„Dlaczego niektórych spotyka w życiu tyle złego? I dlaczego ci,
w których powinno się mieć oparcie, krzywdzą najbardziej?”
Andreas
obudził się z potwornym bólem głowy i suchością w ustach. Nie wiedział, czy
wydarzenia minionej nocy były tylko dziwnym snem, czy jawą. Tak wiele by dał w
tym momencie, żeby prawdą okazało się to pierwsze. Nie musiał jednak czekać
zbyt długo, żeby złudzenia rozwiały się niczym poranna mgła. Wystarczyło, że
wyszedł z pokoju, a od razu natknął się na Julię.
– Ty jeszcze tutaj? Nie sądzisz, że
powinieneś być teraz z Martiną? – spytała.
– Przecież chciała być sama… – wybąkał z
wysiłkiem.
– Chyba już wystarczająco długo była sama. A
ty nadal nie wytrzeźwiałeś. – Pokiwała bezradnie głową. – Weź się ogarnij, bo
kiepsko wyglądasz. Daję ci dziesięć minut, a potem cię do niej podwiozę. – Popchnęła
go w kierunku łazienki.
– Miałaś rację… Nigdy nie lubiłaś Sandry… –
mruczał pod nosem. – Co ty tak w ogóle troszczysz się o mnie i o Martinę? –
spytał jeszcze, patrząc na siostrę podejrzliwie.
– Może ja po prostu chcę, żeby wam się udało?
Żebyście byli szczęśliwi? – zmieszała się, ale szybko znalazła wytłumaczenie. –
Pospiesz się, bo zaraz mi się odechce.
Do
Andreasa niewiele docierało i nawet gdy stał przed drzwiami domu Martiny, nie
mógł pozbierać myśli. W głowie wciąż czuł tępy ból, lecz powoli wracał do
rzeczywistości. Zwłaszcza że pukał, dzwonił do drzwi i nikt nie otwierał. To
sprawiało, że zaczął się denerwować i odwrócił się za siebie, napotykając
zmartwiony wzrok siostry, która jeszcze nie zdążyła odjechać. Wybrał numer
Martiny, ale nie odbierała, dlatego spróbował nacisnąć klamkę drzwi, które, o
dziwo, ustąpiły. Z jednej strony poczuł ogromną ulgę, ale zaraz się przeraził,
myśląc, co może zastać w środku.
Wszedł
bardzo cicho i prawie bezszelestnie zamknął za sobą drzwi. Przystanął w ciemnym
korytarzyku, nie wiedząc, gdzie najpierw się udać. Już miał wykrzyknąć imię
dziewczyny, gdy powstrzymał go jakiś szelest.
– Zawiodłam cię. – Zza ściany dobiegł go głos
Martiny, ale jakiś zmieniony. Nie wiedział, co ma teraz zrobić. Czyżby Martina miała
gościa? Ale nawet jeśli, to dlaczego nie przyszła otworzyć drzwi?
– Zrobiłaś dla mnie tak wiele. Uwolniłaś mnie,
dając mi drugie życie, nowe życie. A ja? Zniszczyłam wszystko, wracając i
licząc na… Na co? Na co ja w ogóle liczyłam?! – Andreas słuchał, jak Martina
ledwo wydobywa z siebie głos przerywany niepowstrzymanym napadem szlochu. Czuł
się potwornie ze świadomością, że podsłuchuje, ale jednocześnie chciałby
natychmiast znaleźć się przy niej i mocno ją przytulić. Mimo to powoli zbliżał
się do pomieszczenia, skąd dochodził głos.
W
końcu stanął w progu i wtedy dopiero serce zaczęło mu się krajać. Martina
siedziała przy stole, właściwie to ledwo trzymała się w pozycji pionowej. W
rękach ściskała zdjęcie, do którego mówiła, a tuż przy niej stały dwie puste
butelki po winie i kieliszek do połowy pełny czerwonej cieczy.
– Wszystko zniszczyłam swoim powrotem! Twoja
śmierć poszła na marne…
Wellinger
poruszył się, co bardzo wystraszyło dziewczynę. Łokciem strąciła szklaną
butelkę, która roztrzaskała się na kuchennych płytkach. Nie zważając na to,
podbiegł do niej w końcu, a Martina próbując stanąć na nogach, osunęła się
wprost w jego ramiona. Przykucnął, sadzając ją sobie na kolanach i zamknął w
uścisku jej wątłe i jakże bezwładne w chwili obecnej ciało. Poczuł jak z siłą
uczepiła się palcami jego koszulki.
– Dobrze, że jesteś – wybełkotała.
– Już dobrze… – Gładził ją po plecach. –
Musisz się położyć i odpocząć.
Kiwnęła
potakująco głową, chwytając go za szyję.
Ostrożnie
wniósł ją na górę i położył na łóżku w jej pokoju. Lecz Martina nie chciała
leżeć. Usiadła i chwyciła go za ramię.
– Nie zostawiaj mnie! – wyznała łamiącym się
głosem.
Objął
ją ramieniem i wyjął chusteczkę, żeby otrzeć jej twarz z łez i czarnych smug
rozmazanego tuszu do rzęs. Delikatnie oczyścił okolice oczu dziewczyny z
resztek makijażu.
Trudno
było mu oglądać ją w takim stanie, gdyż wyglądała jak kupka nieszczęścia z
twarzą opuchniętą od płaczu i w podwiniętej sukience, której ramię opadało,
odsłaniając zbyt wiele.
– Nie patrz tak na mnie… – szepnęła. – Tak
bardzo cię za wszystko przepraszam.
– Nie masz za co… – przyznał szczerze. To
raczej on mógł się czuć winnym, gdyż jego znajoma doprowadziła do tej sytuacji.
– Ja się na ciebie nie gniewam.
– Pierwszy raz wypiłam dziś alkohol. Nie
powinnam była tego robić.
– Oj, moja maleńka… Od jednego upicia się nie
wpadniesz w uzależnienie. – Uniósł jej podbródek, próbując zmusić, żeby
spojrzała na niego, lecz jej wzrok był zbyt rozbiegany.
– Spójrz! – W ręce nadal trzymała zdjęcie. –
To moja babcia, która była jedyną osobą na świecie rozumiejącą, przez co
przeszłam… Ona przechodziła to ze mną… Chciała mnie uwolnić, lecz zawaliłam… –
Wargi niebezpiecznie jej drgały, ale chyba nie miała już siły płakać i oczy też
nie były w stanie ronić kolejnych łez.
– Twoja babcia zawsze będzie przy tobie,
dopóki ty będziesz nosić w sercu pamięć o niej. Zresztą teraz masz Maksa, Erikę
i… mnie. Gdybyś tylko zechciała we mnie uwierzyć i choć odrobinę mi zaufać… – Starał
się mówić łagodnie i delikatnie. Dobierał słowa z uwagą, żeby jej nie spłoszyć,
bo choć była pijana, zdawała się być w zupełności świadoma tego, co mówi i tego,
co się wokół niej dzieje.
– Wszystko ci opowiem. Dokładnie tak, jak
było i jak to przeżywałam. Tym razem ci to obiecuję.
– Trzymam cię za słowo. – Spróbował się
uśmiechnąć i w odpowiedzi dostał niewyraźny, lecz znaczący grymas twarzy.
– Chcesz się położyć? – spytał po chwili.
Kiwnęła
potakująco głową i zaczęła bezradnie niszczyć resztki upięcia na głowie.
Zaproponował pomoc, ale najpierw zaczął od butów. Przerzucił sobie przez kolano
jej nogi i przez dłuższy moment mocował się z zapięciem. Potem dopiero powoli
zabrał się za wyciąganie wsuwek podtrzymujących fryzurę.
– Wygodniej by ci było, gdybyś się przebrała
– zauważył. Na jej prośbę wyjął z szafy dresy.
– Mógłbyś mi pomóc? – spytała niepewnie,
zmagając się z obcisłą sukienką i zamkiem na plecach.
– Oczywiście. – Pomógł jej zdjąć sukienkę.
Zatrzymał chwilę wzrok na ciele dziewczyny odzianym tylko w ciemną bieliznę,
lecz zaraz przepędził z głowy głupie myśli, których sam się zawstydził,
patrząc, jak Martina kurczy się pod jego spojrzeniem. Podał jej strój na
przebranie.
– Nie zostawiaj mnie samej, proszę. – W jej
głosie dała się słyszeć panika.
– Zostanę.
Położył
się obok niej, tuląc ją. Po miarowym, spokojnym oddechu rozpoznał, że zasnęła.
Wtedy
wstał posprzątać bałagan w kuchni. Podczas tej czynności coś go natchnęło, żeby
zadzwonić do Eriki i poinformować ją, że Martina nie będzie w stanie przyjść do
pracy.
Następne
dni były w gruncie rzeczy normalne, choć czuł się dziwnie. Jakby był obserwowany,
sprawdzany… Nawet przez Martinę…
Jakże
się zdziwił, gdy w sobotni wieczór wrócił do domu i zastał go… pustym? Coś było
nie tak, ale co?
Zajrzał
do kuchni, potem do pokoju rodziców, ale nikogo tam nie zastał.
– Mamo?! Julia?! – zawołał. Czekał na jakikolwiek
dźwięk, szmer… Chyba nikogo naprawdę nie było w domu, ale dlaczego drzwi
zostawili otwarte?
Dookoła
czuł dziwne napięcie, jakby atmosferę wyczekiwania. Aż sam wstrzymał oddech,
nadsłuchując, lecz w uszach dzwoniła mu tylko cisza. Wzruszył ramionami i
ostatecznie zajrzał jeszcze do salonu.
Zaledwie
uchylił drzwi, a od razu zobaczył zebranych tam ludzi ustawionych wokół
ogromnego tortu, na którym mama zapalała właśnie ostatnią, zapewne
dziewiętnastą świeczkę. W tym momencie rozległ się chóralny okrzyk z życzeniami
dla niego. Nie mógł uwierzyć, że zrobili mu taką niespodziankę. Jednym
zdecydowanym podmuchem zgasił wszystkie świeczki, życząc sobie jak najwięcej
takich wspaniałych chwil. Potem jego oczy napotkały spojrzenie Martiny, która
też przyszła. Uściskał ją, a później pozostałych: rodziców i siostry. Nawet
najstarsza z rodzeństwa, Tanja, zaszczyciła go dziś swoją obecnością. Był pod
wrażeniem, ale wiedział też, komu powinien zawdzięczać obecność Martiny. Tylko
Julia była w stanie namówić, czy przekonać ją, do pojawienia się w ich domu i
zapoznania z rodzicami.
Martinie
chyba nawet to wszystko się spodobało, bo uśmiechała się i bez skrępowania
rozmawiała z jego mamą. Puścił oczko do Julii, która udała, że nie wie, o co
chodzi.
Gdy
posiedzieli wszyscy razem i zjedli po dużym kawałku tortu, każdy miał coś
jeszcze do zrobienia i musiał iść do swoich spraw.
– Ja też zostawiam was samych. – Julia
szturchnęła Wellingera. – To nie koniec niespodzianek, kochaniutki – szepnęła
mu do ucha i potargała jego misternie ułożoną fryzurę.
– Ej! Co robisz? – obruszył się. – I w ogóle
co to ma być?! – dodał zdezorientowany, gdy siostra posłała znaczące spojrzenie
Martinie i mrugnęła okiem z rozbawieniem.
– Nie zwracaj na nią uwagi. – Martina
machnęła ręką.
– Zrobiłaś mi bardzo miłą niespodziankę. – Zbliżył
się do dziewczyny i ujął jej dłonie. Stali, patrząc sobie w oczy. – Nie
przypuszczałem, że zdecydujesz się wziąć udział w takim naszym małym rodzinnym
spotkaniu. – Cmoknął ją w usta.
– Kiedyś pewnie bym tego nie zrobiła, ale
przy tobie się zmieniam… – Zrobiła krok w jego kierunku.
– Dobrze, że już zostaliśmy sami… – Odgarnął
jej włosy, odsłaniając ucho. – Bardzo mi się dziś podobasz – szepnął i
pocałował ją w szyję.
Niestety,
musiał się od niej odsunąć, bo ktoś im przeszkodził.
– Przepraszam. – Mama chrząknęła, wchodząc do
pokoju. – Przyszłam posprzątać. Myślałam, że już nikogo tutaj nie ma.
– My już wychodzimy. Zabiorę Martinę do
siebie – powiedział.
– Miłego wieczoru.
– Dziękujemy, mamo.
Zaprowadził
dziewczynę do swojego przestronnego pokoju, ale mimo tego, że zapadał zmierzch,
nie zaświecił światła. Coś przykuło jego uwagę.
– A to co? – Za oknem dostrzegł blask. Coś
paliło się na balkonie?
– To… taka moja… niespodzianka – wyznała
Martina trochę zdenerwowana. – Z okazji urodzin i w ramach podziękowania za
wszystko.
Wyszli
na balkon, gdzie stał mały stolik, na którym paliły się świece. Były
przygotowane dwa krzesła, był też tort i zapakowany prezent.
– Ty to wszystko przygotowałaś? – spytał
mocno zaskoczony, bo czegoś takiego na pewno się nie spodziewał.
– Z małą pomocą twojej siostry, bo niby kto
wpuściłby mnie do twojego pokoju. Chodź. – Pociągnęła go za rękę. – Zdmuchnij
tę symboliczną świeczkę, tylko wcześniej pomyśl życzenie – upomniała go.
Spojrzał
na dziewczynę zachwycony, myśląc o tym, że nie rozumie jak mógł wcześniej żyć
bez niej. Była cudownym dopełnieniem i, nawet wprowadzając zamęt, sprawiała, że
naprawdę żył. Życzył więc sobie, żeby wreszcie mu zaufała i otworzyła się przed
nim i żeby nigdy nie zabrakło jej w jego życiu.
Zamknął
oczy i zdmuchnął mały płomyk, a jego życzenie uleciało wraz z dymem w ciemność
nocy. Martina wyjęła talerzyki i ukroiła im po kawałku tortu, a gdy usiedli
przy stoliku, podsunęła mu nieduży pakunek.
– Otwórz – poleciła.
– O rany! – westchnął, gdy uporał się z
opakowaniem. – To jest śliczne. Dziękuję. – Naprawdę spodobała mu się ramka,
którą mu podarowała, a szczególnie rysunek ich obojga przytulonych do siebie.
Choć oczywiście zrobiła to tak, żeby nie rysować swojej twarzy.
– Wiem, że to głupota, ale nie miałam pojęcia,
co mogłabym ci podarować – tłumaczyła się.
– Ej, czym ty się przejmujesz? Ja sam nie
byłbym w stanie wymyślić lepszego prezentu. Jestem zachwycony, tylko gdzie jest
twoja twarz? Zawsze musisz ją ukrywać…
– Myślisz, że tak łatwo narysować samą
siebie? Po prostu nie potrafię tego zrobić.
– W porządku. I tak mi się podoba. – Spojrzał
na resztkę ciasta na swoim talerzyku. – Chyba będziesz musiała pomóc mi to
zjeść, bo już nie dam rady wepchnąć w siebie ani odrobiny. Zresztą i tak za
dużo dziś zjadłem tych słodkości. – Wyciągnął w jej kierunku łyżeczkę z tortem.
– Przestań. Ja też już nie mogę. – Odwróciła
twarz.
– Ty jesteś szczupła, więc nie zaszkodzi,
jeśli trochę przytyjesz. – Próbował wetknąć jej łyżeczkę do ust, brudząc jej
przy okazji policzek.
– Zobacz, co na… – Gdy otworzyła usta, żeby
to powiedzieć, wreszcie mu się to udało. – …robiłeś. – Przełknęła kawałek
ciasta. Potem wyjęła lusterko i chusteczkę, żeby wyczyścić twarz. – Wariat!
– Przygotuj się tym razem, bo jeszcze trochę
mi zostało. – Wskazał na swój talerz.
– Nie wygłupiaj się. – Spojrzała na niego
poważnie. – Chciałam z tobą porozmawiać. Wiesz przecież, co ci obiecałam,
dlatego nie chcę już więcej zwlekać.
Wtedy
opowiedziała mu wszystko o sobie od czasu, gdy była jeszcze małym dzieckiem i
nie mogła zasnąć w nocy przez krzyki matki i gdy się moczyła. Dowiedział się,
jak często była świadkiem strasznego stanu ojca, a jedyną osobą, u której
szukała schronienia, była jej babcia. Potem wspomniała o problemach w szkole, o
poniżaniu, wyśmiewaniu i o Sandrze, która codziennie dopełniała czarę goryczy.
Wyznała wszystko o swojej chęci poddania się i porzucenia tego pełnego bólu i
niezrozumienia życia, lecz nie była w stanie się na to zdobyć. Opowiedziała o
wypadku, który zdecydował, że jej babcia powiedziała „dość” i wysłała ją do
cioci, gdzie mieszkała i żyła przez ostatnie cztery lata i poznała Maksa.
– Wiedziałam, że ojciec przestał pić, ale nie
zdawałam sobie sprawy, ze aż tak oboje z matką się zmienili. Nie wiem już nawet
czy na lepsze. Wróciłam, bo łudziłam się, że może nam się uda zacząć wszystko
od początku, ale to nie jest takie proste. Nawet na siebie nie patrzymy… – Spuściła
wzrok. Ujął ją za dłoń, by dodać otuchy. – Ciebie zobaczyłam pierwszy raz
trzeciego dnia po powrocie tutaj. Zobaczyłam twoje oczy i bardzo się zdziwiłam,
że oczy w ogóle mogą mieć tak intensywny kolor i dlatego się uśmiechnęłam… Wtedy
ty też się uśmiechnąłeś… – Po jej policzku stoczyła się pojedyncza łza, choć
przecież uśmiechała się do swoich świeżych jeszcze wspomnień.
– Chodź do mnie – poprosił, ale cały czas nie
wypuszczał jej ręki.
Posadził
ją sobie na kolanach.
– Od tego momentu nie minęło wcale tak dużo
czasu, a przecież tyle wydarzyło się w moim życiu. Szkoda tylko, że w domu
wciąż to samo… Taka dziwna niechęć, cisza i wiszące w powietrzu wzajemne oskarżenia – westchnęła
głęboko, boleśnie.
Pogłaskał
ją po policzku i scałował kolejną łzę.
– Przytul mnie – poprosiła, obejmując go za
szyję.
– Oczywiście, kochanie. – Objął ją, tuląc
mocno do siebie tak, że czuł jak mocno bije jej serce. Nie umiał sobie
wyobrazić, że tyle przykrości spotkało ją w życiu i że musiała sobie ze
wszystkim radzić sama. Sam wychowywał się i dorastał w atmosferze ciepła i
miłości, więc ciężko było mu zrozumieć, że najbliżsi mogą być przyczyną smutku
i cierpienia. Przecież to oni powinni być dla każdego największym oparciem w
ciągu całego życia.
– Zobaczysz, że jeszcze wszystko się ułoży –
powiedział. – Może powinniście się tak porządnie pokłócić i wyrzucić wszystko,
co wam leży na sercu. Wtedy wam ulży. – Nie wiedział jak ma ja pocieszyć. Bał
się trochę, że powie coś głupiego i tylko pogorszy sprawę, ale mimo to gadał.
– Nie umiem z nimi rozmawiać, a co dopiero
się kłócić – powiedziała, odsuwając się od niego. – Zresztą to by tylko
pogorszyło sprawę. – Bawiła się guzikiem od jego koszuli.
– My w domu często się kłócimy, choć wcale
nie żyjemy ze sobą źle.
Nic
nie odpowiedziała, a on głaskał ją po ramieniu, patrząc jak ślicznie wyglądała
w świetle świec.
– Nie zimno ci? – spytał, gdy poczuł pod
palcami, że ma gęsią skórkę.
– Nie. – Uśmiechnęła się. – To twój dotyk. –
Zarumieniła się, jakby zawstydziła się własnych słów.
Odchrząknął.
– Dziękuję, że się przede mną otworzyłaś. Wiem,
że dużo cię to kosztowało – powiedział.
– Lepiej się czujesz, wiedząc to wszystko?
– Czyżbym wyczuwał nutkę ironii? Hm… Wcale
nie czuję się lepiej, bo teraz naprawdę wiem jak ci ciężko. Wcześniej miałem
nadzieję, że moje przypuszczenia nie są prawdą. Ale za to ty powinnaś czuć się
lepiej, bo nie musisz już nic przede mną ukrywać. Jednego tylko nie rozumiem…
Dlaczego nie chciałaś mi o tym powiedzieć? Bałaś się, że cię odrzucę tak jak
inni? – spytał.
– Nie wiem… Chyba tak… Chciałam po prostu,
żebyś traktował mnie jak normalną dziewczynę. – Zasmuciła się.
– Ale ja nie chcę i nie potrzebuję normalnej
dziewczyny. Chcę ciebie. – Spojrzał jej w oczy. – Rozumiesz? Tylko ciebie
potrzebuję.
– No właśnie… Czasem nie rozumiem.
– To może inaczej… Kocham cię.
– I to wiele wyjaśnia. Rozum traci przy tym
na znaczeniu – roześmiała się. – Ja też cię kocham, Andi.
– Wiem, wiem! – ożywił się i uśmiechnął. Ten
wieczór coraz bardziej mu się podobał i nie chciał dopuszczać do siebie myśli,
że za jakiś czas będzie musiał się skończyć. Musiał wykorzystać każdą chwilę,
ale wciąż tylko myślał i myślał…
– No na co czekasz? – spytała Martina. –
Wpatrujesz się tak we mnie i wpatrujesz…
Nie
wiedział, czy chciała powiedzieć coś jeszcze, ale jeśli tak, to jej na to nie
pozwolił. Przywarł wargami do jej ust. Dziewczyna miała rację, zadając mu to
pytanie. Na co czekał? Kiedy znów będą spędzać ze sobą tyle czasu? Wkrótce
znowu wyjedzie…
Wziął
ją na ręce i wniósł do środka, a potem położył na swoim łóżku. Nie zapalał
światła, dlatego znaleźli się w prawie zupełnych ciemnościach.
Całował
ją delikatnie i zachłannie – na zmianę, ale z coraz bardziej rosnącym
podnieceniem. Drżącymi palcami mocował się z małymi guziczkami u bluzki
Martiny, którą jak na złość zapięła pod samą szyję. Spróbował więc z drugiej
strony i wyszarpnął bluzkę ze spodni zdecydowanym ruchem. Guzik po guziku
zmierzał w górę. Muskał wargami brzuch i szedł wyżej, aż do szyi. Powyżej
swojej głowy słyszał przyspieszony oddech Martiny i czuł dotyk jej drobnych
rąk. Miał mętlik w głowie i nie panował nad swoim ciałem. Było mu głupio, że
dziewczyna zapewne wyczuwała, jak bardzo jest podniecony, ale nie potrafił
odsunąć jej od siebie. Wręcz przeciwnie – chciał być coraz bliżej i bliżej.
Jęknęła,
gdy przygniótł ją całym swoim ciężarem, więc szybko przetoczył się na plecy,
ciągnąc ją za sobą.
Gdy
Martina usiadła mu na biodrach, zabrała
się za rozpinanie jego koszuli i szło jej to zdecydowanie lepiej niż jemu.
Zrzuciła z siebie bluzkę i zajęła się jego nagim torsem. Palcami badała każdy
mięsień, a wszystkie je miał napięte do granic możliwości, jakby wykonywał
ogromny wysiłek fizyczny.
Włosy
Martiny łaskotały go po piersi i po brzuchu. Ich zapach wydawał mu się tak
intensywny, że aż drażnił mu nozdrza i odurzał. Oddychał przez usta, zaciskając
przy tym zęby i powoli podźwignął się na łokciach, by w końcu usiąść.
– Przestań – syknął, z wysiłkiem wydobywając
głos z gardła.
Złapał
Martinę za ręce i mocno ją przytrzymał, odsuwając od swojego rozpalonego ciała.
Potem oswobodził się z ciasno oplatających go ud dziewczyny i usiadł na skraju
łóżka, obejmując dłońmi głowę. Słyszał, że Martina siada obok, zachowując
jednak dystans.
Był
jej za to wdzięczny, bo musiał ochłonąć i zapanować nad ciałem. Nie mogło wziąć
nad nim góry, ponieważ nie chciał zrobić czegoś, czego mógłby żałować.
– Przepraszam, że cię tak odepchnąłem –
powiedział, gdy mógł normalnie mówić.
– Rozumiem… – Oparła głowę o jego ramię i
położyła dłoń na udzie. – Też bym tego nie chciała… – dodała.
Wciąż
siedzieli w ciemności, ale Andreas tak bardzo chciał zobaczyć twarz dziewczyny,
dlatego zapalił nocną lampkę stojącą przy łóżku
Gdy
Martina sięgnęła po bluzkę i zaczęła ją ubierać, kucnął przed nią, opierając
łokcie na jej kolanach. Przytrzymał jej ręce, żeby na niego spojrzała, bo
chciał o coś zapytać.
– Mam do ciebie prośbę – powiedział, starając
się patrzeć w jej twarz, a nie na kłującą w oczy biel stanika, gdyż nie zdążyła
zapiąć bluzki.
– Słucham. – Uniosła brwi.
– Pojechałabyś ze mną na jakiekolwiek zawody?
Chciałbym dowiedzieć się, jak to jest skakać z myślą, że na mnie patrzysz.
– Nie wiem czy to dobry pomysł… Ale może kiedyś?
Ja nie mówię nie, tylko… – Przygryzła wargę.
– Zabrałbym cię jako członka naszej kadry…
– Nie, tak bym nie chciała. Jak już coś, wolałabym
jechać jako zwykły kibic – odparła.
– Jesteś moją dziewczyną…
– Cały świat nie musi o tym wiedzieć.
– A co nam szkodzi? Niech wiedzą wszyscy! –
powiedział tak, ale w duszy przyznał jej rację. Sam nie lubił, gdy obcy ludzie
zbyt interesowali się jego życiem prywatnym, ale może czas przestać się
przejmować całym światem.
– To zostań chociaż dziś ze mną. – Złapał ją
za ramiona.
– Muszę wracać do domu – odpowiedziała,
kręcąc głową.
– Nikt tam na ciebie nie czeka… – Nie chciał,
żeby została sama.
Pokręciła
tylko znowu głową i w jej oczach pojawił się smutek.
– Twoi rodzice na pewno nie byliby
zachwyceni, ale dziękuję za propozycję. – Pocałowała go w usta.
– Odwiozę cię – powiedział, prostując się.
Martina
zerwała się z łóżka i objęła go mocno w pasie, przytulając policzek do nagiej
piersi. Nie bardzo rozumiał, co działo się w tym momencie w jej głowie, ale nie
pytał o nic. Przytulał ją, bo to mógł jej dać, a wiedział, że ciepły uścisk to
dla niej bardzo dużo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz