środa, 18 marca 2020

#12


„Pojechałam, żeby zobaczyć uśmiech na jego twarzy. To cudowne uczucie, gdy ktoś promienieje na twój widok.”

            Po złej nocy zawsze wstaje zły dzień, bo jakże mogłoby inaczej, gdy jest się zmęczonym z niewyspania a gdzieś w głowie wciąż wracają urywki z dręczących koszmarów?
            Martina była szczęśliwa z Andreasem i nawet przeszłość zeszła na dalszy plan, jednak mimo to straszne sny wracały bolesnymi falami, niosąc ze sobą strach o przyszłość. Skąd się brały? Skąd umysł czerpał te chore wizje rozstania, utraty tej najbliższej ostatnio dla niej osoby? Przecież nic nie wskazywało, żeby coś między nimi się psuło. Rozstanie im nie groziło, chyba że krótka rozłąka związana z kolejnym wyjazdem Andreasa, ale do tego zdążyła się już przyzwyczaić.
            Czyżby aż tak bardzo bała się, że kiedyś w jej życiu może zabraknąć Andreasa? Starała się o tym nie myśleć… A może… Nie, to niemożliwe. Nigdy nie wierzyła w takie rzeczy… Nie ma czegoś takiego, jak prorocze sny, które zwiastują straszną przyszłość.
            W pracy Martina zachowywała się jak robot, wykonując automatycznie każde polecenie. Uśmiechała się do klientów, nie dostrzegając ich twarzy.
– Co się dzieje? – spytała Erika, gdy spotkały się w szatni. Martina przebierała się, kończąc zmianę.
– Nie wyspałam się. – Potarła dłonią skroń. – Znowu…
– Skoro tak nie możesz spać, to wpadnij do mnie na noc. Nie będziemy spały obie. – Poklepała ją pokrzepiająco po ramieniu. – Co będziesz teraz robić? – spytała.
– Idę zmienić mamę w kwiaciarni. Obiecałam, że ją zastąpię. Zresztą przygotowuję się do przejęcia obowiązków. A, właśnie! W przyszłym tygodniu mam kurs, więc…
– Wiem, kochana. Zastąpię cię. – Erika uśmiechnęła się. – Do zobaczenia wieczorem.
– Ale… – zaczęła Martina nie zbyt zachwycona nocowaniem u przyjaciółki.
– Nie słyszałam tego! – Zrobiła gest zatykania sobie uszów. – Widzimy się u mnie! – krzyknęła, wychodząc.
            Martina powlokła się do kwiaciarni, gdzie spędziła resztę dnia. Na dworze pięknie świeciło słońce, więc wyniosła krzesło i rozsiadła się tuż przy wejściu. Dla zabicia czasu zajęła się rysowaniem. Gdy zauważyła zbliżającą się klientkę, którą była starsza pani, od razu weszła do środka.
            Kobieta kupiła sobie bukiet kolorowych kwiatów, twierdząc, że uwielbia mieć w wazonie w pokoju kwiaty, a nie posiada własnego ogródka, by móc sobie je hodować.
– A to? Czy… pani to sama narysowała? – spytała, wskazując na leżący obok na ladzie niedokończony rysunek ogrodu.
– Tak – przytaknęła.
– To jest piękne – powiedziała z uznaniem kobieta.
– Takie tam bazgroły. – Martina machnęła ręką.
– Mogłabym mieć dla pani prośbę?
– Jaka tam ze mnie pani – zaśmiała się. – Po prostu Martina. A o co chodzi? Słucham panią.
– Bo wie pani… No niech będzie! Martino, moja wnuczka uwielbia konie. Całe ściany oblepia zdjęciami i może ucieszyłaby się, gdybym podarowała jej taki rysunek. Tylko czy dałoby się zrobić go w kolorze? Oczywiście, jeśli się zgodzisz. Ja zapłacę!
– Jasne, że mogę to zrobić. W kolorze, jeśli pani sobie życzy i nie oczekuję żadnych pieniędzy – zastrzegła. – Na jutro będzie gotowy.
            Dziewczyna ożywiła się po wyjściu klientki. Wybiegła szybko do sklepu po drugiej stronie ulicy, żeby kupić pastele i od razu zabrała się za rysowanie pasących się na łące koników. Potem przekazała go mamie, wyjaśniając, że zjawi się po niego pewna pani.
– Ty to narysowałaś? – zdziwiła się mama. Martina tylko kiwnęła potakująco głową. – Nie wiedziałam, że tak potrafisz. Od dziecka lubiłaś bazgrolić coś kredkami, ale żeby aż tak?
– Skąd mogłabyś wiedzieć? – Dziewczyna wzruszyła ramionami. Cóż, nie było tajemnicą to, że matka nie wiedziała zbyt dużo o córce. – Dziś nocuję u przyjaciółki – poinformowała mamę.
– Czekaj, czekaj.. – Złapała ją za ramię, ale szybko opuściła rękę, jakby zaskoczona własną reakcją i poufałością w stosunku do córki. – To bez sensu, żebym komentowała twoje znajomości, bo i tak puścisz mimo uszu moje słowa. Jednak, czyżbyś ty miała mi coś do zarzucenia? – oburzyła się.
– Nie, niczego ci nie zarzucam… – powiedziała, zamyślając się. – Właściwie to zawsze cię usprawiedliwiałam przed sobą i przed innymi. I wiedz, że nigdy nie ignoruję twoich słów, a raczej przechowuję je głęboko w sercu… – Chciała jeszcze dodać, że nie jest w stanie ich zapomnieć, bo czasem tak bardzo bolą. Jednak przemilczała to.
– Jakoś ciężko mi w to uwierzyć. – Mama skrzyżowała ręce na piersi i spojrzała na córkę z miną wyrażającą powątpiewanie. – A co do tego nocowania, to weź po prostu przyznaj, że wybierasz się do tego twojego…
– No kogo? Dokończ! – krzyknęła. – Jakim prawem chcesz go oceniać, skoro nawet go nie znasz?! Gdybyś poznała jego, jego rodzinę… Może wtedy to, co sobie wyobrażasz nawet nie przeszłoby ci przez myśl. – Martina czuła narastającą złość, która powoli ogarniała całe jej ciało, spalając ją od wewnątrz niczym ogień.
– Właśnie, ja nawet nie wiem jak on się nazywa – powiedziała ze spokojem mama, czym jeszcze bardziej zdenerwowała Martinę.
– Nazywa się Andreas Wellinger i gdybyś choć odrobinę interesowała się tym, co się wokół ciebie dzieje, wiedziałabyś kim jest i że obecnie wyjechał na zawody, więc niestety nie mogę się z nim spotkać!
– Ojej! Nie wiedziałam, że twój chłopak jest aż taką ważną osobistością – rzuciła z ironią.
– A żebyś wiedziała! Ale co cię to w ogóle obchodzi?! Ja wychodzę, a tobie życzę miłego wieczoru. Ups! – Udawała, że zasłania sobie usta dłonią. – Czyżby to miał być kolejny wieczór spędzony z ojcem w milczeniu przed telewizorem? – dodała, patrząc na matkę wyzywająco, a potem zwyczajnie wyszła, trzaskając drzwiami.
            Skręciła w jakąś pustą uliczkę, gdzie przykucnęła, opierając plecy o chłodny mur. Czy powiedziała za dużo? Nie miała sobie za złe tego wybuchu, bo uważała, że nie był zupełnie bezsensowny. Niech matka wie, co jej leży na sercu i że nie jest zupełnie ślepa czy obojętna na to, co się dzieje w domu. Nie miała zamiaru przepraszać, a tym bardziej czuć się winną. A może później zmieni zdanie? Może to złość nie pozwalała jej myśleć racjonalnie? Widziała jak trzęsą jej się ręce i nawet nie była w stanie płakać.
            Wzięła trzy głębokie oddechy i spróbowała się uśmiechnąć. Tak, maska radości, choć może odrobinę sztuczna, pasowała całkiem dobrze i spełniała swoją rolę. Teraz Martina mogła udać się do Eriki.
            Tam zaskoczyła ją obecność Maksa, bo, szczerze powiedziawszy, nastawiła się już na babski wieczór. Jednak przyjaciele mieli zupełnie inne plany, które zamierzali wprowadzić w życie, spoglądając na siebie porozumiewawczo.
– Chcielibyśmy ci coś powiedzieć… A właściwie złożyć interesującą propozycję – zaczęła Erika.
– Nie do odrzucenia – dodał Max. – Ja nawet twierdzę, że jeszcze będziesz nam wdzięczna za ten szalony pomysł.
– Szalony? – Martina spoglądała niepewnie na dwójkę przyjaciół. – Co wy takiego wymyśliliście?
– Robimy sobie wakacje – powiedział z dumą Max. – A ty razem z nami. Wyjeżdżamy jutro – dodał rzeczowo.
– Ale jak to tak..? Przecież mamy pracę i … – Martina była bardzo zaskoczona. Przez chwilę nawet myślała, że to tylko zwykły żart, lecz nie wiedziała jaki mógłby mieć sens.
– Ej! Siedź cicho! Nic jeszcze nie wiesz, a już chcesz znaleźć miliony przeszkód. Po prostu nie myśl tyle i niech wystarczy ci tylko krótka informacja, że wszystko jest załatwione i zaplanowane przez nas. Jedyne co musisz zrobić, to się spakować, ale nie martw się, bo zdążysz to zrobić jutro.
– Proszę, przecież musicie mi powiedzieć, dokąd się wybieracie i o co w tym wszystkim chodzi, skoro ja też mam z wami jechać. – Martina spojrzała na nich błagalnie.
– Nie przejmuj się nim. – Erika wskazała na Maksa. – Zaraz ci wszystko wytłumaczę. Albo i nie… – Zmarszczyła czoło.
– Cześć wszystkim! – Do pokoju, w którym siedzieli, wparowała uśmiechnięta od ucha do ucha Julia. – Dlaczego macie takie miny? – spytała zaskoczona. – Pukałam, ale chyba nikt nie usłyszał, więc weszłam…
– Ty też? – spytała Martina, ale w jej głowie wszystko powoli zaczynało się układać w jedną sensowną całość. Domyśliła się, że ten wakacyjny wyjazd musiał być pomysłem siostry Wellingera, która, pewnie za namową brata, chciała wyciągnąć ją na konkurs skoków.
– Co: ja też?! – Julia była jeszcze bardziej zdezorientowana. – Czy wy nic jej nie powiedzieliście? – Spojrzała z wyrzutem na pozostałą dwójkę.
– Właśnie chciałam jej wszystko wyjaśnić, lecz zjawiłaś się tak nagle… – tłumaczyła Erika. – A tak w ogóle to Max wszystko zepsuł – powiedziała oskarżycielskim tonem.
– Oczywiście! Wszystko co złe to moja wina! – Odwrócił się od swojej dziewczyny.
– Moja droga, zaraz ci wszystko wytłumaczę. – Julia zwróciła się do Martiny. – Jedziemy jutro z rodzicami wspierać Andiego, bo rzadko mamy okazję zaszczycać go naszą obecnością na konkursach. Mogę zabrać przyjaciół, więc postanowiłam zaproponować wam tę wycieczkę. Oni już się zgodzili i mieli jeszcze ciebie jakoś przekonać, ale widać, co z tego wyszło. – Usiadła na kanapie obok Maksa.
– Ale przecież nie musicie mnie do tego przekonywać. – Martina wzruszyła ramionami.
– Słyszałam od Andiego…
– Wiem, co chcesz powiedzieć, ale to co innego. Nie chciałam jechać z nim, co nie znaczy, że nie chcę jechać jako kibic. Mówiłam mu to – wyjaśniła.
– Widzicie? – Max się ożywił. – I po co było robić te całe podchody? – Spojrzał najpierw na Erikę, potem na Julię z wyższością. – Wygrałem zakład! Coś mi się chyba teraz za to należy. – Przysunął się do swojej dziewczyny. – Dostanę chociaż małego buziaka? – Zamrugał oczami.
– Czy przed chwilą się na mnie nie obraziłeś? – Spojrzała na niego wymownie.
– Może tak, ale już mi przeszło. – Machnął ręką i próbował skraść jej całusa.
            Martina patrzyła na nich z uśmiechem, bo cudownie było widzieć szczęście bliskich jej osób. To ją pozytywnie nastrajało, czego jednak nie można było powiedzieć o siostrze Andiego, która spuściła wzrok, jakby nie chciała widzieć czułości Eriki i Maksa. Martinę to zainteresowało, lecz nie była w stanie znaleźć sensownego wytłumaczenia.
– Teraz twoja kolej. – Max odwrócił się do Julii i nadstawił policzek. Dziewczyna podniosła wzrok i z pewną nieśmiałością musnęła wargami jego twarz.
            Patrząc na nich, Martinę uderzyło to, jak razem wyglądali. Jakby byli stworzeni dla siebie… Lecz to niemożliwe, bo Max kochał Erikę, a Julia traktowała go jak kumpla. Jednak nie tylko fizycznie do siebie pasowali, ponieważ Julia miała w oczach to samo, co Martina widziała już kiedyś w oczach Maksa. Zauważyła u niej ten błysk, gdy dziewczyna odsuwała się od chłopaka. Trwało to może ułamek sekundy, ale Martina była wyczulona na takie drobne detale, bo już niejedno w życiu widziała i sama czuła… Czyżby Julia wspominała coś… lub kogoś, kogo straciła? To samo widziała w oczach Maksa, gdy opowiadał o rodzicach i siostrze…
– Nie po to tu jednak jesteśmy. – Julia wróciła do rzeczywistości. – Musimy przygotować transparent! Przywiozłam potrzebne materiały i liczę na waszą pomoc, bo z tego co wiem, to ktoś tu ma talent artystyczny. – Uśmiechnęła się do Martiny.
            Pół nocy pracowali nad transparentem, ale efekt był bardziej niż zadowalający. Dzięki rysunkowi Martiny miał ogromne szanse wyróżniać się na tle innych. Dodali też hasło, nad którym bardzo długo myśleli, gdyż jakoś nic wyjątkowego nie przychodziło im do głowy. Ostatecznie napisali: „Skacz Andi! Nie ważne jak daleko – dla nas zawsze będzie najdalej!”
            Następnego dnia wszyscy zapakowali się do samochodu Julii, by jechać do Martiny, gdyż dziewczyna też musiała się spakować, skoro mieli spędzić tam dwa dni. Szybko wrzuciła do torby kilka najpotrzebniejszych rzeczy i ubrań. Rodzicom zostawiła tylko krótką informację na kartce. Nie miała zamiaru przejmować się tym, że o niczym ich nie uprzedziła.
            Potem udali się do państwa Wellingerów, gdzie przesiedli się do większego busa, którego zorganizował ojciec Andreasa.
            Droga minęła im bardzo szybko. Martina prawie cały czas drzemała ukołysana monotonną jazdą i wreszcie mogła trochę wypocząć. Co jakiś czas jednak do jej uszów docierały bezsensowne strzępki rozmowy, którą toczyła Julia ze swoimi rodzicami. Słyszała też cichy szept dochodzący z tyłu, gdzie siedzieli Max z Eriką.
            Na miejscu zakwaterowali się w hotelu i nawet zostało im jeszcze trochę czasu do rozpoczęcia kwalifikacji. Wybrali się jednak wcześniej pod skocznię, lecz nie mieli zamiaru ujawniać swojej obecności Andreasowi. Chcieli zrobić mu niespodziankę dopiero następnego dnia podczas konkursu. Nie chcieli go stresować.
            Całkiem sporo ludzi przyszło podziwiać skoki treningowe i późniejsze – kwalifikacyjne. Wszystkim Niemcom szło bardzo dobrze, co zapowiadało udany konkurs.
            Martina oczywiście najwięcej uwagi poświęciła ukochanemu, drżąc ze strachu, żeby tylko nic mu się nie stało, jednocześnie pragnąc, by poszło mu jak najlepiej. Wcześniej nawet sobie nie wyobrażała, że kibicowanie na żywo może dostarczyć tak wielu emocji.
            Wieczorem po wspólnej kolacji udali się do swoich pokoi. Martina dzieliła swój z Julią, która znowu wpadła w niewyjaśnione zamyślenie i nawet wyszła gdzieś. Martina nie bardzo wiedziała, co ma ze sobą zrobić, bo choć już dawno się ściemniło, to nie wyobrażała sobie, że mogłaby położyć się i zasnąć. Zarzuciła więc na ramiona gruby sweter, bo wieczory naprawdę potrafiły być już bardzo zimne i wyszła do ogrodu.
            Księżyc świecił wysoko na niebie, przyćmiewając blask gwiazd. Było tak jasno, że z łatwością zauważyła siedzącą na ławce dziewczynę oświetloną srebrzystą poświatą.
            Podeszła powoli i usiadła obok.
– Skąd wiedziałaś, że tu jestem? – spytała Julia.
– Nie wiedziałam. Też nie mogę zasnąć – odpowiedziała.
            Gdy siedziały w milczeniu i oddychały czystym chłodnym powietrzem, w kieszeni jej spodni zawibrował telefon. To Andreas przysłał wiadomość z pytaniem, czy już śpi. Odpisała szybko, że nie, gdyż podziwia nocne niebo. Uśmiechnęła się do siebie na wieść, ze Andi robi to samo.
Pisał także, że tęskni i tak bardzo chciałby, żeby była z nim. Teraz i jutro podczas konkursu. Nie chcąc zdradzić mu prawdy, poradziła, żeby pomyślał życzenie, gdy zauważy spadającą gwiazdę, a na pewno się spełni.
– Andi nie daje ci spokoju? – spytała Julia.
– Ciągle wypomina mi, że z nim nie pojechałam.
– To się biedaczek jutro zdziwi. Chociaż, czy on taki biedny? Przecież wie, że zawsze na niego czekasz i ma do kogo wracać…
            Martina chciała wykorzystać ten moment, żeby trochę wypytać dziewczynę, sprowokować ją do wyznań, lecz bała się, że może ją zranić.
– Słyszałam, że przeżyłaś nieszczęśliwą miłość. Wciąż nie możesz się pozbierać? – Spróbowała zacząć rozmowę.
– Ach, ten Andi. Trochę źle to wywnioskował… Gdyby to była nieszczęśliwa miłość, to nawet łatwiej byłoby mi się z tym pogodzić, ale jak zrozumieć, że odchodzi osoba, która cię kochała?
– Co chcesz przez to powiedzieć? – Martina próbował zrozumieć to, co chciała przekazać Julia.
– Zostaliśmy rozdzieleni wbrew naszej woli – wyjaśniła.
– Zabroniono wam się spotykać? – Martina nie mogła w to uwierzyć.
– Na początku tak, lecz pewnie byśmy to zignorowali. A później… Nie da się wygrać z czymś, co ma władzę nad naszym życiem…
            Teraz zrozumiała. Zarówno słowa, jak i dziwne nastroje oraz ten błysk w oczach. Julia straciła kochaną osobę nie przez rozstanie… Zabrała ją śmierć.
– Był taki pełen życia i zwariowany, gdy się poznaliśmy. Choroba przyszła nagle i nie miała zamiaru odpuszczać. Jego rodzice znaleźli jakąś cudowną klinikę i postanowili wywieźć go za granicę. To nic… Jednak nie pozwolili mi utrzymywać z nim jakichkolwiek kontaktów, a on nie miał siły, by protestować. To było straszne… Tak bardzo chciałam być wtedy przy nim… Odszedł miesiąc później, o czym dowiedziałam się zupełnie przypadkiem. To był dla mnie cios. Możesz wyobrazić sobie to, że nie było mnie przy nim, gdy umierał? Gdy tak bardzo mnie potrzebował?
            Martina przytuliła dziewczynę tak mocno, jakby chciała wchłonąć choć odrobinę bólu, który musiał przepełniać jej serce.
– Dlaczego nikomu wcześniej tego nie powiedziałaś?
– Nie umiałam – przyznała się Julia, która nie płakała. Pewnie i tak już wystarczająco dużo łez wylała. – Ty jesteś inna. Nie znam twojej historii, lecz zauważyłam, że też masz w sobie ból.
– Znasz moją historię, bo wiesz, co wydarzyło się z Sandrą w roli głównej. Moja historia jest taka, jak większości dzieci wychowanych w rodzinach alkoholików.
            Siedziały jeszcze chwilę w milczeniu, a potem udały się do środka. Wracając, Martina zauważyła kątem oka świetlistą smugę przecinającą niebo. Telefon znów zawibrował.
„Właśnie spadła gwiazda. Życzenie zostało wysłane. Pozostało mi tylko czekać do jutra, by sprawdzić, czy się spełni.”
            Nic mu nie odpisała. Niech żyje w niepewności, a zresztą i tak nie była w nastroju.
            Na szczęście kolejny dzień powitał ich piękną słoneczną pogodą i nocne smutki poszły w zapomnienie. Chcąc sobie zająć dobre miejsce, wybrali się odpowiednio wcześniej, ponieważ chcieli widzieć wszystko z bliska i zależało im też, żeby Andreas dostrzegł ich transparent. Rodzicom bardzo spodobało się hasło, które wymyślili.
            Seria próbna przebiegła sprawnie, a później zaraz rozpoczęła się pierwsza seria konkursowa. Po swoim skoku zauważył ich Andreas Wank, który wyjątkowo ochoczo rozdawał autografy.
– Cześć wszystkim! – Uśmiechnął się. – Wellinger nie wspominał, że będzie miał takie wsparcie.
– Bo o niczym nie wiedział – powiedziała Julia.
– To tym bardziej się ucieszy. Jakoś słabo wyróżniacie się z tłumu. Nie macie żadnej flagi? – Zmarszczył czoło.
– Mamy tu coś specjalnego, ale ujawnimy dopiero tuż przed skokiem Andiego – wyjaśniła pani Wellinger.
– Zazdroszczę temu gamoniowi. Oczywiście bez urazy. Ja lecę! Do zobaczenia!
            Czekali w niecierpliwości, aż Andreas zasiądzie na belce startowej. Gdy komentator zapowiedział, że kolejnym zawodnikiem będzie właśnie Andi, to rozwinęli swój transparent i zastygli w oczekiwaniu na jego skok.
            Wstrzymali oddech, gdy zachwiał się przy lądowaniu, ale wszystko skończyło się dobrze i Andreas uzyskał bardzo dobry wynik. Na telebimie ujrzeli jego uśmiechniętą twarz i kciuk uniesiony do góry. Potem realizator wychwycił ich grupę oczekującą na informację o miejscu Andiego. Uradowani zaczęli machać jak opętani i podskakiwać.
            Potem ich oczom ukazał się Wellinger, który najwyraźniej też spoglądał na duży ekran. Od razu ich rozpoznał i zaczął szukać w tłumie kibiców. Gdy tylko ich spostrzegł, a przy jego nazwisku i nocie wyświetliła się jedynka, co znaczyło, że objął prowadzenie, jeszcze bardziej się rozpromienił.
            Martina się nie spodziewała, że Andreas rzuci tylko narty i buty i, przeskoczywszy barierkę, przybiegnie do nich.
– Jesteście! – wykrzyknął. – Moje życzenie naprawdę się spełniło. – Martina poczuła, jak obejmuje ją ciasno, a ich usta na ułamek sekundy się spotkały. – Dziękuję, dziękuję, dziękuję wam! – krzyknął i zniknął tak szybko jak się pojawił, wzywany przez człowieka zajmującego się organizacją zawodów.
            Martina zrozumiała już dlaczego Andreas tak bardzo chciał, by była obecna na zawodach. Cieszyła się także, że jednak dzięki przyjaciołom pojechała i mogła zobaczyć cudowny uśmiech na twarzy kochanej osoby. Wspaniale było widzieć jego radość i wdzięczność. Tak bardzo go kochała w takich momentach i sama czuła się kochana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz