poniedziałek, 16 grudnia 2019

#5


„Zgodziła się na jeden taniec, który był dla mnie jak szansa. Być może jedyna, dlatego musiałem ją wykorzystać.”

            Impreza zorganizowana przez Wanka bez konkretnej okazji stała się okazją samą w sobie do zaproszenia wielu skoczków i całego mnóstwa innych ludzi, którzy właśnie szaleli  w wynajętym lokalu i bawili się do upadłego. Tylko Andreas Wellinger siedział przy barze i patrzył tępo na podskakujący w rytm ogłuszającej muzyki tłum, a raczej plątaninę ciał. Sączył tego samego drinka już od godziny, a wszystko dlatego, że miał słabą głowę do alkoholu. Zresztą picie nie dawało mu przyjemności.
– Co cię gryzie? – spytał Karl, który nagle pojawił się tuż obok Andreasa.
– Mnie? Nic takiego. Myślę – odpowiedział, nawet nie spoglądając na swojego rozmówcę.
– Przecież widzę. Jesteś jakiś inny – drążył Karl.
– Nie udawaj głupiego. Pewnie i tak wiesz i właśnie mnie podpuszczasz. – Andreas był pewien, że Wank rozpowiedział już o ich rozmowie telefonicznej.
– Zupełnie nie wiem, o co ci chodzi? – Zmarszczył czoło.
– Hm… Ciekawe. – Andreas ufał kumplowi, ale wiedział, że starszy kolega o tym samym imieniu lubił czasem z niego kpić.
– Co jest takie ciekawe? – Karl spojrzał na niego, jakby zupełnie oszalał.
– Nic takiego. – Pokręcił głową. – Wiesz co? – Wpadł nagle na pewien pomysł. – Co robisz w przyszłą sobotę? – spytał.
– Chyba nic. Jeszcze nic. Potem zaczynamy treningi. – Karl wyglądał na coraz bardziej zdezorientowanego.
– Mam do ciebie ogromną prośbę. Czy nie wybrałbyś się ze mną na pewną imprezę? Coś w rodzaju festynu z wieczorną potańcówką – wyjaśnił.
– Dlaczego chcesz, żebym z tobą poszedł?
– Potrzebuję towarzystwa. Nie chcę iść tam sam.
– A gdzie to ma być?
– U mnie – odparł.
– Nie pójdziesz z rodziną? – Znowu się zdziwił.
– Nie. To znaczy, oni pewnie też tam będą, ale… – zawahał się, bo już sam nie wiedział, co chce  powiedzieć.
– Dobrze, pójdę z tobą – westchnął Karl.
– Świetnie! To jesteśmy umówieni. – Andreas miał ochotę uściskać kumpla.
– Na co się umawiacie? – Nagle skądś pojawił się Wank. – I dlaczego beze mnie?
– Tak sobie rozmawiamy – wyjaśnił Wellinger, chcąc szybko zakończyć temat. Nie chciał wtajemniczać w swoje plany nikogo więcej.
– Coś knujesz. – Wank nie dał się zwieść. – Pewnie chodzi o tę twoją dzierlatkę. Ups! – Spojrzał na Karla, który nie zareagował na tę nowinę.
– Wiecie co? Zostawię was, żebyście spokojnie mogli mnie obgadywać. Nie krępujcie się. – Odstawił z hukiem pustą szklankę i skierował się do wyjścia, przeciskając się przez bawiący się tłum.
– Zaczekaj, Andi! – zawołał Wank i ruszył za nim. – Nikomu nic nie powiedziałem! – krzyknął, gdy znaleźli się poza budynkiem. – Kiedy się wygłupiam, to się wygłupiam, ale pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć.
– Wiem, tylko czasem strasznie mnie wkurzasz. – Zrobił gest, jakby chciał uderzyć kolegę, ale w ostatniej chwili zahamował rozpędzoną pięść i w zamian za to zwyczajnie po przyjacielsku się poklepali.
– Widzimy się w sobotę? – spytał.
– Chyba tak… Choć ja nawet nie wiem o co chodzi. – Bezradnie rozłożył ręce.
            Wellinger opowiedział mu więc, w jaki sposób skorzystał z jego rady i jak wreszcie udało mu się spotkać dziewczynę. Pominął tylko wzmiankę o tym, że zrobił z siebie kompletnego głupka. Wyjaśnił też, że sobotnia impreza może być okazją do ponownego spotkania.
– Do czego my będziemy ci potrzebni? – spytał w końcu Wank.
– Nie chcę być tam sam – odparł bez żadnego dodatkowego komentarza.
– Przynajmniej obczaję sobie tę Martinę. – Ucieszył się starszy Andreas.
– Musiałbyś widzieć jak rysuje. To dopiero jest coś! – Gdy o niej mówił, czuł jak budzi się w nim szczery entuzjazm. – Jest też coś, co mnie martwi, ponieważ zdaje mi się, że ma jakiś problem, który ją trapi – wyznał. – To sprawia, że chciałbym wziąć ją w ramiona, mocno przytulić i nigdy już nie wypuszczać – dodał  w myślach.
            Wellinger widział uśmiech na twarzy Wanka, który jednak nie był kpiący. A nawet jeśli, to co? Nie mógł się zakochać? Teraz nie był już w stanie ukryć uczuć, które nim targały. Nawet w domu wszyscy się domyślali, ale im na razie nie chciał niczego zdradzać. Wystarczyło samo to, że mama każdego ranka podczas śniadania głaskała go po głowie, pytając, czy wszystko w porządku, a siostra poszturchiwała.
            Gdy wreszcie nadeszła ta oczekiwana sobota zjawili się Wank z Geigerem, wprowadzając atmosferę zamieszania. Razem udali się na rynek, gdzie wpadli w wir atrakcji, przeciskając się przez ogromny tłum ludzi. Andreasowi ciężko było wypatrzeć tę jedyną twarz. Oczywiście zobaczył ją w końcu przy stoisku z lodami w towarzystwie Eriki oraz nieodstępującego ich ani na chwilę Maksa.
– To ona. Ta blondynka. – Pokazał kumplom.
– Mogę coś powiedzieć? – spytał Wank, przyglądając się dziewczynie.
– Może lepiej nie – zaprotestował Karl.
– Dlaczego nie? – zdziwił się Andreas. – Niech mówi, niech krytykuje. Proszę, co chciałeś powiedzieć? – spojrzał na niego, wyczekując odpowiedzi.
– Nie mam zamiaru krytykować, bo po co? Ładna z niej dziewczyna. Ta brunetka też niczego sobie… Ale wiesz co, Andi? – spojrzał na niego, na nią i jeszcze raz na niego.
– Co?! – zniecierpliwił się Wellinger.
– Wankowi chyba chodzi o to, że ona jest dość drobna i… niska – wyjaśnił Karl.
– Jakie to ma znaczenie?! – wybuchnął Wellinger, a Wank tylko wzruszył ramionami.
– Wank, on ma rację. To nie ma znaczenia. Chociaż to może być zaleta, gdyż z łatwością będzie ją mógł nosić na rękach – powiedział Karl, przyglądając się dziewczynie.
– Nie będę wnikał w to, czy będziecie nosić swoje dziewczyny na rękach, czy nie. Myślę jednak, że powinniśmy ruszyć tyłki i kupić sobie lody. – Wyszczerzył zęby do Wellingera.
– Idźcie sami. Ja tu zaczekam – odpowiedział szybko. Nie chciał znowu zrobić z siebie błazna, dodatkowo wygłupić się przed tym jej chłopakiem oraz swoimi kumplami. Wolał poprzyglądać się z odległości i w myślach podziwiać urodę dziewczyny, która dziś jeszcze bardziej rzucała się w oczy.
– Jak tam chcesz, dzieciaku… – westchnął Wank. – Tylko nie wiem, co ci to da…?
            Poszli, a Andreasowi pozostało przyglądać się im, jak rozmawiają z dziewczynami i te wybuchają śmiechem, zapewne rozbawione jakimś żartem. Oczywiście, to głównie Wank gadał, a Karl trzymał się na uboczu, jak zwykle. Wellinger wyobrażał sobie, że sam podchodzi do dziewczyn na luzie i rzuca jakiś zabawny tekst, sprawiając, że Martina uśmiecha się i patrzy tylko na niego…
            Niestety, chłopcy szybko wrócili, niosąc mu także ogromną porcję lodów. Kątem oka widział jak ciemnowłosa Erika szepcze coś Martinie na ucho, a ta kręci głową, jakby z niedowierzaniem i macha lekceważąco ręką. Czyżby obgadywały swoich ostatnich klientów?
– Co ty im tam nagadałeś? – spytał Wanka.
– Pozwoliłem im tylko wybrać lody dla kolegi, który, speszony ich urodą, bał się podejść i przygląda się z ukrycia.
– Głupek! – rzucił tylko w odpowiedzi.
            Plątali się później bez celu aż do samego wieczora, czekając na potańcówkę, w czasie której mieli nadzieję znaleźć partnerki do tańca. Andreas liczył szczególnie na obecność Martiny, choć był prawie pewien, że i tak nie poprosi jej do tańca. Nawet nie umiał tańczyć i, zdając sobie z tego sprawę, nagle się przeraził. Ucieszył się więc, gdy wpadli na jego rodziców i siostrę, Julię.
            Muzyka już grała i ludzie zbierali się wokół wyznaczonego miejsca do tańca, które znajdowało się pod gołym niebem. Było ciepło i nawet słońce jeszcze nie do końca zaszło, więc był to całkiem dobry pomysł. Andreas odciągnął na bok siostrę.
– Nie umiem tańczyć – wyznał. – Możesz mi jakoś pomóc? – spojrzał na nią błagalnie.
– Nie wierzę. Bywałeś na różnych imprezach. Na pewno tańczyłeś. – Rzuciła mu zdziwione spojrzenie.
– Nigdy nie tańczyłem… – Czuł się coraz bardziej zakłopotany, nawet w obecności siostry.
– Zaraz sprawdzę twoje umiejętności. Chodź! – Pociągnęła go za sobą.
– Julia, poczekajmy chociaż niech się ściemni… –   błagał, bo bał się totalnej kompromitacji.
– Braciszku, chcesz się nauczyć tańczyć, czy nie? – spytała siostra.
– Niech stracę! – Uległ i dał się prowadzić. Dostrzegł, że Wank również idzie za nimi, prowadząc jakąś dziewczynę. Kilka par już tańczyło i zauważył, że nie wszystkim szło to najlepiej. Nigdzie nie mógł dostrzec Karla, ale wkrótce przestał myśleć o czymkolwiek, skupiając się na krokach. Na początku się potykał, ale ostatecznie złapał rytm i mógł pomarzyć, że trzyma w ramionach Martinę…
– Całkiem nieźle ci idzie, Andi – pogratulowała mu siostra.
– Dzięki. Jesteś tu sama? – spytał.
– Przyszłam z rodzicami.
– Możesz dotrzymać nam towarzystwa – zaproponował, gdyż nie chciał, żeby siostra czuła się samotna. Dobrze widział, że odkąd rozstała się z chłopakiem, rzadko wychodziła z domu.
– Nie, dam sobie radę. Poszukam jakiegoś towarzystwa. Dzięki z troskę. – Uścisnęła go i po chwili już jej nie było.
            Andreas odszedł na bok, szukając cały czas wzrokiem kumpli. Dostrzegł ich i bardzo się zdziwił ich poczynaniom, dlatego postanowił przez moment ich obserwować. Zarówno Karl jak i Andi tańczyli w pobliżu Martiny i Maksa. Widocznie któryś z nich chciał poprosić ją do tańca, ale obaj chyba nie wiedzieli, jak się za to zabrać. Uratowało ich to, że Martina odprawiła Maksa i zaczęła bawić się z koleżanką. Wtedy chłopcy ruszyli do akcji i poprosili dziewczyny do tańca. Raptem po dwóch piosenkach Wank, który towarzyszył Martinie, coś szepnął jej na ucho i wskazał prosto na niego.
            Wellinger miał ochotę zapaść się pod ziemię, bo nawet nie wiedział, że też był obserwowany. Dziewczyna jednakże zbliżała się coraz bardziej i nie mógł  uciec, bo przecież spełniało się to, o czym tak bardzo marzył. Tylko dlaczego czuł stres?
– Cześć. – Uśmiechnęła się do niego nieśmiało. – Właśnie się dowiedziałam, że chciałbyś ze mną zatańczyć. Czy to prawda? – spytała.
– Eee… Tak. Chciałem cię poprosić, ale… – Jej bliskość tak bardzo go onieśmielała. Ślicznie wyglądała w upiętych wysoko włosach i wypuszczonych przy twarzy lokach. Ubrana była w malinową sukienkę, obcasy i nałożyła delikatny makijaż.
– Rozumiem… Lecz jeśli zmieniłeś zdanie, to ja się nie obrażę. – Zrobiła rękami gest, który chyba miał oznaczać, że sobie odejdzie.
– Czekaj! – Chwycił ją z desperacją za ramię. Nie mógł teraz pozwolić jej odejść. – Zatańczysz? – spytał, przywołując uśmiech na usta.
            Pokiwała tylko twierdząco głową, ale Andreas nie miał zamiaru dłużej czekać. Ruszył do tańca zdecydowanie, choć na początku kilka razy nadepnął dziewczynie na stopy. Za każdym razem szczerze ją przepraszał, lecz nie widział zniecierpliwienia na jej twarzy, więc poczuł się trochę pewniej. Może nie był taki najgorszy, albo to ona nie chciała być nieuprzejma.
            Ujął ją mocniej pod ramię, gdy muzyka przyspieszyła. Zauważył, że nie była aż tak niska, ale to pewnie zasługa butów na obcasie. Ciekawe, jakby to było, gdyby je zdjęła? Pewnie musiałby się trochę pochylić, żeby spojrzeć jej w oczy, czy… pocałować. Natychmiast odrzucił od siebie te fantazje, bo tylko niepotrzebnie się dołował. Przecież Martina nie była jego. Dostrzegł, że spoglądała w górę wprost w jego twarz.
– Oj! Znowu cię przydreptałem? – Skrzywił się, robiąc zbolałą minę.
– Nie! Dobrze tańczysz. Może tylko troszeczkę gorzej niż Max – powiedziała.
– Twój chłopak? – spytał. – Czy on nie ma nic przeciwko temu, że już tak długo z tobą tańczę? – dodał.
– To obecnie mój najlepszy przyjaciel, więc zawsze może mieć coś przeciwko… – zawiesiła głos. Andreas poczuł się trochę zdezorientowany. – Żartuję! – powiedziała. Pewnie zauważyła jego zmieszanie. Zawsze wkurzało go, że nie umie ukryć swoich uczuć.
            Muzyka się zmieniła, przechodząc w wolną balladę. Przyciągnął Martinę bliżej siebie i zaczął się kołysać. Nie chciał jej teraz wypuszczać, bo skoro jakimś dziwnym trafem zgodziła się z nim zatańczyć, to musiał to wykorzystać. Może to jego jedyna i ostatnia szansa na zawarcie z nią bliższej znajomości. Wkrótce wyjedzie na treningi i będzie musiał zająć myśli zupełnie czymś innym.
            Poczuł drgnięcie jej drobnej dłoni zamkniętej w jego ręce i zaczął się zastanawiać, co chciała zrobić. Z jej twarzy nie wyczytał niczego, bo patrzyła gdzieś w dół. Sam chciałby, żeby go objęła, więc… Czyżby ona też chciała to zrobić? Skarcił się w duchu, że powinien chłonąc wszystko z tej chwili, a nie myśleć o głupotach.
            Piosenka była o miłości i to spowodowało, że poczuł znowu to dziwne ciepło w okolicy serca. Uczucie potęgowała bliska obecność dziewczyny, bo pod palcami czuł jej żebra, w drugiej dłoni trzymał jej rączkę, a wokół unosił się kwiatowy zapach perfum. Mimowolnie uniósł jej dłoń i położył sobie nam ramieniu. Dziewczyna w mig załapała, o co mu chodzi i objęła go za szyję, zbliżając głowę do jego piersi i tylko milimetry dzieliły ją od wsparcia się na niej.
            Wtem piosenka się skończyła, ale czar nie prysł. Wszystko wydało się Andreasowi zatarte, jakby widział przez mgłę. Tylko twarz Martiny jaśniała.
– Dziękuję ci za zabawę – powiedziała. – Muszę na chwilę iść, ale może jeszcze się zobaczymy. – Uśmiechnęła się.
– To ja dziękuję tobie. – Ledwo mógł mówić przez chrypę, bo aż tak zaschło mu w ustach od tych emocji.
            Gdy dziewczyna się oddaliła, od razu skądś pojawił się Wank i zaczął swoje żarciki, lecz Wellinger nie miał zamiaru poddać się prowokacji. Był szczęśliwy i niełatwo było go wyprowadzić z równowagi.
            Gdzieś koło północy znów udało mu się zobaczyć Martinę, więc puścił się biegiem za nią.
– Idziesz już? – krzyknął, doganiając ją. Prawie podskoczyła na dźwięk jego głosu.
– Ale mnie wystraszyłeś! – wyznała, kładąc rękę na piersi.
– Przepraszam – wyznał ze skruchą. – Chciałem tylko zapytać czy nie potrzebujesz podwózki. – Przeczesał ręką włosy, maskując zmieszanie.
– Czekam na Maksa, bo pojechał odwieźć Erikę. Niestety, nie zmieściłyśmy się obie na motocyklu. – Przygryzła dolną wargę.
– Motocykl… Nie zdziwię się, jeśli wzgardzisz moimi marnymi czterema kółkami… – westchnął.
– Będziesz prowadził? – spytała.
– Hm… – Zamrugał zdezorientowany. – Dlaczego pytasz?
– Nie piłeś?
– Nie. Przyjechałem samochodem, więc nie. Nie piłem – wyjaśnił. – Pozwolisz się odwieźć?
– Max… – Wyglądała tak uroczo ze swoim niezdecydowaniem. – Dobrze, tylko wyślę mu wiadomość, żeby po mnie nie jechał.
            Musieli przejść spory kawałek do miejsca, gdzie zostawił swój samochód. Szli ramię w ramię.
– Przepraszam, że nie mogę iść szybciej, ale te buty trochę zmniejszają moje możliwości – powiedziała.
– Nie przejmuj się. Mamy czas. – Uśmiechnął się. – Czemu tak szybko opuszczasz imprezę? – spytał.
– Jutro muszę iść do pracy i lepiej, żebym była wyspana – wyjaśniła.
– Rozumiem. – Pokiwał głową. – Ja przed zawodami muszę zdecydowanie wcześniej kłaść się spać – dodał.
– Skoczek narciarski… – zamyśliła się. – Niewiele wiem o tym sporcie. Nigdy szczególnie się tym nie interesowałam, choć, pochodząc stąd, chyba powinnam. – Spojrzała na niego.
– Nie każdego interesują faceci skaczący w idiotycznych kombinezonach. Dla niektórych to nawet nie jest sport.
            Dotarli do samochodu, więc pozwolił sobie otworzyć Martinie drzwi, co chyba trochę ją zaskoczyło. Sam był zaskoczony swoją szarmanckością, która widocznie przychodziła mu naturalnie.
– Skoki narciarskie to nie sport? – wróciła do tematu rozmowy. – Nie zgodzę się. Jest rywalizacja, zabawa i to ryzyko… Nie boisz się czasem? Wiesz, gdy tam siedzisz na górze… – Odwróciła się do niego.
– Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Po prostu nie myślę o strachu. – Zaskoczyła go tym pytaniem. Często go zaskakiwała, jeśli spojrzeć na to, ile razy ze sobą rozmawiali. – Gdzie mam jechać? – spytał.
– Skręcisz w prawo i potem cały czas tą drogą – odparła.
            Jechali w milczeniu, dopiero Martina odezwała się, żeby wskazać mu, gdzie ma się zatrzymać.
– Więc jutro pracujesz? – spytał jeszcze.
– Do popołudnia.
– Do której? – Zaryzykował kolejne pytanie.
– Do piętnastej, a co? – Zmarszczyła brwi.
– A tak tylko… Przepraszam, że tak wypytuję. – Zawstydził się własnej śmiałości.
– Dziękuję, że mnie podwiozłeś. Przyzwyczaiłam się do motocykla, ale samochód to jednak coś innego. – Wskazała na swój strój. – Zdecydowanie wygodniej i cieplej.
– Na pewno. – Poparł ją.
– Cześć. – Pożegnała go uśmiechem.
– Cześć – odpowiedział.
            Wysiadła i jeszcze raz obdarzyła go tym swoim cudownym uśmiechem. Teraz mógł już z czystym sumieniem przyznać, że wpadł po uszy i nie było już dla niego żadnego ratunku.
            Jadąc do domu, przypomniało mu się jej pytanie o to, czy pił. Przed oczami miał jej rysunek pijanego mężczyzny. Jeśli kiedykolwiek i jakkolwiek dotknął ją problem alkoholizmu to zupełnie rozumiał jej pytanie. Chciał poznać jej historię, ale najpierw pewnie będzie musiał na to zasłużyć. Czy mu się uda?
            W jego telefonie rozbrzmiał sygnał przychodzącej wiadomości. To Wank. Oczywiście żartował sobie z niego, że tak nagle zniknął z ukochaną, ale na koniec życzył mu powodzenia.
            Andreas uśmiechnął się do siebie. Postanowił, że musi jutro zobaczyć Martinę. Po prostu musi. Najlepiej będzie, jeśli przyjedzie po nią do pracy. Może zgodzi się na przejażdżkę lub spacer…
            W domu nie było nikogo, więc położył się do łóżka, lecz niestety długo nie mógł zasnąć z nadmiaru emocji, które ciągle w nim żyły. Gdy w końcu zapadł w sen, śniły mu się jakieś niedorzeczności.
            Spał do południa, ale potem przygotował się na spotkanie z Martiną i przed piętnastą udał się po dziewczynę. Zajechał przed kawiarnię i postanowił poczekać w samochodzie. Ze zdziwieniem obserwował przyjazd Maksa, który przywiózł znaną mu Erikę. Rozstali się bez żadnych czułości, lecz Max  nie odjechał. Zapewne też miał zamiar czekać na Martinę. W końcu byli przyjaciółmi… Mimo to Andreas poczuł ukłucie zazdrości, ale nie zamierzał się poddać. Musiał poczekać na reakcję dziewczyny.
            Gdy wyszła bocznymi drzwiami, wysiadł z auta i został tak, opierając się o maskę. Czuł na sobie spojrzenie Maksa i przełknął gulę, która stanęła mu w gardle. Widział też, jak Martina zwolniła, patrząc to na jednego, to na drugiego.
            Wyglądała tak ślicznie w krótkiej letniej sukience i rozpuszczonych włosach rozwiewanych przez wiatr.
– Cześć – powiedziała podchodząc do nich.
– Cześć – odpowiedzieli obaj.
            Andreas spojrzał na tego drugiego, lecz on się uśmiechał.
– Nie wiedziałem, że się umówiłaś – powiedział.
– Nie umówiłam się. – Spojrzała na Andreasa, który spuścił wzrok. – Przyjechałeś specjalnie? – spytała, kierując się do Maksa.
– Nie, ja… Postanowiłem, że poczekam na ciebie. Ale to nic. Możemy zobaczyć się później – zaproponował.
– Chciałabym się z tobą zobaczyć, zanim wyjedziesz – powiedziała.
– Nie wiedziałem… – zaczął Andreas.
– Spokojnie. Nic się nie stało – rzucił Max. – Widzimy się później u ciebie – powiedział Martinie. Pożegnał się i odjechał.
            Andreas został sam z Martiną i czuł się jeszcze bardziej idiotycznie niż zwykle. Nie wiedział, co ma powiedzieć ani co zrobić. Patrzył tylko na dziewczynę, która spoglądała na niego, wyczekując jakiejkolwiek reakcji. Ciągle stała w pewnej odległości, jakby bała się podejść bliżej.
– Przepraszam, że tak wyszło… – zaczął.
– Przepraszam za tę sytuację – powiedziała równocześnie z nim.
            Spojrzeli na siebie i wybuchli śmiechem. Andreas w końcu sam nie wiedział z czego się śmieje. Z sytuacji, ze śmiejącej się dziewczyny, czy z samego siebie.
– Miło mi cię znów widzieć – powiedziała ona, podchodząc bliżej, gdy w końcu się opanowali.
– Mnie ciebie też – wyznał. – Nawet nie wiesz, jak bardzo – dodał w myślach i znów się uśmiechnął.

2 komentarze:

  1. Cześć!
    Przeczytałam wszystkie rozdziały i muszę przyznać, że historia bardzo mnie zaciekawiła. Na pewno więc zostaję na dłużej. :)
    Martina od najmłodszych lat nie miała łatwego życia. Zmaganie się jej rodziny z nałogiem ojca na pewno odcisnęło na niej ogromne piętno, które teraz zbiera swoje żniwo. Dziewczyna wciąż zmaga się z dręczącymi ją koszmarami, czy też nie ufa innym osobom. Powrót w rodzinne strony na pewno nie był dla niej łatwy. Mimo że dała ponowną szansę rodzicom, którzy zrozumieli swoje niektóre błędy. Nadal przed nimi daleka droga do odbudowy zaufania córki i nawiązania odpowiednich więzi. Cieszy mnie, że sprawa z Maksem się wyjaśniła i obydwoje postanowili zostać wyłącznie przyjaciółmi. Ich związek na dłuższą metę i tak nie miał większego sensu, skoro nie było w nim uczucia. Teraz przynajmniej, gdy znowu są wolni mają szansę na odnalezienie prawdziwego szczęścia. Znajomość Martiny i Andreasa jest na pewien sposób wyjątkowa. Od pierwszej chwili coś ich do siebie przyciąga i nie potrafią przestać o sobie myśleć. Zwłaszcza u Andresa jest to bardzo widoczne. Chłopak robi wszystko, aby lepiej poznać Martinę i nawiązać z nią bliższą relacje. A i ona wydaje się być coraz bardziej do niego przekonana. Kto wie, co ostatecznie z tego wyniknie. Pozostało mi tylko czekać na kolejny rozdział. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo za komentarz. Jak to dobrze wiedzieć, że ktoś tu zajrzał i zainteresował się tym, co piszę. Jest to dla mnie szczególnie ważne, bo postanowiłam wrócić do blogowego świata, nie zdając sobie nawet sprawy jak bardzo to będzie trudne...
      Bardzo bardzo dziękuję Ci za pozostawienie śladu swojej obecności.
      A w życiu Martiny i Andreasa jeszcze wiele się wydarzy. Nowy rozdział pojawi się już jutro albo i nawet dziś :)
      Pozdrawiam!

      Usuń