zdecydowanie lepiej niż jemu. Zrzuciła z siebie bluzkę i zajęła się jego nagim torsem. Palcami badała każdy mięsień, a wszystkie je miał napięte do granic możliwości, jakby wykonywał ogromny wysiłek fizyczny.
            Włosy Martiny łaskotały go po piersi i po brzuchu. Ich zapach wydawał mu się tak intensywny, że aż drażnił mu nozdrza i odurzał. Oddychał przez usta, zaciskając przy tym zęby i powoli podźwignął się na łokciach, by w końcu usiąść.
– Przestań – syknął, z wysiłkiem wydobywając głos z gardła.
            Złapał Martinę za ręce i mocno ją przytrzymał, odsuwając od swojego rozpalonego ciała. Potem oswobodził się z ciasno oplatających go ud dziewczyny i usiadł na skraju łóżka, obejmując dłońmi głowę. Słyszał, że Martina siada obok, zachowując jednak dystans.
            Był jej za to wdzięczny, bo musiał ochłonąć i zapanować nad ciałem. Nie mogło wziąć nad nim góry, ponieważ nie chciał zrobić czegoś, czego mógłby żałować.
– Przepraszam, że cię tak odepchnąłem – powiedział, gdy mógł normalnie mówić.
– Rozumiem… – Oparła głowę o jego ramię i położyła dłoń na udzie. – Też bym tego nie chciała… – dodała.
            Wciąż siedzieli w ciemności, ale Andreas tak bardzo chciał zobaczyć twarz dziewczyny, dlatego zapalił nocną lampkę stojącą przy łóżku
            Gdy Martina sięgnęła po bluzkę i zaczęła ją ubierać, kucnął przed nią, opierając łokcie na jej kolanach. Przytrzymał jej ręce, żeby na niego spojrzała, bo chciał o coś zapytać.
– Mam do ciebie prośbę – powiedział, starając się patrzeć w jej twarz, a nie na kłującą w oczy biel stanika, gdyż nie zdążyła zapiąć bluzki.
– Słucham. – Uniosła brwi.
– Pojechałabyś ze mną na jakiekolwiek zawody? Chciałbym dowiedzieć się, jak to jest skakać z myślą, że na mnie patrzysz.
– Nie wiem czy to dobry pomysł… Ale może kiedyś? Ja nie mówię nie, tylko… – Przygryzła wargę.
– Zabrałbym cię jako członka naszej kadry…
– Nie, tak bym nie chciała. Jak już coś, wolałabym jechać jako zwykły kibic – odparła.
– Jesteś moją dziewczyną…
– Cały świat nie musi o tym wiedzieć.
– A co nam szkodzi? Niech wiedzą wszyscy! – powiedział tak, ale w duszy przyznał jej rację. Sam nie lubił, gdy obcy ludzie zbyt interesowali się jego życiem prywatnym, ale może czas przestać się przejmować całym światem.
– To zostań chociaż dziś ze mną. – Złapał ją za ramiona.
– Muszę wracać do domu – odpowiedziała, kręcąc głową.
– Nikt tam na ciebie nie czeka… – Nie chciał, żeby została sama.
            Pokręciła tylko znowu głową i w jej oczach pojawił się smutek.
– Twoi rodzice na pewno nie byliby zachwyceni, ale dziękuję za propozycję. – Pocałowała go w usta.
– Odwiozę cię – powiedział, prostując się.
            Martina zerwała się z łóżka i objęła go mocno w pasie, przytulając policzek do nagiej piersi. Nie bardzo rozumiał, co działo się w tym momencie w jej głowie, ale nie pytał o nic. Przytulał ją, bo to mógł jej dać, a wiedział, że ciepły uścisk to dla niej bardzo dużo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz