„Zgodziła się na jeden taniec, który był dla mnie jak szansa.
Być może jedyna, dlatego musiałem ją wykorzystać.”
Impreza zorganizowana przez Wanka
bez konkretnej okazji stała się okazją samą w sobie do zaproszenia wielu
skoczków i całego mnóstwa innych ludzi, którzy właśnie szaleli w wynajętym lokalu i bawili się do upadłego. Tylko
Andreas Wellinger siedział przy barze i patrzył tępo na podskakujący w rytm
ogłuszającej muzyki tłum, a raczej plątaninę ciał. Sączył tego samego drinka
już od godziny, a wszystko dlatego, że miał słabą głowę do alkoholu. Zresztą
picie nie dawało mu przyjemności.
–
Co cię gryzie? – spytał Karl, który nagle pojawił się tuż obok Andreasa.
–
Mnie? Nic takiego. Myślę – odpowiedział, nawet nie spoglądając na swojego
rozmówcę.
–
Przecież widzę. Jesteś jakiś inny – drążył Karl.
–
Nie udawaj głupiego. Pewnie i tak wiesz i właśnie mnie podpuszczasz. – Andreas
był pewien, że Wank rozpowiedział już o ich rozmowie telefonicznej.
–
Zupełnie nie wiem, o co ci chodzi? – Zmarszczył czoło.
–
Hm… Ciekawe. – Andreas ufał kumplowi, ale wiedział, że starszy kolega o tym
samym imieniu lubił czasem z niego kpić.
–
Co jest takie ciekawe? – Karl spojrzał na niego, jakby zupełnie oszalał.
–
Nic takiego. – Pokręcił głową. – Wiesz co? – Wpadł nagle na pewien pomysł. – Co
robisz w przyszłą sobotę? – spytał.
–
Chyba nic. Jeszcze nic. Potem zaczynamy treningi. – Karl wyglądał na coraz
bardziej zdezorientowanego.
–
Mam do ciebie ogromną prośbę. Czy nie wybrałbyś się ze mną na pewną imprezę?
Coś w rodzaju festynu z wieczorną potańcówką – wyjaśnił.
–
Dlaczego chcesz, żebym z tobą poszedł?
–
Potrzebuję towarzystwa. Nie chcę iść tam sam.
–
A gdzie to ma być?
–
U mnie – odparł.
–
Nie pójdziesz z rodziną? – Znowu się zdziwił.
–
Nie. To znaczy, oni pewnie też tam będą, ale… – zawahał się, bo już sam nie
wiedział, co chce powiedzieć.
–
Dobrze, pójdę z tobą – westchnął Karl.
–
Świetnie! To jesteśmy umówieni. – Andreas miał ochotę uściskać kumpla.
–
Na co się umawiacie? – Nagle skądś pojawił się Wank. – I dlaczego beze mnie?
–
Tak sobie rozmawiamy – wyjaśnił Wellinger, chcąc szybko zakończyć temat. Nie
chciał wtajemniczać w swoje plany nikogo więcej.
–
Coś knujesz. – Wank nie dał się zwieść. – Pewnie chodzi o tę twoją dzierlatkę.
Ups! – Spojrzał na Karla, który nie zareagował na tę nowinę.
–
Wiecie co? Zostawię was, żebyście spokojnie mogli mnie obgadywać. Nie krępujcie
się. – Odstawił z hukiem pustą szklankę i skierował się do wyjścia,
przeciskając się przez bawiący się tłum.
–
Zaczekaj, Andi! – zawołał Wank i ruszył za nim. – Nikomu nic nie powiedziałem!
– krzyknął, gdy znaleźli się poza budynkiem. – Kiedy się wygłupiam, to się
wygłupiam, ale pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć.
–
Wiem, tylko czasem strasznie mnie wkurzasz. – Zrobił gest, jakby chciał uderzyć
kolegę, ale w ostatniej chwili zahamował rozpędzoną pięść i w zamian za to
zwyczajnie po przyjacielsku się poklepali.
–
Widzimy się w sobotę? – spytał.
–
Chyba tak… Choć ja nawet nie wiem o co chodzi. – Bezradnie rozłożył ręce.
Wellinger opowiedział mu więc, w
jaki sposób skorzystał z jego rady i jak wreszcie udało mu się spotkać
dziewczynę. Pominął tylko wzmiankę o tym, że zrobił z siebie kompletnego
głupka. Wyjaśnił też, że sobotnia impreza może być okazją do ponownego
spotkania.
–
Do czego my będziemy ci potrzebni? – spytał w końcu Wank.
–
Nie chcę być tam sam – odparł bez żadnego dodatkowego komentarza.
–
Przynajmniej obczaję sobie tę Martinę. – Ucieszył się starszy Andreas.
–
Musiałbyś widzieć jak rysuje. To dopiero jest coś! – Gdy o niej mówił, czuł jak
budzi się w nim szczery entuzjazm. – Jest też coś, co mnie martwi, ponieważ
zdaje mi się, że ma jakiś problem, który ją trapi – wyznał. – To sprawia, że
chciałbym wziąć ją w ramiona, mocno przytulić i nigdy już nie wypuszczać –
dodał w myślach.
Wellinger widział uśmiech na twarzy
Wanka, który jednak nie był kpiący. A nawet jeśli, to co? Nie mógł się
zakochać? Teraz nie był już w stanie ukryć uczuć, które nim targały. Nawet w
domu wszyscy się domyślali, ale im na razie nie chciał niczego zdradzać.
Wystarczyło samo to, że mama każdego ranka podczas śniadania głaskała go po
głowie, pytając, czy wszystko w porządku, a siostra poszturchiwała.
Gdy wreszcie nadeszła ta oczekiwana
sobota zjawili się Wank z Geigerem, wprowadzając atmosferę zamieszania. Razem
udali się na rynek, gdzie wpadli w wir atrakcji, przeciskając się przez ogromny
tłum ludzi. Andreasowi ciężko było wypatrzeć tę jedyną twarz. Oczywiście
zobaczył ją w końcu przy stoisku z lodami w towarzystwie Eriki oraz
nieodstępującego ich ani na chwilę Maksa.
–
To ona. Ta blondynka. – Pokazał kumplom.
–
Mogę coś powiedzieć? – spytał Wank, przyglądając się dziewczynie.
–
Może lepiej nie – zaprotestował Karl.
–
Dlaczego nie? – zdziwił się Andreas. – Niech mówi, niech krytykuje. Proszę, co
chciałeś powiedzieć? – spojrzał na niego, wyczekując odpowiedzi.
–
Nie mam zamiaru krytykować, bo po co? Ładna z niej dziewczyna. Ta brunetka też
niczego sobie… Ale wiesz co, Andi? – spojrzał na niego, na nią i jeszcze raz na
niego.
–
Co?! – zniecierpliwił się Wellinger.
–
Wankowi chyba chodzi o to, że ona jest dość drobna i… niska – wyjaśnił Karl.
–
Jakie to ma znaczenie?! – wybuchnął Wellinger, a Wank tylko wzruszył ramionami.
–
Wank, on ma rację. To nie ma znaczenia. Chociaż to może być zaleta, gdyż z
łatwością będzie ją mógł nosić na rękach – powiedział Karl, przyglądając się
dziewczynie.
–
Nie będę wnikał w to, czy będziecie nosić swoje dziewczyny na rękach, czy nie.
Myślę jednak, że powinniśmy ruszyć tyłki i kupić sobie lody. – Wyszczerzył zęby
do Wellingera.
–
Idźcie sami. Ja tu zaczekam – odpowiedział szybko. Nie chciał znowu zrobić z
siebie błazna, dodatkowo wygłupić się przed tym jej chłopakiem oraz swoimi
kumplami. Wolał poprzyglądać się z odległości i w myślach podziwiać urodę
dziewczyny, która dziś jeszcze bardziej rzucała się w oczy.
–
Jak tam chcesz, dzieciaku… – westchnął Wank. – Tylko nie wiem, co ci to da…?
Poszli, a Andreasowi pozostało
przyglądać się im, jak rozmawiają z dziewczynami i te wybuchają śmiechem,
zapewne rozbawione jakimś żartem. Oczywiście, to głównie Wank gadał, a Karl
trzymał się na uboczu, jak zwykle. Wellinger wyobrażał sobie, że sam podchodzi
do dziewczyn na luzie i rzuca jakiś zabawny tekst, sprawiając, że Martina
uśmiecha się i patrzy tylko na niego…
Niestety, chłopcy szybko wrócili,
niosąc mu także ogromną porcję lodów. Kątem oka widział jak ciemnowłosa Erika
szepcze coś Martinie na ucho, a ta kręci głową, jakby z niedowierzaniem i macha
lekceważąco ręką. Czyżby obgadywały swoich ostatnich klientów?
–
Co ty im tam nagadałeś? – spytał Wanka.
–
Pozwoliłem im tylko wybrać lody dla kolegi, który, speszony ich urodą, bał się
podejść i przygląda się z ukrycia.
–
Głupek! – rzucił tylko w odpowiedzi.
Plątali się później bez celu aż do
samego wieczora, czekając na potańcówkę, w czasie której mieli nadzieję znaleźć
partnerki do tańca. Andreas liczył szczególnie na obecność Martiny, choć był
prawie pewien, że i tak nie poprosi jej do tańca. Nawet nie umiał tańczyć i,
zdając sobie z tego sprawę, nagle się przeraził. Ucieszył się więc, gdy wpadli
na jego rodziców i siostrę, Julię.
Muzyka już grała i ludzie zbierali
się wokół wyznaczonego miejsca do tańca, które znajdowało się pod gołym niebem.
Było ciepło i nawet słońce jeszcze nie do końca zaszło, więc był to całkiem
dobry pomysł. Andreas odciągnął na bok siostrę.
–
Nie umiem tańczyć – wyznał. – Możesz mi jakoś pomóc? – spojrzał na nią
błagalnie.
–
Nie wierzę. Bywałeś na różnych imprezach. Na pewno tańczyłeś. – Rzuciła mu
zdziwione spojrzenie.
–
Nigdy nie tańczyłem… – Czuł się coraz bardziej zakłopotany, nawet w obecności
siostry.
–
Zaraz sprawdzę twoje umiejętności. Chodź! – Pociągnęła go za sobą.
–
Julia, poczekajmy chociaż niech się ściemni… –
błagał, bo bał się totalnej kompromitacji.
–
Braciszku, chcesz się nauczyć tańczyć, czy nie? – spytała siostra.
–
Niech stracę! – Uległ i dał się prowadzić. Dostrzegł, że Wank również idzie za
nimi, prowadząc jakąś dziewczynę. Kilka par już tańczyło i zauważył, że nie
wszystkim szło to najlepiej. Nigdzie nie mógł dostrzec Karla, ale wkrótce
przestał myśleć o czymkolwiek, skupiając się na krokach. Na początku się
potykał, ale ostatecznie złapał rytm i mógł pomarzyć, że trzyma w ramionach
Martinę…
–
Całkiem nieźle ci idzie, Andi – pogratulowała mu siostra.
–
Dzięki. Jesteś tu sama? – spytał.
–
Przyszłam z rodzicami.
–
Możesz dotrzymać nam towarzystwa – zaproponował, gdyż nie chciał, żeby siostra
czuła się samotna. Dobrze widział, że odkąd rozstała się z chłopakiem, rzadko
wychodziła z domu.
–
Nie, dam sobie radę. Poszukam jakiegoś towarzystwa. Dzięki z troskę. – Uścisnęła
go i po chwili już jej nie było.
Andreas odszedł na bok, szukając
cały czas wzrokiem kumpli. Dostrzegł ich i bardzo się zdziwił ich poczynaniom,
dlatego postanowił przez moment ich obserwować. Zarówno Karl jak i Andi
tańczyli w pobliżu Martiny i Maksa. Widocznie któryś z nich chciał poprosić ją do
tańca, ale obaj chyba nie wiedzieli, jak się za to zabrać. Uratowało ich to, że
Martina odprawiła Maksa i zaczęła bawić się z koleżanką. Wtedy chłopcy ruszyli
do akcji i poprosili dziewczyny do tańca. Raptem po dwóch piosenkach Wank,
który towarzyszył Martinie, coś szepnął jej na ucho i wskazał prosto na niego.
Wellinger miał ochotę zapaść się pod
ziemię, bo nawet nie wiedział, że też był obserwowany. Dziewczyna jednakże
zbliżała się coraz bardziej i nie mógł
uciec, bo przecież spełniało się to, o czym tak bardzo marzył. Tylko
dlaczego czuł stres?
–
Cześć. – Uśmiechnęła się do niego nieśmiało. – Właśnie się dowiedziałam, że
chciałbyś ze mną zatańczyć. Czy to prawda? – spytała.
–
Eee… Tak. Chciałem cię poprosić, ale… – Jej bliskość tak bardzo go
onieśmielała. Ślicznie wyglądała w upiętych wysoko włosach i wypuszczonych przy
twarzy lokach. Ubrana była w malinową sukienkę, obcasy i nałożyła delikatny
makijaż.
–
Rozumiem… Lecz jeśli zmieniłeś zdanie, to ja się nie obrażę. – Zrobiła rękami
gest, który chyba miał oznaczać, że sobie odejdzie.
–
Czekaj! – Chwycił ją z desperacją za ramię. Nie mógł teraz pozwolić jej odejść.
– Zatańczysz? – spytał, przywołując uśmiech na usta.
Pokiwała tylko twierdząco głową, ale
Andreas nie miał zamiaru dłużej czekać. Ruszył do tańca zdecydowanie, choć na
początku kilka razy nadepnął dziewczynie na stopy. Za każdym razem szczerze ją
przepraszał, lecz nie widział zniecierpliwienia na jej twarzy, więc poczuł się
trochę pewniej. Może nie był taki najgorszy, albo to ona nie chciała być
nieuprzejma.
Ujął ją mocniej pod ramię, gdy
muzyka przyspieszyła. Zauważył, że nie była aż tak niska, ale to pewnie zasługa
butów na obcasie. Ciekawe, jakby to było, gdyby je zdjęła? Pewnie musiałby się
trochę pochylić, żeby spojrzeć jej w oczy, czy… pocałować. Natychmiast odrzucił
od siebie te fantazje, bo tylko niepotrzebnie się dołował. Przecież Martina nie
była jego. Dostrzegł, że spoglądała w górę wprost w jego twarz.
–
Oj! Znowu cię przydreptałem? – Skrzywił się, robiąc zbolałą minę.
–
Nie! Dobrze tańczysz. Może tylko troszeczkę gorzej niż Max – powiedziała.
–
Twój chłopak? – spytał. – Czy on nie ma nic przeciwko temu, że już tak długo z
tobą tańczę? – dodał.
–
To obecnie mój najlepszy przyjaciel, więc zawsze może mieć coś przeciwko… –
zawiesiła głos. Andreas poczuł się trochę zdezorientowany. – Żartuję! –
powiedziała. Pewnie zauważyła jego zmieszanie. Zawsze wkurzało go, że nie umie
ukryć swoich uczuć.
Muzyka się zmieniła, przechodząc w
wolną balladę. Przyciągnął Martinę bliżej siebie i zaczął się kołysać. Nie
chciał jej teraz wypuszczać, bo skoro jakimś dziwnym trafem zgodziła się z nim
zatańczyć, to musiał to wykorzystać. Może to jego jedyna i ostatnia szansa na
zawarcie z nią bliższej znajomości. Wkrótce wyjedzie na treningi i będzie
musiał zająć myśli zupełnie czymś innym.
Poczuł drgnięcie jej drobnej dłoni
zamkniętej w jego ręce i zaczął się zastanawiać, co chciała zrobić. Z jej
twarzy nie wyczytał niczego, bo patrzyła gdzieś w dół. Sam chciałby, żeby go
objęła, więc… Czyżby ona też chciała to zrobić? Skarcił się w duchu, że powinien
chłonąc wszystko z tej chwili, a nie myśleć o głupotach.
Piosenka była o miłości i to
spowodowało, że poczuł znowu to dziwne ciepło w okolicy serca. Uczucie
potęgowała bliska obecność dziewczyny, bo pod palcami czuł jej żebra, w drugiej
dłoni trzymał jej rączkę, a wokół unosił się kwiatowy zapach perfum. Mimowolnie
uniósł jej dłoń i położył sobie nam ramieniu. Dziewczyna w mig załapała, o co
mu chodzi i objęła go za szyję, zbliżając głowę do jego piersi i tylko
milimetry dzieliły ją od wsparcia się na niej.
Wtem piosenka się skończyła, ale czar
nie prysł. Wszystko wydało się Andreasowi zatarte, jakby widział przez mgłę.
Tylko twarz Martiny jaśniała.
–
Dziękuję ci za zabawę – powiedziała. – Muszę na chwilę iść, ale może jeszcze
się zobaczymy. – Uśmiechnęła się.
–
To ja dziękuję tobie. – Ledwo mógł mówić przez chrypę, bo aż tak zaschło mu w
ustach od tych emocji.
Gdy dziewczyna się oddaliła, od razu
skądś pojawił się Wank i zaczął swoje żarciki, lecz Wellinger nie miał zamiaru
poddać się prowokacji. Był szczęśliwy i niełatwo było go wyprowadzić z
równowagi.
Gdzieś koło północy znów udało mu
się zobaczyć Martinę, więc puścił się biegiem za nią.
–
Idziesz już? – krzyknął, doganiając ją. Prawie podskoczyła na dźwięk jego
głosu.
–
Ale mnie wystraszyłeś! – wyznała, kładąc rękę na piersi.
–
Przepraszam – wyznał ze skruchą. – Chciałem tylko zapytać czy nie potrzebujesz
podwózki. – Przeczesał ręką włosy, maskując zmieszanie.
–
Czekam na Maksa, bo pojechał odwieźć Erikę. Niestety, nie zmieściłyśmy się obie
na motocyklu. – Przygryzła dolną wargę.
–
Motocykl… Nie zdziwię się, jeśli wzgardzisz moimi marnymi czterema kółkami… –
westchnął.
–
Będziesz prowadził? – spytała.
–
Hm… – Zamrugał zdezorientowany. – Dlaczego pytasz?
–
Nie piłeś?
–
Nie. Przyjechałem samochodem, więc nie. Nie piłem – wyjaśnił. – Pozwolisz się
odwieźć?
–
Max… – Wyglądała tak uroczo ze swoim niezdecydowaniem. – Dobrze, tylko wyślę mu
wiadomość, żeby po mnie nie jechał.
Musieli przejść spory kawałek do
miejsca, gdzie zostawił swój samochód. Szli ramię w ramię.
–
Przepraszam, że nie mogę iść szybciej, ale te buty trochę zmniejszają moje
możliwości – powiedziała.
–
Nie przejmuj się. Mamy czas. – Uśmiechnął się. – Czemu tak szybko opuszczasz
imprezę? – spytał.
–
Jutro muszę iść do pracy i lepiej, żebym była wyspana – wyjaśniła.
–
Rozumiem. – Pokiwał głową. – Ja przed zawodami muszę zdecydowanie wcześniej
kłaść się spać – dodał.
–
Skoczek narciarski… – zamyśliła się. – Niewiele wiem o tym sporcie. Nigdy
szczególnie się tym nie interesowałam, choć, pochodząc stąd, chyba powinnam. –
Spojrzała na niego.
–
Nie każdego interesują faceci skaczący w idiotycznych kombinezonach. Dla
niektórych to nawet nie jest sport.
Dotarli do samochodu, więc pozwolił
sobie otworzyć Martinie drzwi, co chyba trochę ją zaskoczyło. Sam był
zaskoczony swoją szarmanckością, która widocznie przychodziła mu naturalnie.
–
Skoki narciarskie to nie sport? – wróciła do tematu rozmowy. – Nie zgodzę się.
Jest rywalizacja, zabawa i to ryzyko… Nie boisz się czasem? Wiesz, gdy tam
siedzisz na górze… – Odwróciła się do niego.
–
Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Po prostu nie myślę o strachu. – Zaskoczyła
go tym pytaniem. Często go zaskakiwała, jeśli spojrzeć na to, ile razy ze sobą
rozmawiali. – Gdzie mam jechać? – spytał.
–
Skręcisz w prawo i potem cały czas tą drogą – odparła.
Jechali w milczeniu, dopiero Martina
odezwała się, żeby wskazać mu, gdzie ma się zatrzymać.
–
Więc jutro pracujesz? – spytał jeszcze.
–
Do popołudnia.
–
Do której? – Zaryzykował kolejne pytanie.
–
Do piętnastej, a co? – Zmarszczyła brwi.
–
A tak tylko… Przepraszam, że tak wypytuję. – Zawstydził się własnej śmiałości.
–
Dziękuję, że mnie podwiozłeś. Przyzwyczaiłam się do motocykla, ale samochód to
jednak coś innego. – Wskazała na swój strój. – Zdecydowanie wygodniej i cieplej.
–
Na pewno. – Poparł ją.
–
Cześć. – Pożegnała go uśmiechem.
–
Cześć – odpowiedział.
Wysiadła i jeszcze raz obdarzyła go
tym swoim cudownym uśmiechem. Teraz mógł już z czystym sumieniem przyznać, że
wpadł po uszy i nie było już dla niego żadnego ratunku.
Jadąc do domu, przypomniało mu się
jej pytanie o to, czy pił. Przed oczami miał jej rysunek pijanego mężczyzny.
Jeśli kiedykolwiek i jakkolwiek dotknął ją problem alkoholizmu to zupełnie
rozumiał jej pytanie. Chciał poznać jej historię, ale najpierw pewnie będzie
musiał na to zasłużyć. Czy mu się uda?
W jego telefonie rozbrzmiał sygnał
przychodzącej wiadomości. To Wank. Oczywiście żartował sobie z niego, że tak
nagle zniknął z ukochaną, ale na koniec życzył mu powodzenia.
Andreas uśmiechnął się do siebie.
Postanowił, że musi jutro zobaczyć Martinę. Po prostu musi. Najlepiej będzie,
jeśli przyjedzie po nią do pracy. Może zgodzi się na przejażdżkę lub spacer…
W domu nie było nikogo, więc położył
się do łóżka, lecz niestety długo nie mógł zasnąć z nadmiaru emocji, które
ciągle w nim żyły. Gdy w końcu zapadł w sen, śniły mu się jakieś
niedorzeczności.
Spał do południa, ale potem
przygotował się na spotkanie z Martiną i przed piętnastą udał się po
dziewczynę. Zajechał przed kawiarnię i postanowił poczekać w samochodzie. Ze
zdziwieniem obserwował przyjazd Maksa, który przywiózł znaną mu Erikę. Rozstali
się bez żadnych czułości, lecz Max nie
odjechał. Zapewne też miał zamiar czekać na Martinę. W końcu byli przyjaciółmi…
Mimo to Andreas poczuł ukłucie zazdrości, ale nie zamierzał się poddać. Musiał
poczekać na reakcję dziewczyny.
Gdy wyszła bocznymi drzwiami,
wysiadł z auta i został tak, opierając się o maskę. Czuł na sobie spojrzenie
Maksa i przełknął gulę, która stanęła mu w gardle. Widział też, jak Martina
zwolniła, patrząc to na jednego, to na drugiego.
Wyglądała tak ślicznie w krótkiej
letniej sukience i rozpuszczonych włosach rozwiewanych przez wiatr.
–
Cześć – powiedziała podchodząc do nich.
–
Cześć – odpowiedzieli obaj.
Andreas spojrzał na tego drugiego,
lecz on się uśmiechał.
–
Nie wiedziałem, że się umówiłaś – powiedział.
–
Nie umówiłam się. – Spojrzała na Andreasa, który spuścił wzrok. – Przyjechałeś
specjalnie? – spytała, kierując się do Maksa.
–
Nie, ja… Postanowiłem, że poczekam na ciebie. Ale to nic. Możemy zobaczyć się
później – zaproponował.
–
Chciałabym się z tobą zobaczyć, zanim wyjedziesz – powiedziała.
–
Nie wiedziałem… – zaczął Andreas.
–
Spokojnie. Nic się nie stało – rzucił Max. – Widzimy się później u ciebie –
powiedział Martinie. Pożegnał się i odjechał.
Andreas został sam z Martiną i czuł
się jeszcze bardziej idiotycznie niż zwykle. Nie wiedział, co ma powiedzieć ani
co zrobić. Patrzył tylko na dziewczynę, która spoglądała na niego, wyczekując
jakiejkolwiek reakcji. Ciągle stała w pewnej odległości, jakby bała się podejść
bliżej.
–
Przepraszam, że tak wyszło… – zaczął.
–
Przepraszam za tę sytuację – powiedziała równocześnie z nim.
Spojrzeli na siebie i wybuchli
śmiechem. Andreas w końcu sam nie wiedział z czego się śmieje. Z sytuacji, ze
śmiejącej się dziewczyny, czy z samego siebie.
–
Miło mi cię znów widzieć – powiedziała ona, podchodząc bliżej, gdy w końcu się
opanowali.
–
Mnie ciebie też – wyznał. – Nawet nie wiesz, jak bardzo – dodał w myślach i
znów się uśmiechnął.
Cześć!
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam wszystkie rozdziały i muszę przyznać, że historia bardzo mnie zaciekawiła. Na pewno więc zostaję na dłużej. :)
Martina od najmłodszych lat nie miała łatwego życia. Zmaganie się jej rodziny z nałogiem ojca na pewno odcisnęło na niej ogromne piętno, które teraz zbiera swoje żniwo. Dziewczyna wciąż zmaga się z dręczącymi ją koszmarami, czy też nie ufa innym osobom. Powrót w rodzinne strony na pewno nie był dla niej łatwy. Mimo że dała ponowną szansę rodzicom, którzy zrozumieli swoje niektóre błędy. Nadal przed nimi daleka droga do odbudowy zaufania córki i nawiązania odpowiednich więzi. Cieszy mnie, że sprawa z Maksem się wyjaśniła i obydwoje postanowili zostać wyłącznie przyjaciółmi. Ich związek na dłuższą metę i tak nie miał większego sensu, skoro nie było w nim uczucia. Teraz przynajmniej, gdy znowu są wolni mają szansę na odnalezienie prawdziwego szczęścia. Znajomość Martiny i Andreasa jest na pewien sposób wyjątkowa. Od pierwszej chwili coś ich do siebie przyciąga i nie potrafią przestać o sobie myśleć. Zwłaszcza u Andresa jest to bardzo widoczne. Chłopak robi wszystko, aby lepiej poznać Martinę i nawiązać z nią bliższą relacje. A i ona wydaje się być coraz bardziej do niego przekonana. Kto wie, co ostatecznie z tego wyniknie. Pozostało mi tylko czekać na kolejny rozdział. 😊
Dziękuję Ci bardzo za komentarz. Jak to dobrze wiedzieć, że ktoś tu zajrzał i zainteresował się tym, co piszę. Jest to dla mnie szczególnie ważne, bo postanowiłam wrócić do blogowego świata, nie zdając sobie nawet sprawy jak bardzo to będzie trudne...
UsuńBardzo bardzo dziękuję Ci za pozostawienie śladu swojej obecności.
A w życiu Martiny i Andreasa jeszcze wiele się wydarzy. Nowy rozdział pojawi się już jutro albo i nawet dziś :)
Pozdrawiam!