„Pojechałam, żeby zobaczyć uśmiech na jego twarzy. To cudowne
uczucie, gdy ktoś promienieje na twój widok.”
Po
złej nocy zawsze wstaje zły dzień, bo jakże mogłoby inaczej, gdy jest się
zmęczonym z niewyspania a gdzieś w głowie wciąż wracają urywki z dręczących
koszmarów?
Martina była szczęśliwa z Andreasem
i nawet przeszłość zeszła na dalszy plan, jednak mimo to straszne sny wracały
bolesnymi falami, niosąc ze sobą strach o przyszłość. Skąd się brały? Skąd
umysł czerpał te chore wizje rozstania, utraty tej najbliższej ostatnio dla
niej osoby? Przecież nic nie wskazywało, żeby coś między nimi się psuło.
Rozstanie im nie groziło, chyba że krótka rozłąka związana z kolejnym wyjazdem
Andreasa, ale do tego zdążyła się już przyzwyczaić.
Czyżby aż tak bardzo bała się, że
kiedyś w jej życiu może zabraknąć Andreasa? Starała się o tym nie myśleć… A
może… Nie, to niemożliwe. Nigdy nie wierzyła w takie rzeczy… Nie ma czegoś
takiego, jak prorocze sny, które zwiastują straszną przyszłość.
W pracy Martina zachowywała się jak
robot, wykonując automatycznie każde polecenie. Uśmiechała się do klientów, nie
dostrzegając ich twarzy.
–
Co się dzieje? – spytała Erika, gdy spotkały się w szatni. Martina przebierała
się, kończąc zmianę.
–
Nie wyspałam się. – Potarła dłonią skroń. – Znowu…
–
Skoro tak nie możesz spać, to wpadnij do mnie na noc. Nie będziemy spały obie.
– Poklepała ją pokrzepiająco po ramieniu. – Co będziesz teraz robić? – spytała.
–
Idę zmienić mamę w kwiaciarni. Obiecałam, że ją zastąpię. Zresztą przygotowuję
się do przejęcia obowiązków. A, właśnie! W przyszłym tygodniu mam kurs, więc…
–
Wiem, kochana. Zastąpię cię. – Erika uśmiechnęła się. – Do zobaczenia
wieczorem.
–
Ale… – zaczęła Martina nie zbyt zachwycona nocowaniem u przyjaciółki.
–
Nie słyszałam tego! – Zrobiła gest zatykania sobie uszów. – Widzimy się u mnie!
– krzyknęła, wychodząc.
Martina powlokła się do kwiaciarni,
gdzie spędziła resztę dnia. Na dworze pięknie świeciło słońce, więc wyniosła
krzesło i rozsiadła się tuż przy wejściu. Dla zabicia czasu zajęła się rysowaniem.
Gdy zauważyła zbliżającą się klientkę, którą była starsza pani, od razu weszła
do środka.
Kobieta kupiła sobie bukiet
kolorowych kwiatów, twierdząc, że uwielbia mieć w wazonie w pokoju kwiaty, a
nie posiada własnego ogródka, by móc sobie je hodować.
–
A to? Czy… pani to sama narysowała? – spytała, wskazując na leżący obok na
ladzie niedokończony rysunek ogrodu.
–
Tak – przytaknęła.
–
To jest piękne – powiedziała z uznaniem kobieta.
–
Takie tam bazgroły. – Martina machnęła ręką.
–
Mogłabym mieć dla pani prośbę?
–
Jaka tam ze mnie pani – zaśmiała się. – Po prostu Martina. A o co chodzi?
Słucham panią.
–
Bo wie pani… No niech będzie! Martino, moja wnuczka uwielbia konie. Całe ściany
oblepia zdjęciami i może ucieszyłaby się, gdybym podarowała jej taki rysunek.
Tylko czy dałoby się zrobić go w kolorze? Oczywiście, jeśli się zgodzisz. Ja
zapłacę!
–
Jasne, że mogę to zrobić. W kolorze, jeśli pani sobie życzy i nie oczekuję
żadnych pieniędzy – zastrzegła. – Na jutro będzie gotowy.
Dziewczyna ożywiła się po wyjściu
klientki. Wybiegła szybko do sklepu po drugiej stronie ulicy, żeby kupić
pastele i od razu zabrała się za rysowanie pasących się na łące koników. Potem
przekazała go mamie, wyjaśniając, że zjawi się po niego pewna pani.
–
Ty to narysowałaś? – zdziwiła się mama. Martina tylko kiwnęła potakująco głową.
– Nie wiedziałam, że tak potrafisz. Od dziecka lubiłaś bazgrolić coś kredkami,
ale żeby aż tak?
–
Skąd mogłabyś wiedzieć? – Dziewczyna wzruszyła ramionami. Cóż, nie było
tajemnicą to, że matka nie wiedziała zbyt dużo o córce. – Dziś nocuję u
przyjaciółki – poinformowała mamę.
–
Czekaj, czekaj.. – Złapała ją za ramię, ale szybko opuściła rękę, jakby
zaskoczona własną reakcją i poufałością w stosunku do córki. – To bez sensu,
żebym komentowała twoje znajomości, bo i tak puścisz mimo uszu moje słowa.
Jednak, czyżbyś ty miała mi coś do zarzucenia? – oburzyła się.
–
Nie, niczego ci nie zarzucam… – powiedziała, zamyślając się. – Właściwie to
zawsze cię usprawiedliwiałam przed sobą i przed innymi. I wiedz, że nigdy nie
ignoruję twoich słów, a raczej przechowuję je głęboko w sercu… – Chciała
jeszcze dodać, że nie jest w stanie ich zapomnieć, bo czasem tak bardzo bolą.
Jednak przemilczała to.
–
Jakoś ciężko mi w to uwierzyć. – Mama skrzyżowała ręce na piersi i spojrzała na
córkę z miną wyrażającą powątpiewanie. – A co do tego nocowania, to weź po
prostu przyznaj, że wybierasz się do tego twojego…
–
No kogo? Dokończ! – krzyknęła. – Jakim prawem chcesz go oceniać, skoro nawet go
nie znasz?! Gdybyś poznała jego, jego rodzinę… Może wtedy to, co sobie
wyobrażasz nawet nie przeszłoby ci przez myśl. – Martina czuła narastającą
złość, która powoli ogarniała całe jej ciało, spalając ją od wewnątrz niczym
ogień.
–
Właśnie, ja nawet nie wiem jak on się nazywa – powiedziała ze spokojem mama,
czym jeszcze bardziej zdenerwowała Martinę.
–
Nazywa się Andreas Wellinger i gdybyś choć odrobinę interesowała się tym, co
się wokół ciebie dzieje, wiedziałabyś kim jest i że obecnie wyjechał na zawody,
więc niestety nie mogę się z nim spotkać!
–
Ojej! Nie wiedziałam, że twój chłopak jest aż taką ważną osobistością – rzuciła
z ironią.
–
A żebyś wiedziała! Ale co cię to w ogóle obchodzi?! Ja wychodzę, a tobie życzę
miłego wieczoru. Ups! – Udawała, że zasłania sobie usta dłonią. – Czyżby to miał
być kolejny wieczór spędzony z ojcem w milczeniu przed telewizorem? – dodała,
patrząc na matkę wyzywająco, a potem zwyczajnie wyszła, trzaskając drzwiami.
Skręciła w jakąś pustą uliczkę,
gdzie przykucnęła, opierając plecy o chłodny mur. Czy powiedziała za dużo? Nie
miała sobie za złe tego wybuchu, bo uważała, że nie był zupełnie bezsensowny.
Niech matka wie, co jej leży na sercu i że nie jest zupełnie ślepa czy obojętna
na to, co się dzieje w domu. Nie miała zamiaru przepraszać, a tym bardziej czuć
się winną. A może później zmieni zdanie? Może to złość nie pozwalała jej myśleć
racjonalnie? Widziała jak trzęsą jej się ręce i nawet nie była w stanie płakać.
Wzięła trzy głębokie oddechy i
spróbowała się uśmiechnąć. Tak, maska radości, choć może odrobinę sztuczna,
pasowała całkiem dobrze i spełniała swoją rolę. Teraz Martina mogła udać się do
Eriki.
Tam zaskoczyła ją obecność Maksa, bo,
szczerze powiedziawszy, nastawiła się już na babski wieczór. Jednak przyjaciele
mieli zupełnie inne plany, które zamierzali wprowadzić w życie, spoglądając na
siebie porozumiewawczo.
–
Chcielibyśmy ci coś powiedzieć… A właściwie złożyć interesującą propozycję –
zaczęła Erika.
–
Nie do odrzucenia – dodał Max. – Ja nawet twierdzę, że jeszcze będziesz nam
wdzięczna za ten szalony pomysł.
–
Szalony? – Martina spoglądała niepewnie na dwójkę przyjaciół. – Co wy takiego
wymyśliliście?
–
Robimy sobie wakacje – powiedział z dumą Max. – A ty razem z nami. Wyjeżdżamy
jutro – dodał rzeczowo.
–
Ale jak to tak..? Przecież mamy pracę i … – Martina była bardzo zaskoczona.
Przez chwilę nawet myślała, że to tylko zwykły żart, lecz nie wiedziała jaki
mógłby mieć sens.
–
Ej! Siedź cicho! Nic jeszcze nie wiesz, a już chcesz znaleźć miliony przeszkód.
Po prostu nie myśl tyle i niech wystarczy ci tylko krótka informacja, że
wszystko jest załatwione i zaplanowane przez nas. Jedyne co musisz zrobić, to
się spakować, ale nie martw się, bo zdążysz to zrobić jutro.
–
Proszę, przecież musicie mi powiedzieć, dokąd się wybieracie i o co w tym
wszystkim chodzi, skoro ja też mam z wami jechać. – Martina spojrzała na nich
błagalnie.
–
Nie przejmuj się nim. – Erika wskazała na Maksa. – Zaraz ci wszystko
wytłumaczę. Albo i nie… – Zmarszczyła czoło.
–
Cześć wszystkim! – Do pokoju, w którym siedzieli, wparowała uśmiechnięta od
ucha do ucha Julia. – Dlaczego macie takie miny? – spytała zaskoczona. –
Pukałam, ale chyba nikt nie usłyszał, więc weszłam…
–
Ty też? – spytała Martina, ale w jej głowie wszystko powoli zaczynało się
układać w jedną sensowną całość. Domyśliła się, że ten wakacyjny wyjazd musiał
być pomysłem siostry Wellingera, która, pewnie za namową brata, chciała
wyciągnąć ją na konkurs skoków.
–
Co: ja też?! – Julia była jeszcze bardziej zdezorientowana. – Czy wy nic jej
nie powiedzieliście? – Spojrzała z wyrzutem na pozostałą dwójkę.
–
Właśnie chciałam jej wszystko wyjaśnić, lecz zjawiłaś się tak nagle… –
tłumaczyła Erika. – A tak w ogóle to Max wszystko zepsuł – powiedziała
oskarżycielskim tonem.
–
Oczywiście! Wszystko co złe to moja wina! – Odwrócił się od swojej dziewczyny.
–
Moja droga, zaraz ci wszystko wytłumaczę. – Julia zwróciła się do Martiny. –
Jedziemy jutro z rodzicami wspierać Andiego, bo rzadko mamy okazję zaszczycać
go naszą obecnością na konkursach. Mogę zabrać przyjaciół, więc postanowiłam
zaproponować wam tę wycieczkę. Oni już się zgodzili i mieli jeszcze ciebie
jakoś przekonać, ale widać, co z tego wyszło. – Usiadła na kanapie obok Maksa.
–
Ale przecież nie musicie mnie do tego przekonywać. – Martina wzruszyła
ramionami.
–
Słyszałam od Andiego…
–
Wiem, co chcesz powiedzieć, ale to co innego. Nie chciałam jechać z nim, co nie
znaczy, że nie chcę jechać jako kibic. Mówiłam mu to – wyjaśniła.
–
Widzicie? – Max się ożywił. – I po co było robić te całe podchody? – Spojrzał
najpierw na Erikę, potem na Julię z wyższością. – Wygrałem zakład! Coś mi się
chyba teraz za to należy. – Przysunął się do swojej dziewczyny. – Dostanę
chociaż małego buziaka? – Zamrugał oczami.
–
Czy przed chwilą się na mnie nie obraziłeś? – Spojrzała na niego wymownie.
–
Może tak, ale już mi przeszło. – Machnął ręką i próbował skraść jej całusa.
Martina patrzyła na nich z
uśmiechem, bo cudownie było widzieć szczęście bliskich jej osób. To ją
pozytywnie nastrajało, czego jednak nie można było powiedzieć o siostrze
Andiego, która spuściła wzrok, jakby nie chciała widzieć czułości Eriki i
Maksa. Martinę to zainteresowało, lecz nie była w stanie znaleźć sensownego
wytłumaczenia.
–
Teraz twoja kolej. – Max odwrócił się do Julii i nadstawił policzek. Dziewczyna
podniosła wzrok i z pewną nieśmiałością musnęła wargami jego twarz.
Patrząc na nich, Martinę uderzyło to,
jak razem wyglądali. Jakby byli stworzeni dla siebie… Lecz to niemożliwe, bo
Max kochał Erikę, a Julia traktowała go jak kumpla. Jednak nie tylko fizycznie
do siebie pasowali, ponieważ Julia miała w oczach to samo, co Martina widziała
już kiedyś w oczach Maksa. Zauważyła u niej ten błysk, gdy dziewczyna odsuwała
się od chłopaka. Trwało to może ułamek sekundy, ale Martina była wyczulona na takie
drobne detale, bo już niejedno w życiu widziała i sama czuła… Czyżby Julia
wspominała coś… lub kogoś, kogo straciła? To samo widziała w oczach Maksa, gdy
opowiadał o rodzicach i siostrze…
–
Nie po to tu jednak jesteśmy. – Julia wróciła do rzeczywistości. – Musimy
przygotować transparent! Przywiozłam potrzebne materiały i liczę na waszą
pomoc, bo z tego co wiem, to ktoś tu ma talent artystyczny. – Uśmiechnęła się
do Martiny.
Pół nocy pracowali nad
transparentem, ale efekt był bardziej niż zadowalający. Dzięki rysunkowi Martiny
miał ogromne szanse wyróżniać się na tle innych. Dodali też hasło, nad którym
bardzo długo myśleli, gdyż jakoś nic wyjątkowego nie przychodziło im do głowy.
Ostatecznie napisali: „Skacz Andi! Nie ważne jak daleko – dla nas zawsze będzie
najdalej!”
Następnego dnia wszyscy zapakowali
się do samochodu Julii, by jechać do Martiny, gdyż dziewczyna też musiała się
spakować, skoro mieli spędzić tam dwa dni. Szybko wrzuciła do torby kilka
najpotrzebniejszych rzeczy i ubrań. Rodzicom zostawiła tylko krótką informację
na kartce. Nie miała zamiaru przejmować się tym, że o niczym ich nie
uprzedziła.
Potem udali się do państwa
Wellingerów, gdzie przesiedli się do większego busa, którego zorganizował
ojciec Andreasa.
Droga minęła im bardzo szybko.
Martina prawie cały czas drzemała ukołysana monotonną jazdą i wreszcie mogła
trochę wypocząć. Co jakiś czas jednak do jej uszów docierały bezsensowne
strzępki rozmowy, którą toczyła Julia ze swoimi rodzicami. Słyszała też cichy
szept dochodzący z tyłu, gdzie siedzieli Max z Eriką.
Na miejscu zakwaterowali się w
hotelu i nawet zostało im jeszcze trochę czasu do rozpoczęcia kwalifikacji.
Wybrali się jednak wcześniej pod skocznię, lecz nie mieli zamiaru ujawniać
swojej obecności Andreasowi. Chcieli zrobić mu niespodziankę dopiero następnego
dnia podczas konkursu. Nie chcieli go stresować.
Całkiem sporo ludzi przyszło
podziwiać skoki treningowe i późniejsze – kwalifikacyjne. Wszystkim Niemcom
szło bardzo dobrze, co zapowiadało udany konkurs.
Martina oczywiście najwięcej uwagi
poświęciła ukochanemu, drżąc ze strachu, żeby tylko nic mu się nie stało,
jednocześnie pragnąc, by poszło mu jak najlepiej. Wcześniej nawet sobie nie
wyobrażała, że kibicowanie na żywo może dostarczyć tak wielu emocji.
Wieczorem po wspólnej kolacji udali
się do swoich pokoi. Martina dzieliła swój z Julią, która znowu wpadła w
niewyjaśnione zamyślenie i nawet wyszła gdzieś. Martina nie bardzo wiedziała,
co ma ze sobą zrobić, bo choć już dawno się ściemniło, to nie wyobrażała sobie,
że mogłaby położyć się i zasnąć. Zarzuciła więc na ramiona gruby sweter, bo
wieczory naprawdę potrafiły być już bardzo zimne i wyszła do ogrodu.
Księżyc świecił wysoko na niebie,
przyćmiewając blask gwiazd. Było tak jasno, że z łatwością zauważyła siedzącą
na ławce dziewczynę oświetloną srebrzystą poświatą.
Podeszła powoli i usiadła obok.
–
Skąd wiedziałaś, że tu jestem? – spytała Julia.
–
Nie wiedziałam. Też nie mogę zasnąć – odpowiedziała.
Gdy siedziały w milczeniu i
oddychały czystym chłodnym powietrzem, w kieszeni jej spodni zawibrował
telefon. To Andreas przysłał wiadomość z pytaniem, czy już śpi. Odpisała
szybko, że nie, gdyż podziwia nocne niebo. Uśmiechnęła się do siebie na wieść,
ze Andi robi to samo.
Pisał
także, że tęskni i tak bardzo chciałby, żeby była z nim. Teraz i jutro podczas
konkursu. Nie chcąc zdradzić mu prawdy, poradziła, żeby pomyślał życzenie, gdy
zauważy spadającą gwiazdę, a na pewno się spełni.
–
Andi nie daje ci spokoju? – spytała Julia.
–
Ciągle wypomina mi, że z nim nie pojechałam.
–
To się biedaczek jutro zdziwi. Chociaż, czy on taki biedny? Przecież wie, że
zawsze na niego czekasz i ma do kogo wracać…
Martina chciała wykorzystać ten
moment, żeby trochę wypytać dziewczynę, sprowokować ją do wyznań, lecz bała
się, że może ją zranić.
–
Słyszałam, że przeżyłaś nieszczęśliwą miłość. Wciąż nie możesz się pozbierać? –
Spróbowała zacząć rozmowę.
–
Ach, ten Andi. Trochę źle to wywnioskował… Gdyby to była nieszczęśliwa miłość,
to nawet łatwiej byłoby mi się z tym pogodzić, ale jak zrozumieć, że odchodzi
osoba, która cię kochała?
–
Co chcesz przez to powiedzieć? – Martina próbował zrozumieć to, co chciała przekazać
Julia.
–
Zostaliśmy rozdzieleni wbrew naszej woli – wyjaśniła.
–
Zabroniono wam się spotykać? – Martina nie mogła w to uwierzyć.
–
Na początku tak, lecz pewnie byśmy to zignorowali. A później… Nie da się wygrać
z czymś, co ma władzę nad naszym życiem…
Teraz zrozumiała. Zarówno słowa, jak
i dziwne nastroje oraz ten błysk w oczach. Julia straciła kochaną osobę nie
przez rozstanie… Zabrała ją śmierć.
–
Był taki pełen życia i zwariowany, gdy się poznaliśmy. Choroba przyszła nagle i
nie miała zamiaru odpuszczać. Jego rodzice znaleźli jakąś cudowną klinikę i
postanowili wywieźć go za granicę. To nic… Jednak nie pozwolili mi utrzymywać z
nim jakichkolwiek kontaktów, a on nie miał siły, by protestować. To było
straszne… Tak bardzo chciałam być wtedy przy nim… Odszedł miesiąc później, o
czym dowiedziałam się zupełnie przypadkiem. To był dla mnie cios. Możesz
wyobrazić sobie to, że nie było mnie przy nim, gdy umierał? Gdy tak bardzo mnie
potrzebował?
Martina przytuliła dziewczynę tak
mocno, jakby chciała wchłonąć choć odrobinę bólu, który musiał przepełniać jej
serce.
–
Dlaczego nikomu wcześniej tego nie powiedziałaś?
–
Nie umiałam – przyznała się Julia, która nie płakała. Pewnie i tak już
wystarczająco dużo łez wylała. – Ty jesteś inna. Nie znam twojej historii, lecz
zauważyłam, że też masz w sobie ból.
–
Znasz moją historię, bo wiesz, co wydarzyło się z Sandrą w roli głównej. Moja
historia jest taka, jak większości dzieci wychowanych w rodzinach alkoholików.
Siedziały jeszcze chwilę w
milczeniu, a potem udały się do środka. Wracając, Martina zauważyła kątem oka
świetlistą smugę przecinającą niebo. Telefon znów zawibrował.
„Właśnie
spadła gwiazda. Życzenie zostało wysłane. Pozostało mi tylko czekać do jutra,
by sprawdzić, czy się spełni.”
Nic mu nie odpisała. Niech żyje w
niepewności, a zresztą i tak nie była w nastroju.
Na szczęście kolejny dzień powitał
ich piękną słoneczną pogodą i nocne smutki poszły w zapomnienie. Chcąc sobie
zająć dobre miejsce, wybrali się odpowiednio wcześniej, ponieważ chcieli
widzieć wszystko z bliska i zależało im też, żeby Andreas dostrzegł ich
transparent. Rodzicom bardzo spodobało się hasło, które wymyślili.
Seria próbna przebiegła sprawnie, a
później zaraz rozpoczęła się pierwsza seria konkursowa. Po swoim skoku zauważył
ich Andreas Wank, który wyjątkowo ochoczo rozdawał autografy.
–
Cześć wszystkim! – Uśmiechnął się. – Wellinger nie wspominał, że będzie miał
takie wsparcie.
–
Bo o niczym nie wiedział – powiedziała Julia.
–
To tym bardziej się ucieszy. Jakoś słabo wyróżniacie się z tłumu. Nie macie
żadnej flagi? – Zmarszczył czoło.
–
Mamy tu coś specjalnego, ale ujawnimy dopiero tuż przed skokiem Andiego –
wyjaśniła pani Wellinger.
–
Zazdroszczę temu gamoniowi. Oczywiście bez urazy. Ja lecę! Do zobaczenia!
Czekali w niecierpliwości, aż
Andreas zasiądzie na belce startowej. Gdy komentator zapowiedział, że kolejnym
zawodnikiem będzie właśnie Andi, to rozwinęli swój transparent i zastygli w
oczekiwaniu na jego skok.
Wstrzymali oddech, gdy zachwiał się
przy lądowaniu, ale wszystko skończyło się dobrze i Andreas uzyskał bardzo dobry
wynik. Na telebimie ujrzeli jego uśmiechniętą twarz i kciuk uniesiony do góry.
Potem realizator wychwycił ich grupę oczekującą na informację o miejscu
Andiego. Uradowani zaczęli machać jak opętani i podskakiwać.
Potem ich oczom ukazał się
Wellinger, który najwyraźniej też spoglądał na duży ekran. Od razu ich
rozpoznał i zaczął szukać w tłumie kibiców. Gdy tylko ich spostrzegł, a przy
jego nazwisku i nocie wyświetliła się jedynka, co znaczyło, że objął
prowadzenie, jeszcze bardziej się rozpromienił.
Martina się nie spodziewała, że
Andreas rzuci tylko narty i buty i, przeskoczywszy barierkę, przybiegnie do
nich.
–
Jesteście! – wykrzyknął. – Moje życzenie naprawdę się spełniło. – Martina
poczuła, jak obejmuje ją ciasno, a ich usta na ułamek sekundy się spotkały. –
Dziękuję, dziękuję, dziękuję wam! – krzyknął i zniknął tak szybko jak się
pojawił, wzywany przez człowieka zajmującego się organizacją zawodów.
Martina zrozumiała już dlaczego
Andreas tak bardzo chciał, by była obecna na zawodach. Cieszyła się także, że
jednak dzięki przyjaciołom pojechała i mogła zobaczyć cudowny uśmiech na twarzy
kochanej osoby. Wspaniale było widzieć jego radość i wdzięczność. Tak bardzo go
kochała w takich momentach i sama czuła się kochana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz